piątek, 19 września 2014

Rozdział 22
„Leave out All the Rest”
Lizzie
“Don’t be affraid,
I’m taken my beating, I’ve shared what I made,
I’m strong on the surface, not all the way through.”

Nie chciałam przy nim płakać, ale kiedy tylko zamknęły się za mną drzwi, z moich oczu popłynęły łzy. Był środek nocy, więc nie bardzo mogłam wparować Stochom do pokoju i wypłakać się im w ramię. Usiadłam na fotelu, który stał na korytarzu i zwinęłam się w kłębek.
Nie chciałam, aby Gregor tak skończył. Żeby zrażony niepowodzeniami przestał skakać, a zaczął nałogowo pić. Wiem, że na razie zdarzyło się to tylko raz, ale bałam się o niego. A najgorsze było to, że nie wiedziałam, jak mu pomóc.
Wyciągnęłam telefon z kieszeni i wybrałam numer Morgiego. Wiedziałam, że odbierze i że mnie zrozumie.
-Lizzie? Coś Cię opętało?- zapytał zachrypniętym głosem. Uśmiechnęłam się mimowolnie, ale od razu uśmiech zniknął z mojej twarzy.
-Mnie nie… ale Gregora owszem- powiedział cicho.
-Co się stało?- oprzytomniał nagle, a ja opowiedziałam mu o całej sytuacji. Kiedy skończyłam, westchnął głośno.
-Gregor zawsze nie najlepiej znosił porażki, ale chyba jeszcze się nie schlał. Musiało mu pójść fatalnie…
-No niezbyt dobrze, to fakt, ale to nie powód do takiej desperacji… prawda?
-Prawda, ale martwi mnie rzecz innej natury… Gregor może zostać dyscyplinarnie zwolniony z kadry- mruknął Thomas. Westchnęłam ciężko.
-Co ja mam robić?- zapytałam płaczliwym głosem.
-Chyba powinnaś dać mu się samemu ogarnąć. To być dla Ciebie ciężkie…
-Dać mu się samemu ogarnąć?- zapytałam trochę głośniej, niż zamierzałam.- Moim zdaniem potrzebna mu jest długa rozmowa z psychologiem.
-Nie przepada za nimi…- usłyszałam w słuchawce.
-Nie obchodzi mnie za kim on przepada, a za kim nie! Nie chcę, żeby rozwalił sobie życie, rozumiesz?!- nie zważałam no to, że jest środek nocy i niektórzy chcą się wyspać. Przypomniałam sobie o tym dopiero, gdy drzwi jednego z pokoi się otworzyły i wyjrzała z nich głowa Stefana.
-Boże, Lizzie… to jakiś Armagedon?- zapytał zaspany.
-Kraft, jakbyś mógł wypierdalać do swojego łóżka, byłoby miło!- warknęłam na niego zdenerwowana. W słuchawce usłyszałam śmiech Morgiego.
-Biedny Stefan, czym on sobie na to zasłużył?- zapytał rozbawiony.
-Po prostu znalazł się w niewłaściwym miejscu o niewłaściwym czasie…- mruknęłam.
-Masz rację, druga w nocy jest naprawdę złą porą nocy…- w wyobraźni widziałam, jak szczerzy się do sufitu, leżąc na wznak w łóżku. Ale po chwili usłyszałam jego głos w bardziej poważnym wydaniu.
-Słuchaj, Lizzie… myślę, że kierowanie go od razu do psychologa po jednym incydencie to zdecydowanie za szybkie i gwałtowne posunięcie…
-Ale jeśli to się powtórzy…- zaczęłam niepewnie.
-Jeśli się powtórzy, wtedy będziemy ciągnąć go po psychologach, psychiatrach i czym tam tylko będziesz chciała, ok.?- przerwał mi.
-No nie wiem- powiedziałam cicho.- Martwię się o niego.
-Wiem, Lizzie. Rozumiem Cię… ale nie dawaj ponieść się emocjom, Mała- powiedział. Z racji tego, że był środek nocy i nie miałam już siły, postawiłam zignorować „małą”.
-Może masz rację…- szepnęłam.
-Ja zawsze mam rację!- zapewnił mnie z entuzjazmem.- A poza tym, jeśli mi nie wierzysz, że tak będzie lepiej, możesz zapytać Kamila, prawda?
-Nie będę mu wpadać do pokoju o drugiej w nocy!- oburzyłam się.
-Hej! Nie miałaś jednak oporów, żeby dzwonić do mnie o drugiej!- wydarł się całkiem głośno, zwarzywszy na porę nocy.
-Dzwonienie, a wpadanie do pokoju to zupełnie co innego.
-Mogłaś zadzwonić do Stocha!
-To byłoby co najmniej dziwne.
-No dobra, masz rację, ale…
-Skoro nie chcesz ze mną gadać…- zaczęłam z uśmiechem.
-Oj, no wiesz, że chcę- przerwał mi. Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
-No, ja myślę- mruknęłam do słuchawki.
-Ja po prostu dzisiaj z rana muszę zawieźć Lilkę do babci, a potem mam zajęcia z fizjoterapeutą, także wiesz…
-Czy ty dyskretnie sugerujesz mi, że mam Ci powiedzieć coś w stylu: „Jesteś najlepszy! Bardzo mi pomogłeś! Dziękuję!” i dać ci spać?- zapytałam, czym wywołałam cichy śmiech.
-No tak, mniej więcej o to chodzi- powiedział wesoło.
-A więc: Jesteś najlepszy! Bardzo mi pomogłeś! Dziękuję!
-Ależ proszę… dobranoc, Lizzie- powiedział, oddzielając niektóre słowa głośnym ziewnięciem.
-Dobranoc, Morgi- mruknęłam, po czym nacisnęłam czerwoną słuchawkę. Siedziałam jeszcze chwilę na tym fotelu. Nie chciałam wracać do mojego pokoju, gdzie prawdopodobnie spał zapijaczony Gregor. Po krótkim zastanowieniu postanowiłam spać na korytarzu. Zwinęłam się w kłębek i zamknęłam oczy. Zimno było dość duże, więc złapałam koc leżący na podłodze obok mojego „łóżka”. Okryłam się nim i momentalnie zasnęłam.

XXX

Obudził mnie dotyk czyichś rąk. Ktoś lekko dotykał moje ramię. Otworzyłam oczy i zobaczyłam przed sobą zatroskaną twarz Kamila.
-Cześć, Mistrzu- mruknęłam zaspana.
-Lizzie… co ty robisz na korytarzu?- zapytał, a do mnie momentalnie wróciły wspomnienia z dzisiejszej nocy. Mimowolnie łzy napłynęły mi do oczu.
-Spałam- mruknęłam przez zaciśnięte zęby. Mój przyjaciel zmarszczył brwi.
-A Gregor? Pozwolił Ci spać na korytarzu? I dlaczego, do cholery, chciałaś tu spać?!- podniósł lekko głos. Łzy spłynęły po moich policzkach.
-Nie każ mi o tym mówić… proszę- szepnęłam, a Stoch obrócił się na pięcie i ruszył w stronę mojego pokoju. Zanim zdołałam wyprzątać się z koca i zawołać, aby tego nie robił, był już przy drzwiach i naciskał klamkę. Nie chciałam upokorzyć Gregora przed Kamilem. Nie chciałam, aby Austriak powiedział coś, czego potem będzie żałować, a skacowany na pewno nie będzie oszczędzał języka.
Chciałam wejść za Kamilem do mojego pokoju, ale ten chyba uznał, że moja obecność jest zbędna, bo zatrzasnął mi drzwi przed nosem. Nie dobijałam się. Tak naprawdę chyba nie chciałam tam wchodzić. Po prostu usiadłam na podłodze i zaczęłam płakać.

