sobota, 26 lipca 2014


Rozdział 14
„Something I need”
Gregor
“I know that we’re not the same,
but I’m so damn glad that we made it to this time”

Obudziłem się dosyć wcześnie, kiedy moja wspaniała dziewczyna jeszcze spała. Lizzie od wczoraj jest prawowitym lokatorem mojego pokoju. Morgi przyjął to z wielkim entuzjazmem, co trochę mnie zdziwiło. Musieli bardzo się zbliżyć, kiedy ja byłem cholernym dupkiem.
Obróciłem się na bok i spojrzałem na Lizzie. Wyglądała tak niewinnie, kiedy spała. Mógłbym tak leżeć i patrzeć się na nią cały dzień. Ale ona drgnęła, kiedy tylko ktoś zaczął walić w drzwi. Na sąsiednim łóżku Thomas gwałtownie wyprostował się.
-Kto tak się dobija?- mruknął, trąc oczy.
-