Gregor

Siedziałem na łóżku, trzymając się za głowę, co chyba miało stłumić kołaczący w niej ból. Ale nie pomogło. A bynajmniej nie pomógł fakt, że ktoś wparował mi do pokoju z głośnym trzaskiem drzwi. Podniosłem wzrok i zobaczyłem tegorocznego podwójnego Mistrza Olimpijskiego.
-Co Cię do mnie sprowadza?- nie miałem ochoty na uprzejmości. Brew Kamila powędrowała do góry.
-Chyba powinieneś wiedzieć- powiedział. Przewróciłem oczami. To jasne, że chodziło o Lizzie. Pewnie przybiegła do nich w środku nocy, zapłakana.
-Lizzie Cię przysłała? Jesteś jej aniołem stróżem?- mruknąłem. Spojrzał na mnie wrogo.
-Nie przysłała mnie. A co do anioła: przykro mi, że ty nim nie jesteś. A powinieneś!- zabolało mnie to stwierdzenie. Ale w tym momencie nie mogłem przyznać mu racji. Wstałem z łóżka i podszedłem do niego.
-Nic Ci do tego- powiedziałem. Nie wiem dlaczego. Chyba alkohol nie do końca przestał nade mną panować.
-A jednak. Jest moją przyjaciółką, ale traktuję ją jak siostrę. I nie pozwolę, żeby jakiś zadufany Austriak ją skrzywdził- znów zadał mi cios. Może zrobił to specjalnie, a może nie. Ale zabolało. Ni chciałem jej skrzywdzić. Do tego też jednak nie mogłem się przyznać.
-To nie twoja sprawa. Będę ją traktował tak, jak mi się podoba- nie wiem, dlaczego to powiedziałem. Nie chciałem tego mówić. Ale nie mogłem też tego cofnąć.
A Kamil zareagował błyskawicznie.
Początkowo nie poczułem bólu. Chyba byłem w szoku, że ktoś taki jak Kamil mógłby mnie uderzyć. I to jak! Zamrugałem kilka razy i dopiero wtedy mnie zabolało. Mocny cios. Zachwiałem się lekko, ale Kamil mnie nie podtrzymał. Widziałem w jego oczach, że nie żałował.
-A na następny konkurs może nie przychodź schlany, co? Tak chyba będzie lepiej dla twojej kariery, nie uważasz?- zapytał, po czym odwrócił się i wyszedł, zostawiając mnie z kacem, bolącą szczęką i mętlikiem w głowie.
Szczerze? Po prostu nienawidzę siebie.

Lizzie

Kiedy tylko Kamil wyszedł z pokoju, przykucnął przy mnie i powiedział:
-Słuchaj, Skrzacie. Wiem, że go kochasz, ale naprawdę nie warto. Odpuść.
-Nie odpuszczę- powiedziałam bez chwili zastanowienia.- On teraz potrzebuje mnie najbardziej. Nie mogę mu pozwolić wdać się w alkoholizm, rozumiesz? A to, co zaprezentował dzisiaj w nocy jest do tego pierwszym krokiem.
-Moim zdaniem nie warto…- mruknął mój przyjaciel.
-Kamil…- westchnęłam cicho.- Ja uważam, że warto. A moje zdanie w tej kwestii jest chyba najważniejsze.
Niechętnie przyznał mi rację. Po chwili milczenia zaoferował, że Ewa da mi parę swoich rzeczy, żebym nie musiała wchodzić do mojego pokoju.
-Oferujesz mi takie coś, nie pytając swojej żony o zdanie?- zapytałam z lekkim uśmiechem.
-Ewka jest  dobrym samarytaninem. Na pewno się zgodzi.- powiedział, szczerząc się do mnie i jakby zapominając o powadze sytuacji, roześmiał się. Zrozumiałam, że niektórzy ludzie nie przestaną być w pewnym stopniu dziećmi.

XXX

Spacerowałam po parku, który znajdował się nieopodal naszego hotelu. Ewa bezproblemowo pożyczyła mi swoje ciuchy, ale nie obyło się bez pytających spojrzeń. Zostawiłam to jednak w rękach Kamila, a sama poszłam na spacer. Wyjeżdżać z Falun mieliśmy dopiero dziś wieczorem, a ja chciałam mieć czas, aby poukładać sobie w głowie dzisiejsze wydarzenia.
Nie mogłam jednak tego zrobić, bo ktoś do mnie dołączył.
-Cześć, księżniczko- przywitał się nie kto inny, tylko Tom Hilde.
-Witaj, ale z łaski swojej nie nazywał mnie „księżniczką”- poprosiłam. Norweg przewrócił oczami.
-No, a gdzie jest król skoków narciarskich, hmm?- zapytał, zmieniając temat i gwałtownie pogarszając mój nastrój.
-Trzeźwieje- mruknęłam na tyle cicho, aby Hilde tego nie słyszał.
-Przepraszam, co?- dopytywał się.
-W pokoju. On… odpoczywa- powiedziałam, bawiąc się swoimi włosami.
-Pokłóciliście się?- brnął w temat. Czy on nie może gadać o czymś innym?
-Chyba nie powinnam Ci o tym mówić- szepnęłam.
-Dlaczego?- zdziwił się.- Czy powodem jest to, że jestem szalonym paplą z Norwegii?
Parsknęłam śmiechem.
-Tak, dokładnie o to chodzi- powiedziałam, klepiąc go po ramieniu. Uśmiechnął się do mnie szeroko.
-Rozumiem Cię. Sam ze sobą czasem nie umiem wytrzymać- westchnął.- Ale jak pomyślę o tym, że koledzy z reprezentacji nie wytrzymują ze mną przez cały czas, to robi mi się lepiej.
Nie mogłam się nie roześmiać. Hildziak jest takim pociesznym stworzeniem.

XXX

Wróciłam po godzinie rozmowy z Tomem. Ten chłopak niesamowicie poprawił mi humor, ale niestety nadszedł czas, aby wrócić do rzeczywistości.
Stałam przed drzwiami swojego pokoju, zastanawiając się, co mam zrobić. Musiałam w końcu z nim porozmawiać, ale bałam się. Bałam się, że pokłócimy się na dobre i nie będziemy w stanie na siebie spojrzeć.
Ale weszłam tam. Zastałam go, siedzącego na łóżku, z twarzą ukrytą w dłoniach. Podniósł głowę, kiedy usłyszał, że wchodzę. Miał podkrążone oczy i brzydki siniak na szczęce. Patrzył na mnie z wielkim smutkiem w oczach. Wstał i nie zachwiał się. Było to dla mnie dobrym znakiem.
-Przepraszam- szepnął po chwili milczenia. Bałam się jego reakcji, ale nie spodziewałam się, że to ja wybuchnę.
-Przepraszasz mnie!- krzyknęłam, a on skrzywił się.- Myślisz, że jeśli mnie przeprosisz, to rzucę Ci się na szyję i zapomnę?!
-Nie chciałem, żeby tak wyszło- powiedział, podnosząc lekko glos.
-A jednak wyszło! Gregor, ja się o Ciebie martwię!- krzyknęłam.- Co by się stało, gdyby trener się dowiedział?
-Nie rozumiesz, że tak nie miało tak być?- wydarł się na mnie.- To samo tak wyszło…
-Samo wyszło?!- wrzasnęłam.- Zastanów się, co mówisz, Schlierenzauer! To ty decydujesz o swoim życiu! To nie wyszło „samo”!
-Myślałem, że to będzie najlepsze wyjście!- krzyknął.
-Problem leży w tym, że ty nie do końca myślałeś- powiedziałam już spokojnie, krzyżując ręce na piersi. Spojrzał na mnie z miną zbitego psa. Byłam pewna, że zaraz znów zacznie krzyczeć, ale on usiadł na łóżku i ciężko westchnął. Na jego policzkach ujrzałam łzy.
-Masz rację… byłem… jestem głupi- powiedział.- Zrobiłem Ci straszną przykrość. Nie znoszę siebie. Nienawidzę!
Automatycznie podeszłam do niego i usiadłam obok. Położyłam rękę na jego ramieniu. Czułam, jak drży. Wiedziałam, że żałuje.
-Gregor…- powiedziałam szeptem.- Po prostu powiedz, że to się nie powtórzy.
Spojrzał na mnie z nadzieją.

-Obiecuję, Lizzie. Przysięgam Ci, że to się nigdy, ale to nigdy nie powtórzy- powiedział. Ujęłam jego twarz w dłonie i lekko go pocałowałam. Wybaczyłam mu. Wiedziałam, że to, co zrobił, było wywołane złością i stresem. A teraz obiecał mi, że więcej tego nie zrobi.




---------------
Macie tu taki długaśny rozdział. Jest dużo Thomasa i Toma, więc chyba się cieszycie?
Jak myślicie, czy to już koniec Gregorowych wybryków?
Jak tam w szkole? Żyjecie? :D
Całusy, Milka i Molly :*****

piątek, 12 września 2014

Rozdział 21
„Nothing Left to Say”
Gregor
“Who knows’ what’s right?
The lines keep getting thinner”

Następne dni mijały mi na treningach. Lizzie codziennie chodziła do psychologa. Cieszyłem się, że coraz częściej się uśmiecha, że ze mną rozmawia. Bardzo zbliżyliśmy się do siebie.
Wrzucałem do walizki kolejne potrzebne rzeczy. Dziś wieczorem wylatujemy do Falun. Cieszyłem się jak dziecko, gdy Lizzie w końcu zgodziła się lecieć ze mną. Około 18.00 pod naszym domem pojawił się srebrny busik z całą kadrą. Gdy wsiadaliśmy, otoczyłem Lizzie ramieniem, aby przestała choć na chwilę drżeć. Pointner popatrzył na nas dziwnie i zacząłem się zastanawiać, czy w ogóle pamięta co zrobił. Zajęliśmy miejsca możliwie jak najdalej od trenera. Trzymałem Lizzie za rękę przez całą drogę na lotnisko.
-Cieszę się, że jesteś tu ze mną…- szepnąłem jej do ucha, a ona uśmiechnęła się promiennie. Pocałowałem jej pełne, malinowe usta. Chciałem, aby ta chwila się nie skończyła, ale musieliśmy już wychodzić.
Oddaliśmy walizki i ruszyliśmy do samolotu. Posadziłem Lizzie przy oknie i objąłem ją ramieniem. Chwilę później stewardessa postawiła przed nami wielki puchar lodów.
-I weź tu człowieku schudnij- zaśmiała się Lizzie i zabrała do pałaszowania. Spokojne jedzenie nie trwało długo, bo rozmazałem jej na policzku czekoladowe lody. Zaraz później oberwałem gałką o smaku truskawkowym. I zaczęła się prawdziwa wojna „na śmierć i życie”. Na ziemię sprowadziła nas mina zastępcy trenera, który przez przypadek oberwał lodami w twarz.
-Jak dzieci…- skomentował i ruszył w stronę łazienki.
Po trzech godzinach lotu wylądowaliśmy w Sztokholmie. Na lotnisku czekał już na nas autobus, w którym mieliśmy spędzić następne 2,5 godziny. Pointner, mimo dość późnej pory, nie pozwolił nam zająć się sobą, tylko stanął pośrodku pojazdu i zaczął wygłaszać swoją „mowę motywacyjną”. Lizzie wzięła moje słuchawki i zatopiła się w muzyce, zamykając oczy.
-Chłopaki, bierzemy się do roboty na kolejnych konkursach. Musimy zdobyć Puchar Narodów! Ale teraz skupmy się na konkursach indywidualnych. Nie wyobrażam sobie, żeby przynajmniej pięciu z nich nie wygrał któryś z Was. Szczególnie ty, Gregor, wciąż masz szansę na zdobycie Kryształowej Kuli- powiedział, a ja roześmiałem się w duchu. Czy on w ogóle słyszy, co mówi?
Autobus zatrzymał się przed wielkim hotelem. Na parkingu zauważyłem busy kadr norweskiej i polskiej. Ale będzie impreza…
Wziąłem nasze walizki i udaliśmy się do recepcji. Zapłaciłem za dwuosobowy pokój dla nas. Mam gdzieś rezerwacje trenera. Pewnie gdybym mu pozwolił, zostawiłby Lizzie na ulicy. Winda wwiozła nas na czwarte piętro. Nasz pokój był dość duży. Łóżka stały całkiem blisko siebie, więc przesunąłem je tak, aby się złączyły. Rozpakowanie walizek zajęło nam niecałą godzinę, a później zapadliśmy w sen.
O 9.00 wyszliśmy na śniadanie. Na korytarzu spotkaliśmy Stochów. Nie obyło się bez czułych powitań i uścisków. Po posiłku udaliśmy się na skocznię, na serię treningową. Lizzie siedziała z Ewą na trybunach, więc byłem zupełnie spokojny.
Nie lubię tej skoczni. Może dlatego moje skoki mnie nie satysfakcjonowały. Po treningu Pointner znów wylewał na nas swoje żale. Kiedy w końcu skończył, skierowałem się na trybuny do Lizzie, która siedziała w towarzystwie Ewy i Kamila. Przysiadłem się do nich i zaczęliśmy rozmawiać.
Przyglądałem się szczęściu Stochów i strasznie zazdrościłem Kamilowi, że ma już na zawsze przy sobie ukochaną kobietę. Mimowolnie zacząłem się zastanawiać, jakby to było, gdyby Lizzie czekała na mnie zawsze, gdziekolwiek bym był, jakby to było, gdybyśmy nosili już obrączki… gdybyśmy mieli dzieci…
Po kilku godzinach wróciliśmy do hotelu. Zobaczyłem dziennikarzy czających się za rogiem budynku. Oczywiście mignęły flesze, a Lizzie wtuliła się w moją pierś, skrywając twarz przed obiektywami.
Cały następny dzień spędziliśmy na skoczni. Rano odbyły się serie treningowe, a wieczorem kwalifikacje. Nie wiem dlaczego, ale miałem strasznie dobry humor i szczerzyłem się do każdej napotkanej kamery. Lizzie kibicowała mi z trybun, a po każdym skoku podchodziła do mnie. Dodawała mi otuchy swoją obecnością.
Przyszedł czas  na konkurs, a ja czułem się dziwnie wypompowany i zmęczony. Mój dobry humor z kwalifikacji zniknął i straciłem cały zapał do skakania. Nie wiedziałem co się ze mną dzieje. Udałem się jednak posłusznie na skocznię- w końcu miałem dla kogo skakać.
119 metrów w pierwszej serii było dla mnie totalną katastrofą. Starałem się zachować spokój, ale w środku aż kipiałem od negatywnych emocji.
Przerwa minęła mi szybko i już siedziałem znów na belce. Skok na 124,5 metra był tylko minimalnie lepszym wynikiem. Nie czekając na koniec zawodów, przebrałem się, rzuciłem sprzęt do bagażnika naszego busa i ruszyłem na miasto. Włóczyłem się bez celu, Aż w końcu stanąłem przed wejściem do jakiegoś baru. Przez chwilę stałem, wpatrując się w drzwi. A potem wszedłem do odrapanego, pełnego dymu papierosowego pomieszczenia. Za wysoką ladą stała barmanka ubrana w skórzaną mini i bluzkę z wielkim dekoltem. Nie była specjalnie urodziwa. Może dlatego na twarzy miała tyle makijażu, ile tylko się dało. Pomyślałem, jak można tak bardzo się zeszmacić, ale na głos powiedziałem:
-Daj mi coś mocnego.
Chwilę później postawiła przede mną szklane naczynie i butelkę wódki. Piłem powoli jeden kieliszek za drugim, aż się upiłem. Było już późno w nocy, gdy stwierdziłem, że powinienem wrócić do hotelu.
Droga powrotna zajęła mi więcej czasu, niż przypuszczałem. Nogi strasznie mi się plątały i raz po raz zatrzymywałem się, aby złapać równowagę. Gdy w końcu wpakowałem się do pokoju, przede mną stanęła Lizzie, żywo gestykulując i mówiąc stanowczo za głośno, jak na mój gust.
-Gdzie byłeś?
-Nie ważne- wybełkotałem, opierając się o ścianę.
-A właśnie, że bardzo ważne- wycedziła przez zęby.- Czy ty wiesz, która jest godzina?
-Sądząc po twojej reakcji dosyć późna- mruknąłem.
-„Dosyć późna”?!- wydarła się na mnie.- Jak możesz tak mówić? Wiesz jak się o Ciebie martwiłam? A tak poza tym…- podeszła do mnie i wciągnęła powietrze nosem.- Gregor, czy ty jesteś pijany?
-A nawet jeśli, to co? Zabronisz mi?- krzyknąłem na nią. Wzdrygnęła się i odsunęła ode mnie.
-Gregor… posłuchaj. Ja wiem, że ten sezon nie jest najlepszym, jaki miałeś, ale to nie powód, żeby się upijać- powiedziała spokojnie. Zaśmiałem się szyderczo.
-Widzisz, Lizzie… to jest wystarczający powód- powiedziałem. Brunetka westchnęła cicho.

-Skoro tak uważasz…- mruknęła, po czym zręcznie mnie wyminęła i wyszła z pokoju. Patrzyłem za nią potem ogłupiałym wzrokiem. Nie rozumiałem, co się właściwie stało. Ale w tym momencie tego nie chciałem. Po prostu podszedłem chwiejnym krokiem do łóżka i opadłem na nie, od razu zasypiając.



----------------
No i jest długo oczekiwany rozdział, w którym wszystko zaczyna się psuć :D Rozdział zapoczątkował serię problemów, które tak szybko się nie rozwiążą i pociągną za sobą wydarzenia, które przyjemne nie będą. Ale dosyć już. Reszty dowiecie się w kolejnych rozdziałach.
Mamy już napisanych 28 rozdziałów (to i tak nie wszystko, co zaplanowałyśmy), więc jeszcze trochę to opowiadanie potrwa ;)
Całusy, Milka i Molly :****

piątek, 5 września 2014

Rozdział 20
„We are Young”
Lizzie
“So let’s rise a toast,
Couse I found someone to carry me home”

Czekałam na niego w samochodzie. Musiał jeszcze coś załatwić. Chyba kłócił się z Pointnerem, o to, że nie będzie go na treningu. Czułam lekkie wyrzuty sumienia, że to przeze mnie, no ale z drugiej strony miał przecież prawo do dnia wolnego.
Uśmiechnęłam się do niego, kiedy wsiadł do samochodu. Gregor odwzajemnił mój gest i ścisnął moją rękę.
-Wszystko w porządku?- zapytał, a w jego głosie słychać było troskę. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem, podczas gdy on wycofywał auto z podjazdu.
-O co Ci chodzi?- odpowiedziałam pytaniem na pytanie. Nie patrzył na mnie. Obserwował drogę.
-No… chodzi mi o… wczorajszą  noc.- powiedział, po czym zarumienił się. Na ten widok parsknęłam śmiechem. Zmroził mnie spojrzeniem.
-A co? Nie podobało Ci się?- zapytałam, ocierając łezki, które przez śmiech, popłynęły z moich oczu. Gregor przewrócił oczami.
-Wręcz przeciwnie. Bardzo mi się podobało, ale… martwię się o ciebie…
-O mnie? Dlaczego?- byłam zdziwiona. Nie potrafiłam pojąć, o co mu chodzi.
-Nie mogę pozbyć się myśli, że nie powinienem Ci tego robić tak szybko po… tym… incydencie- spojrzał na mnie. W jego oczach zobaczyłam przebłysk strachu w tym morzu troski. Sięgnęłam po jego rękę i uścisnęłam ją.
-Nie zadręczaj się. Ja tego chciałam. Nie ważne, co inni ludzie chcieli mi zrobić. Ty nie jesteś nimi, a ja Cię kocham- powiedziałam, po czym wychyliłam się i pocałowałam go w policzek.
Całe trzy godziny drogi z Fulmpes do Linzu upłynęły nam niezwykle szybko. Gregor jeździł jak wariat, więc siedziałam wbita w fotel przez większość podróży. Rozmawialiśmy o rzeczach ważnych i mniej ważnych. Jednak te drugie miały znaczną przewagę.
Kiedy w końcu dotarliśmy do Linzu, poprowadziłam Gregora w kierunku mojej kamienicy. Gdy do niej dotarliśmy, spojrzałam na mojego chłopaka z niepewnością. To będzie koszmar…
-Może zostaniesz tutaj?- zapytałam. Zmarszczył brwi.
-Dlaczego?- w jego oczach zobaczyłam przebłysk niepewności. Przewróciłam oczami.
-Mam współlokatorkę, która jest… eee… psychofanką skoków i samych skoczków- powiedziałam, szczerząc zęby. Gregor parsknął śmiechem.
-Aż tak?- zapytał. Pokiwałam twierdząco głową. Wzruszył ramionami i pociągnął mnie w stronę drzwi.
-Chciałbym to zobaczyć- powiedział, a ja westchnęłam zrezygnowana. Weszliśmy do budynku i ruszyliśmy w stronę schodów.
-Brak windy? Kocham to…- skomentował Gregor.
-A czego się spodziewałeś po takim budynku?- zapytałam, a on wzruszył ramionami.
Mieszkałam na trzecim piętrze, ale dotarliśmy tam w miarę szybko. Stanęłam przed drzwiami mieszkania i spojrzałam jeszcze raz na Schlierenzauera.
-Jesteś pewien, że nie chcesz zaczekać w samochodzie?- zapytałam, a on uśmiechnął się.
-Przestań, przecież na pewno nie jest tak źle.
-Oj, zdziwisz się- mruknęłam i wsunęłam klucz do dziurki. Drzwi uchyliły się z cichym skrzypnięciem. „Proszę, żeby jej nie było…”, modliłam się, ale po chwili usłyszałam donośny, kobiecy głos:
-Kto tam?- westchnęłam cicho.
-To ja, Lizzie- odpowiedziałam, a po chwili przytulała mnie wysoka blondynka, Ana.
-Boże, Lizzie! Gdzie ty byłaś? Miałaś zadzwonić i co? Martwiłam się o ciebie!- wykrzyczała mi w twarz. Na szczęście nie zauważyła, kto ze mną przyszedł.
-Przepraszam Cię, Ana. Ale masz już mnie teraz z głowy. Wyprowadzam się…- mruknęłam.
-Co? Do kogo?- zapytała, marszcząc brwi.
-Do mojego chłopaka- powiedziałam, wskazując ręką Gregora, który stał w drzwiach.
Otworzyła szeroko oczy i gapiła się na niego, jak cielę na malowane wrota.
-Ale… przecież to… O Mój Boże!- westchnęła, po czym osunęła się na podłogę.
Złapałam ją w pasie, a Schlieri pomógł mi wpakować ją na łóżko. Spojrzeliśmy po sobie i parsknęliśmy śmiechem.
-Nie było tak źle…- mruknął Gregor, kiedy ja zaczęłam wyjmować resztki ubrań z szafy.
-Uważaj, może się jeszcze obudzi- zaprosiłam z wesołym uśmiechem. Ja na zawołanie moja prośba się spełniła, bo Ana zerwała się nagle na równe nogi.
-Lizzie… posłuchaj mnie… czy ty wiesz, kto to jest?- zapytała powoli, wskazując na Gregora.
-No tak. Mój chłopak- powiedziałam z rozbrajającym uśmiechem.
-Czy ty wiesz, czym on się zajmuje?- zapytała.
-Studiuję- odparł Gregor, obejmując mnie w pasie.
-Studiujesz?- Ana wyglądała na zmieszaną.
-Tak, jestem na drugim roku. Studiuję fotografię- odparł.
-Więc przepraszam… musiałam Cię z kimś pomylić.
-W porządku- Gregor wyglądał na rozbawionego.
-Ja już jestem gotowa- oznajmiłam, trzymając w ręku zapakowaną torbę i popychając nogą pudło pełne książek. Schlieri cmoknął mnie w czubek głowy.
-Jedźmy do domu- powiedział po czym zabrał karton i wyszedł z mieszkania. Zdążyłam pomachać Anie, zanim drzwi się zatrzasnęły.
Kiedy znaleźliśmy się w samochodzie, oboje wybuchliśmy śmiechem.
-Zabierz mnie do domu, studenciku- powiedziałam, a Gregor pocałował mnie.
-Dobrze, skarbie- wymruczał w moje usta, pomiędzy jednym pocałunkiem, a drugim.
A kiedy skończyliśmy, ruszyliśmy do domu.

Naszego domu.


------
Ostatni taki słodki rozdział. W następnym to, niemal idealne szczęście się zakończy :D
Jak żyjecie po pierwszym tygodniu nauki? My mamy już tyle roboty, że nie wiemy jak to wszystko pogodzimy.
Co myślicie o piosenkach, których krótkie fragmenty znajdują się na początku rozdziałów?
Całusy, Milka i Molly :***

piątek, 29 sierpnia 2014

Rozdział 19
„A Little bit more”
Gregor
“The more I see you, the more I want,
just a little bit more,
just a little bit more”

Gdy tylko wróciliśmy po treningu do domu, Lizzie wzięła swój telefon i ruszyła do łazienki.
-Idę porozmawiać z Ewką- rzuciła i zniknęła za drzwiami. Poczułem czystą wściekłość. Rozmawiała ze wszystkimi. Z Thomasem, Ewą, a nawet zupełnie obcą panią psycholog, tylko nie ze mną. Widziałem na treningu, jak uśmiecha się do Morgensterna. Zaczynam wariować. Jestem zazdrosny o najlepszego przyjaciela. Ale przecież widzę, jak im dobrze w swoim towarzystwie. Rozmawiała z nim, a powinna mi wypłakać się w ramię.
Ruszyłem w stronę lodówki i wyciągnąłem puszkę piwa. Wyłożyłem się na kanapie i wgapiłem bezmyślnie w telewizor. Lizzie wyszła z łazienki po dwóch godzinach. Godzinach, które mogła spędzić ze mną.
-Co się stało?- zapytała, widząc mnie z piwem w ręku.
-Nic- mruknąłem, nawet na nią nie patrząc.
-Co robimy na obiad?
-Zamów pizzę- zbyłem ją, ale ona usiadła obok i popatrzyła na mnie z troską.
-Gregor, co się dzieje? Możesz mi powiedzieć- usłyszałem jej zmartwiony głos.
-Nic, po prostu… jestem zmęczony- odpowiedziałem. Jak tak mogę? Co mnie ugryzło? Nie odezwałem się, choć tak wiele chciałbym jej powiedzieć. Ale co ona sobie pomyśli? Że jestem skończonym egoistą.
-Mogłabym coś dla Ciebie zrobić?- spytała, a ja wziąłem ją w ramiona i wyszeptałem jej do ucha:
-Mów do mnie. Potrzebuję Cię. Chcę być jak najbliżej Ciebie, chcę Ci pomóc. Nie chcę, żebyśmy mieli przed sobą tajemnice- powiedziałem co mi na sercu siedziało. Lizzie chyba zrozumiała, bo wtuliła się we mnie mocniej i zaczęła:
-Czuję się… zagubiona. Nie mogę się odnaleźć. Tak jakby już nic nie było stałego. Wiem tylko, że ty mnie kochasz, a ja kocham Ciebie. Jesteś jedynym, czego jestem pewna.- powiedziała, a ja złożyłem na jej ustach długi, namiętny pocałunek, jakbym chciał przejąć od niej cały ten smutek i sprawić, żeby była szczęśliwa.
Zamówiliśmy pizzę i resztę dnia spędziliśmy na oglądaniu idiotycznych komedii. W sumie bardziej zajmowaliśmy się sobą niż filmem. Gdy na ekranie pojawiły się napisy, Lizzie usiadła mi na kolanach, a ja pocałowałem ją. Raz, drugi, piąty. Kochałem patrzeć w te jej błyszczące oczy, a teraz takie były, choć tak dawno nie widziałem w nich szczerego blasku.
-Co jutro robimy?- zapytała w przerwie przed kolejną porcją moich całusów. Poczułem gorącą skórę jej pleców pod swoimi palcami.
-Nie wiem, a masz jakieś plany?
-Masz ochotę na podróż do Linzu?- zapytała, a ja znów zasypałem ją pocałunkami.
-A co będziemy tam robić?- szepnąłem, poruszając brwiami. Wplotła palce w moje włosy i zaczęła się śmiać, odchylając lekko głowę do tyłu. Złożyłem pocałunek na jej szyi.
-Nic nieprzyzwoitego- uśmiechnęła się słodko.- Mam w Linzu mieszkanie i zostało tam trochę moich rzeczy.
Pokiwałem tylko głową i znów zaczęliśmy się całować. Pragnę jej teraz, jak jeszcze chyba nigdy.
-Idę wziąć kąpiel- zrobiłem zawiedzioną minę, a Lizzie tylko się uśmiechnęła i ruszyła na górę do łazienki. „Nie potrafię kontrolować własnego ciała”, przemknęło mi przez myśl. Uśmiechnąłem się zawadiacko. Wszedłem po schodach i bezceremonialnie otworzyłem drzwi łazienki. Ruszyłem w stronę ogromnej wanny, w której siedziała moja dziewczyna. Jak stałem, tak wpakowałem się do pełnej wody wanny.
-Oszalałeś?- zapytała. Na jej twarzy błąkał się cień uśmiechu.
-Tak- powiedziałem i zacząłem ją całować tak łapczywie, że aż brutalnie. Oddawała mi pocałunki i powoli ściągała ze mnie kolejne części garderoby. „Co ja robię? Czy na pewno mogę? Po tym wszystkim?”, zapytałem się w myślach, ale od razu je odrzuciłem. Jeśliby tego nie chciała, dawno by zaprotestowała.
Składałem pocałunki na jej szyi, ramionach, policzkach. Czułem, jak szybko bije jej serce, gdy lekko ssałem jej piersi. Zaczęliśmy poruszać się w tylko sobie znanym rytmie. Dłonie Lizzie błądziły po moim ciele i sprawiały, że czułem, jakby wybuchało we mnie milion wulkanów. Jej gorący, szybki oddech na mojej szyi przyprawiał mnie o zawroty głowy. Jęknęła, gdy staliśmy się jednością i był to najpiękniejszy odgłos, jaki miałem przyjemność słyszeć.
Rozkoszowaliśmy się sobą długo. Wziąłem Lizzie na ręce i przeniosłem na łóżko. Pocałowałem jej kobiecość i znów złączyliśmy się w jedno, razem brnąc na szczyt.

-Kocham Cię- szepnęła mi do ucha. Pocałowałem ją ostatni raz i opadłem na poduszki. Ułożyła głowę na moim ramieniu, a ja objąłem ją. Słuchając, jak uspokajają się nam oddechy, zasnęliśmy, wtuleni w siebie.


---------------
Przepraszamy za kolejną dawkę słodkości, ale to już naprawdę nie potrwa długo :D
Dziękujemy bardzo za ponad 3000 wyświetleń! Jesteście wielkie!!! W życiu byśmy się tego nie spodziewały :)
Całusy, Milka i Molly :***

piątek, 22 sierpnia 2014

Rozdział 18
„Your song”
Lizzie
“And you can tell everybody, this is your song.
It maybe quite simple but now that it’s done.”

Rodzina Gregora okazała się być bardzo miła. Pomimo tego, że na początku jego rodzice chyba mnie nie polubili, to później chyba się przekonali.
Obudziłam się około godziny 8 rano. Schlierenzauer jeszcze spał. Trening zaczynał się o 10.00, więc stwierdziłam, że dam mu pospać. Wzięłam szybki prysznic i włożyłam luźną koszulkę z krótkim rękawem i dżinsy. Spojrzałam ze smutkiem na bandaż, który wciąż oplatał mój nadgarstek. Jak mogłam chcieć umrzeć? Jak mogłam chcieć opuścić wszystkie kochane przeze mnie osoby? To, co zrobił mi Pointner było straszne, ale jak mogłabym zostawić Gregora? Cieszyłam się, że Schlieri powiedział, że zapisze mnie do psychologa. Było mi to potrzebne. Wyszłam z łazienki i podeszłam do ciągle śpiącego Gregora. Pocałowałam go delikatnie we włosy.
-Czas wstawać- powiedziałam cicho. Mruknął coś niezrozumiale i przekręcił się na drugi bok. Westchnęłam i usiadłam na łóżku obok niego. Pogładziłam go po policzku.
-Gregor, obudź się- otworzył lekko oczy.
-Ale czemu?- zapytał jakby był pięciolatkiem.
-Czy mi się dobrze przypomina, że masz dzisiaj trening?- zapytałam. On w odpowiedzi złapał mnie w talii i przycisnął do siebie tak, że znalazłam się na nim. Obdarzył mnie delikatnym pocałunkiem.
-Nie chcę nigdzie jechać- mruknął.- Chcę zostać z Tobą.
-Nie ma mowy- powiedziałam, po czym sturlałam się z niego i położyłam obok.- Musisz być na treningu. Poza tym ktoś musi mnie zawieźć do pani psycholog, którą mi załatwiłeś.
-No ale…- westchnął i zrzucił z siebie kołdrę.- Dobra. Ale jak skończysz, to przyjdziesz na trening?
-Gregor- mruknęłam nieprzekonana.- Ale… on…
-Spokojnie- powiedział, momentalnie biorąc mnie w ramiona.- Nic Cie się nie stanie. Nie pozwolę na to.
-Przecież ty będziesz trenować. Możesz nie zauważyć jeśli…
-Morgi nie trenuje- przerwał mi.- Poproszę go, żeby się Tobą zaopiekował, hmm?
-Dlaczego?- zdziwiłam się. Przecież na Igrzyskach dobrze mu szło. Chociaż…
-To przez ten wypadek… Postanowił zakończyć sezon wcześniej.- mruknął trochę zasmucony. Rozumiałam go. Thomas jest nie tylko wybitnym sportowcem, ale też niezawodnym przyjacielem.
Położyłam rękę na jego ramieniu i uśmiechnęłam się pocieszająco. Odwzajemnił gest i pocałował mnie w czoło. Wstał i wyszedł do łazienki. Zaczęłam się podświadomie obawiać spotkania z psycholożką, ale miałam pewność, że mi to pomoże.
Uśmiechnęłam się mimowolnie, kiedy zobaczyłam Gregora wychodzącego z łazienki. Miał na sobie tylko przyduże, szare spodnie od dresu. Obserwowałam go, kiedy szukał jakiejś koszulki. Poszczególne mięśnie napinały się i rozluźniały, gdy schylał się i przerzucał ciuchy. „On jest mój”- przeszło mi przez myśl.-„Mój. Tylko mój i niczyj inny.”
Uśmiechnęłam się jeszcze szerzej.
-Z czego się śmiejesz?- usłyszałam pytanie.
-Nie śmieję się. Tylko się uśmiecham- mruknęłam. Schlieri przewrócił oczami.
-Na jedno wychodzi. O co chodzi?
-Myślę tylko o tym, jakie ma szczęście- odpowiedziałam. Gregor spojrzał na mnie z rozbawieniem.
-Szczęście? Trafiłaś na najbardziej egoistycznego dupka, na jakiego miałaś nieszczęście trafić- powiedział, siadając obok mnie. Roześmiałam się cicho i przytuliłam do niego.
-Może. Ale jesteś moim egoistycznym dupkiem. I kocham cię- wymruczałam w koszulkę, którą przed chwilą założył. Objął mnie ramieniem.
-Ja Ciebie też kocham. Najbardziej na świecie.

XXX

Budynek, w którym za chwilę miałam zwierzać się ze swoich problemów, nie wyglądał zachęcająco. Był duży, szary i nieprzyjazny.
-Mam nadzieję, że nie wygląda to tak samo w środku- mruknęłam so Gregora, wyglądając zza szyby samochodu.
-Dasz radę?- zapytał, patrząc na mnie z troską.
-Pewnie. Przecież oni są po to, żeby mi pomóc, no nie?- uśmiechnęłam się. Może moje zachowanie nie pokazuje, że obeszło mnie to, co się stało, ale tak na prawdę w środku byłam rozbita. Na małe kawałeczki. Czułam, że Gregor o tym wie. Że próbuje mi pomóc. Ale ja się zamykam przed osobami bliskimi. Staram się być twarda. Ani Gregor, ani Kamil, ani Ewa nic ze mnie nie wyciągną. Lecz osoba zupełnie obca da radę otworzyć te drzwi, które tak skrzętnie zamykałam przed  światem. Nic nie poradzę. Tak po prostu jest.
Pocałowałam Schlieriego w policzek i wysiadłam z samochodu.
Miałam tylko jedno postanowienie- nie będę płakać. Nie rozpłaczę się przy obcej kobiecie.

XXX

Cholera. Łzy płynęły strużką po moich policzkach. Cały mój misterny plan poszedł… daleko.
Szłam powoli chodnikiem, zmierzając na Bergisel. Miałam wezwać taksówkę, ale stwierdziłam, że przejdę się i pozwolę łzom wyschnąć. Pani psycholog była naprawdę miła i rozumiała każdy mój ruch. Poradziła mi, abym nie ukrywała się przed przyjaciółmi, bo oni chcą dla mnie jak najlepiej. Wzięłam to sobie do serca i postanowiłam, że po powrocie do domu, zadzwonię do Stochów.
Kiedy dotarłam na skocznię, rozejrzałam się zaniepokojona, ale Pointner stał przy rozbiegu, więc miałam drogę wolną na trybuny, gdzie zobaczyłam Morgiego.
-Cześć- powiedziałam do blondyna, kiedy tylko podeszłam. Thomas spojrzał na mnie z uśmiechem.
-Hej, Mała- skrzywiłam się na słowo „mała”. Do tej pory jedynie Kamil odnosił się do mojego wzrostu, ale on zastępował rażący mnie wyraz „mała”, „skrzatem”.
-Nie mów do mnie „mała”- powiedziałam, po czym pacnęłam go lekko w głowę.
-Robi się, Krasnalu- wyszczerzył się, a ja spojrzałam wymownie w niebo.- Dlaczego płakałaś?- tym pytaniem zbił mnie z tropu. Myślałam, że nie będzie tego widać, aż tak bardzo.
-Zbyt dużo razy widziałem jak płaczesz, żebym teraz miał się na tym nie poznać, Krasnalu- powiedział, widząc moje zdezorientowanie.
-Byłam u psycholog a- powiedziałam.- Wiesz w jakiej sprawie.- mruknęłam, pocierając przy tym nadgarstek. Kiwnął głową na znak, że rozumie. Teraz ja postanowiłam zadać pytanie.
-Dlaczego nie trenujesz?- spojrzał na mnie ze smutkiem i westchnął ciężko.
-Boję się- szepnął ledwie słyszalnie.- Chciałbym skakać. Nawet bardzo. Ale… nie potrafię. Boję się. Po prostu.
Rozumiałam go. Ma prawo być przerażonym. Przecież ma córkę i pewnie chciałby do niej wracać z każdego konkursu. Ale nie ma pewności. Nigdy nie ma, a on już może jej mieć najmniej. Po tylu strasznych wypadkach, których doświadczał…
Trąciłam go lekko ramieniem.
-Ej, będzie dobrze. Obiecuję!
-Jak możesz mi obiecać coś takiego?
-Mogę. Bo wiem, że będzie dobrze.
-Jesteś wróżką?
-Nie, krasnoludkiem.- mruknęłam, a on roześmiał się radośnie.
Nagle usłyszałam głośne:
-TATUUUUUUUŚ!- odwróciłam się i zobaczyłam małą dziewczynkę o blond włoskach i niebieskich oczkach, biegnącą w naszą stronę. Kątem oka ujrzałam kobietę, która wycofywała się w stronę samochodu. „Pewnie była Thomasa”, pomyślałam.
Morgi zerwał się na nogi i porwał w objęcia dzieciaka.
-Lilly, kochanie!- krzyknął, przytulając się do niej.
-Tęskniłam za Tobą, tatusiu- powiedziała malutka, a potem spojrzała na mnie z nieukrywaną ciekawością.
-To Twoja nowa dziewczyna?- zapytała. Thomas zrobił się czerwony na twarzy.
-Nie, Słonko. To jest Lizzie. Dziewczyna wujka Gregora- odpowiedział, na co Lilly wyrwała się z jego uścisku i podbiegła do mnie.
-Będziesz moją ciocią?- zapytała, patrząc na mnie tymi swoimi dużymi, niebieskimi oczami. Zarumieniłam się.
-Mam nadzieję, że kiedyś tak- mruknęłam, a Lilka przytuliła się do mnie mocno.
-Kocham Cię, ciociu- powiedziała cichutko, a mnie łzy wzruszenia napłynęły do oczy.
-Tez Cię kocham, Liluś- odpowiedziałam, również ją przytulając.
-Widzę, że się lubicie- usłyszałam dobrze mi znany głos. Odwróciłam się i zobaczyłam szeroko uśmiechającego się Gregora. Jednak w jego oczach coś błysnęło. Zazdrość? Nie, na pewno mi się przewidziało.
Mała oderwała się ode mnie i krzycząc „Wujek Gregor”, rzuciła się w ramiona mojemu chłopakowi. On przytulił małą Lilly i poczochrał jej włoski.
-Cieszę się, że Cię widzę, malutka- powiedział, czym wywołał na małej buz ince szeroki uśmiech.
-Odwiedzisz nas kiedyś, wujku? Ale weź ze sobą Lizzie!- powiedziała, kiwając zawzięcie główką.
-Oczywiście, że do Was wpadniemy- obiecał.- Ale teraz zabieram Lizzie do domu, dobrze?- zapytał, wyciągając do mnie rękę. Lilly nie była zachwycona, ale wyraziła zgodę.
Pożegnawszy się z Morgensternami, udaliśmy się do samochodu. Gdy wsiedliśmy do niego, zauważyłam, że Gregor jest jakiś spięty. Nie namyślając się długo, pocałowałam go w policzek i powiedziałam:
-Kocham Cię- nie spojrzał na mnie, bo skupiał się na drodze, ale na jego twarzy rozkwitł uśmiech.

-Też Cię kocham.



----------
No i mamy kolejny rozdział. Mamy nadzieję, że jesteście zadowolone z długości ;) I, jak zwykle, piszcie jak wam się podoba ;)
Całusy, Milka i Molly ;***

piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 17
„Magic”
Gregor
“Call it magic, Call it true.
I call it magic, when I’m with you”


Obudziłem się po 10.00. wziąłem szybki prysznic i zszedłem do kuchni. Lizzie jeszcze spała, ale nie miałem serca jej budzić. Usmażyłem naleśniki, pokroiłem do nich owoce i polałem czekoladą. Postawiłem śniadanie na tacy i ruszyłem w kierunku sypialni.
-Dzień dobry, kochanie- obudziłem ją i złożyłam na jej ustach delikatny pocałunek.- Śniadanie do łóżka dla mojej księżniczki- postawiłem tacę obok niej.
-Dziękuję- uśmiechnęła się tym swoim pięknym uśmiechem.- Ale musisz mi pomóc to wszystko zjeść.
Siedzieliśmy sobie i jedliśmy, gawędząc o różnych rzeczach. Jeden temat trapił mnie już od jakiegoś czasu, ale nie wiedziałam od czego zacząć.
-Lizzie?- mruknąłem, patrząc jej w oczy.
-Tak?
-Zrobisz coś dla mnie?- zapytałem, a ona momentalnie spoważniała.
-Wszystko- odpowiedziała spokojnie.
-Zapiszę Cię do psychologa, ok?- zauważyłem ulgę w jej oczach. Pokiwała tylko twierdząco głową. Dokończyliśmy posiłek i zaczęliśmy się zbierać na obiad do moich rodziców. Stresowałem się chyba bardziej niż Lizzie. Ubrałem dżinsy i koszulkę z krótkim rękawem. Kątem oka zauważyłem, jak Lizzie skrupulatnie zakrywa materiałem bluzki opatrunek na ręce…
O 13.00 wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę miejsca zamieszkania moich rodziców.
-Gotowa?- zapytałem, stojąc przed ciemnymi drzwiami.
-Nie- odpowiedziała, a ja uśmiechnąłem się do niej.
-Będzie dobrze, zobaczysz- pocałowałem ją w czoło i zapukałem do drzwi. Nie musieliśmy długo czekać. Otworzyła nam Gloria, która od razu uwiesiła mi się na szyi. Przedstawiłem mojej siostrze Lizzie, która chyba od razu ją polubiła. Weszliśmy do przestronnego holu, gdzie już czekali moi rodzice i Lukas.
-Jesteśmy z Ciebie tacy dumni- powiedział mama, przytulając się do mnie. Jak zawsze w takich momentach, rozpłakała się. Z tatą tylko przybiłem „piątkę”. Kocham go bardzo, ale jakoś nie umiem znaleźć z nim wspólnego języka.
-Mamo, tato, to jest moja dziewczyna Lizzie, Skarbie to moja mama Andżelika i tata Paul- przedstawiłem ich.
-Dzień dobry- przywitała się lekko nieśmiało Lizzie.
Po wszystkich stresujących formułkach, zasiedliśmy do stołu. Zauważyłem, że rodzice podeszli do naszego związku raczej sceptycznie. Nie to co Gloria i Lukas, od których biła chęć poznania Lizzie jak najlepiej. Wiem, że po moich zawirowaniach z dziewczynami będzie mi trudno przekonać rodziców, że Lizzie jest tą jedyną, ale byłem w stanie zrobić wszystko, aby w pełni ją zaakceptowali.
-To jak się poznaliście?- zapytała mama, kiedy kończyliśmy jeść deser. Popatrzyłem na Lizzie, która lekko się uśmiechnęła i zacząłem wyjaśniać:
-To… dość śmieszna historia… Wpadliśmy na siebie w wiosce olimpijskiej i trochę na nią nakrzyczałem- zaśmiałem się cicho i pocałowałem Lizzie w policzek.- A później tak jakoś wyszło, że zostaliśmy parą.
-A czym się zajmujesz?- zapytała ponownie mama, zwracając się do Lizzie.
-Jestem dziennikarką- odpowiedziała moja dziewczyna. Myślałem, że pytania typu „Skąd jesteś?”, „Dlaczego wyjechałaś?” się nie skończą, ale mama w końcu uśmiechnęła się i zamilkła.
Wiem jakie w Austrii panują stereotypy o Polakach, ale Lizzie nie pasuje do żadnego z nich i miałem nadzieję, że rodzice też tak myślą.
Po posiłku moja dziewczyna z Glorią zaczęły ze sobą rozmawiać, a ja pomogłem mamie w kuchni zmywać naczynia.
-Kochasz ją?- zapytała mnie moja rodzicielka.
-Tak, mamo. Czuję, że jest tą właściwą- odpowiedziałem szczerze, patrząc jej w oczy.
-Dawno nie widziałam Cię tak szczęśliwego. Cieszę się- przytuliła mnie mocno.
-Ja też się cieszę- odpowiedziałem, trzymając ją w ramionach.
-Może w czymś pomóc?- usłyszałem za plecami głos Lizzie, kiedy odstawiałem do szafki ostatnią szklankę.
-Nie, nie, Słoneczko, jesteś tutaj gościem- odpowiedziała mama.- Zresztą już skończyliśmy- uśmiechnęła się i miałem nadzieję, że to  szczery uśmiech.
Chwilę później siedzieliśmy już wszyscy w salonie, przeglądając zdjęcia z mojego dzieciństwa. Lizzie nie mogła się nadziwić, że byłem takim słodkim dzieckiem, a mama opowiadała zabawne historie związane w każdą fotografią. Na jednej z nich byłem ubrany w różową suknię, ze spinkami we włosach i czerwoną szminką na ustach.
-Zostawiliśmy ich samych na pięć minut. Gloria miała niezły ubaw- powiedziała mama, pokazując zdjęcie Lizzie. Moja rodzicielka uśmiechnęła się z sentymentem do tych ulotnych chwil, kiedy byłem dzieckiem. A później zacząłem skakać. Przez to bardzo szybko dorosłem. Byłem ciekaw, czy wie, że zawsze będę jej potrzebował.
Mój tata od jakiegoś czasu szukał czegoś między płytami. Wreszcie znalazł płytkę z moim pierwszym skokiem.
-O nie, tato, nie ośmieszaj mnie- powiedziałem, śmiejąc się. Za chwilę na ekranie pojawiłem się mały ja na prowizorycznej skoczni. Wybiłem się, ale nie ustawiłem nart w pozycji „V” i upadłem na bulę.
-Trzeba powiedzieć, że od razu było widać jego talent- zaśmiał się tata.
-Nie bała się pani puszczać go na skocznię?- Lizzie zwróciła się do mojej mamy.
-Nie miałam innego wyjścia. Gregor i tak by poszedł, bo jest uparty- odpowiedziała z uśmiechem na ustach moja rodzicielka.
-Kiedy ja byłam mała, poszłam na trening z Kamilem Stochem i zachciało mi się skoczyć. Wylądowałam na buli i się połamałam. Po tym mama skutecznie wybiła mi z głowy karierę skoczka. Pamiętam, że byłam na nią trochę zła, bo chciałam być jak Małysz- opowiedziała Lizzie. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Około 18.00 wróciliśmy do domu. Było już ciemno, świeciły tylko uliczne latarnie. Śnieg leniwie prószył. Objąłem Lizzie i pocałowałem jej malinowe usta.
-Jak myślisz, polubili mnie?- zapytała Lizzie.

-No jasne- odpowiedziałem, a ona przytuliła się do mnie.- Kocham Cię- szepnąłem i ruszyliśmy w stronę teraz już naszego domu.



-------------------------------
Przepraszamy Was ;/// To na górze jest tak obleśnie słodkie, że nie możemy uwierzyć, że napisałyśmy coś takiego... ale to już nie potrwa długo :)
Mamy nadzieję, że mimo tych słodkości będziecie z nami ;)
Całusy, Milka i Molly :***

piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział 16
,,Coming home"
Lizzie
,,I'm coming home,
I'm coming home,
tell the world I'm coming home"

Obudziła mnie cicha kłótnia, która rozgrywała się między dwoma znajomymi głosami.
-Musisz ją obudzić.
-Nie mogę! Odpoczywa.
-Ale dzisiaj wyjeżdżamy.
-Nie będę jej budził!
-Nie ma potrzeby- mruknęłam cicho, otwierając oczy. Pierwsze co zobaczyłam, to zatroskany wzrok Gregora. Był blady i miał wory pod oczami. Spojrzałam na Morgiego, który nie wyglądał lepiej.
-Czy wy w ogóle spaliście?- zapytałam, pocierając zabandażowaną rękę. Schlieri spojrzał na mnie przepraszająco.
-Nie mogłem zasnąć- odparł cicho. Przewróciłam oczami.
-Czy dobrze słyszałam, że dzisiaj żegnamy się z Soczi?- zapytałam z bladym uśmiechem.
-Tak- odparł Morgi.- Dzisiaj przylatuje po nas prywatny samolot.
-Czekaj... po całą reprezentację?- poczułam lekki strach, kiedy się o to pytałam. Podciągnęłam kolana pod brodę i oplotłam je ramionami.
-No tak- odpowiedział Thomas, a w moich oczach pojawiły się łzy. Czyli ON też tam będzie. Gregor chyba zrozumiał, o co mi chodzi, bo objął mnie ramieniem.
-Spokojnie- szepnął.- Nie pozwolę, żeby coś Ci się stało.
-Nie rozumiesz- szlochałam.-Ja... nie zniosę tego. Nie zniosę tego człowieka w jednym samolocie. Nie dam rady.
-Lizzie, kochanie- Gregor ujął moją twarz w dłonie, zmuszając, żebym na niego spojrzała.- Wybacz mi. Naprawdę nie mamy innego wyjścia.- spojrzałam w jego pełne determinacji oczy i zrozumiałam, że on nigdy, przenigdy nie pozwoli, aby coś mi się stało. Ufałam mu. Przytuliłam się do niego i niemal niesłyszalnie wymruczałam zgodę. Poczułam, jak Gregor oddycha z ulgą. Bał się, że się nie zgodzę.

XXX

Cały dzień zleciał mi na pakowaniu. Około południa wpadli Kamil i Ewa, żeby zobaczyć jak się czuję. Padłam im  ramiona i dziękowałam za pomoc. Ewka wymusiłam na mnie przysięgę, że już nigdy nie zrobię czegoś tak głupiego. Oczywiście dałam jej słowo harcerza, po czym państwo Stoch opuścili pokój Schlierenzauera i Morgensterna.
O 16.30 do naszych drzwi zapukał Michi Hayboeck, który oznajmił, że wyjeżdżamy. W moim żołądku zakwitła duża kula nerwów. Nie byłam jeszcze gotowa na konfrontację. Na całe szczęście Piontner nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Mimo jego braku zainteresowania, czułam się strasznie. Mój strach osiągnął apogeum. Nigdy w życiu tak się nie bałam. Pomimo tego, że wiedziałem, że Gregor nie pozwoli Alexowi się do mnie zbliżyć czułam jak wzbiera we mnie panika.
W samolocie Red Bulla usiadłam jak najdalej od sztabu szkoleniowego. Nieustanne żarty i opowiastki chłopaków sprawiły, że poczułam się o niebo lepiej. Potrafili mnie rozweselić, a fakt, że Schlieri siedzi obok i trzyma mnie za rękę był niesamowicie pomocny. Gdy w końcu dotarliśmy na lotnisko w Innsbrucku, pożegnaliśmy się szybko z chłopakami i wysiedliśmy z Gregorem z samolotu. Mój chłopak wziął nasze walizki i ruszyliśmy w stronę parkingu. Austriak wskazał białe Audi i opartego o nie młodego chłopaka. Nie mógł mieć więcej niż 20 lat, brązowe włosy sterczały mu we wszystkie strony, a na twarzy widniał kropla w kroplę ten sam uśmiech, co u Gregora.
-Cześć, braciszku- skoczek uściskał go.- Lukas to jest moja dziewczyna Lizzie, Lizzie to mój brat Lukas.- przedstawił nas i utonęłam w uścisku młodego Schlierenzauera. Wsiedliśmy do samochodu. Bracia usiedli z przodu, a ja patrzyłam przez okno na widoki Innsbrucka i okolic. Zastanawiałam się, jak teraz będzie wyglądać moje życie. Czy nowe miejsce oznacza nowy początek? Uśmiechnęłam się mimowolnie, gdy usłyszałam w głowie głos Gregora:,, To jest moja dziewczyna Lizzie". Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że miliony dziewczyn chciałyby być na moim miejscu. Miałam przy sobie prawdziwy skarb.
Lukas zatrzymał samochód przed ogromną willą. Ogród był pokryty grubą warstwą śniegu, ale ścieżka do drzwi była dokładnie odśnieżona.
-Podwieźć Cię do domu?- zapytał Gregor Lukasa.
-Przejdę się, to tylko 100 metrów- odpowiedział.- Byłbym zapomniał, rodzice zapraszają Was jutro na obiad.- oznajmił i odszedł w stronę swojego rodzinnego domu.
-Ty tu mieszkasz?- zapytałam Gregora, nadal zszokowana.
-Ładny domek, prawda?- uśmiechnął się, całując mnie w policzek. Wziął nasze bagaże i weszliśmy do środka.
W małym przedpokoju Gregor zabrał mój płaszcz i powiesił go w pokoju po mojej prawej, czyli jak podejrzewam, w garderobie. Gestem ręki zaprosił mnie dalej. Moim oczom ukazał się duży, jasny salon. Na kremowych ścianach wisiało mnóstwo zdjęć. Okna wyglądały na piękny ogród. Salonowe meble były barwy śniegu, a na podłodze leżał mięciutki dywan. Na ścianie był powieszony plazmowy telewizor, do kompletu z kinem domowym.
Okręciłam się wokół własnej osi, podziwiając pomieszczenie, gdy ujrzałam parę drzwi. Zajrzałam za pierwsze z nich i zobaczyłam całkiem sporą kuchnię, utrzymaną w raczej zimnych kolorach. To zdecydowanie nie było moje królestwo, więc szybko się wycofałam. Już chciałam ruszyć w stronę drugich drzwi, ale zreflektowałam się. Przecież to nie jest mój dom. Spojrzałam na Gregora, który z rozbawieniem mnie obserwował.
-Mogę pobiegać Ci trochę po domu?- zapytałam. Schlieri zaśmiał się cicho.
-Czuj się, jak u siebie- powiedział. Wzięłam to sobie do serca, bo po chwili biegłam na górę po schodach, które okazały się być za drugimi drzwiami. Pchnęłam pierwsze drzwi po lewej i znalazłam się w malutkim przedpokoju. Na ścianach wisiały zdjęcia. Gregor był tam z Morgim, Lukasem i, jak podejrzewam, ze swoimi rodzicami. Było tam też mnóstwo fotografii, na których Gregor stał na podium. Uśmiechnęłam się pod nosem. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku kolejnego wejścia. Znajdowałam się w dużej sypialni. Ściany były w kolorze jasnego błękitu, a dębowe meble miały ciemny odcień. Nad dużym, dwuosobowym łóżkiem wisiało zdjęcie Alp. Zagapiłam się na nie i drgnęłam, kiedy Gregor objął mnie w pasie od tyłu.
-Podoba Ci się?- wymruczał mi do ucha, a ja kiwnęłam lekko głową. Obrócił mnie w swoim kierunku i pocałował namiętnie. Oddałam mu pocałunek, a kiedy ten się skończył, przytuliłam się do niego.
-Chodź, pokażę Ci coś jeszcze- powiedział po chwili i poszliśmy z powrotem na schody. Pociągnął mnie jeszcze wyżej. Weszliśmy do podobnego przedpokoiku, jaki znajdował się niżej. Tutaj jednak nie wisiały żadne zdjęcia. Weszliśmy do dużego, ciemnego pomieszczenia. W mroku widziałam tylko przepełnionego dumą oczy Gregora, który wyciągnął rękę i nacisnął włącznik światła. Uderzyła mnie ilość pucharów i medali znajdujących się w tym pomieszczeniu. Były tam też narty, od zupełnie dziecięcych do tych, które nie mogły mieć więcej niż rok. Przechadzałam się po pokoju, obserwując trofea. Zatrzymałam się przy trzech medalach z Vancouver i lekko ich dotknęłam. Ile te trzy niepozorne rzeczy musiały kosztować Gregora potu, łez i treningów. Wiedziałam, że nie był zadowolony ze swojego występu na igrzyskach, ale patrząc na zawartość tego pomieszczenia, miałam wrażenie, że nie ma powodu być zawiedzionym. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że człowiek od maleńkości może osiągnąć tak dużo. A jednak może. Mój Gregor dał radę zapełnić tak spektakularnymi rzeczami tak duży pokój, a miałam wrażenie, że będzie tego o wiele więcej. Podszedłam do niego i przytuliłam go.
-Dokonałeś niesamowitych rzeczy- powiedziałam. Gregor westchnął.
-Zawsze mogłoby być tego więcej- mruknął. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Żartujesz? Dla mnie niewiarygodne jest, żeby jedna osoba zdobyła tyle pucharów. Jesteś niesamowity i robisz niesamowite rzeczy, Gregor- powiedziałam. Schlierenzauer spojrzała na mnie z wdzięcznością. Cieszyłam się, że wie, że go doceniam. Wspięłam się na palce i delikatnie go pocałowałam.
-Jestem zmęczona- mruknęłam, wtulając się w niego.-Możemy już iść spać?

-Jasne, skarbie- uśmiechnął się lekko. Wróciłam do sypialni, obok której znajdowała się przestronna łazienka z olbrzymią wanną. Wykąpałam się szybko, ubrałam w jakąś starą bluzkę i wróciłam do pokoju. Ułożyłam się na łóżku i nie czekając, aż Gregor dołączy do mnie, zasnęłam.




----------------------------------------
Szesnastkę składamy na Wasze ręce :) Będzie teraz kilka rozdziałów z cyklu "niech się sobą nacieszą, póki mogą" xD Piszcie, jak Wam się podoba. Każda opinia uskrzydla. Nie bójcie się też nas za coś zganić! 
Pozdrawiamy, Milka i Molly :***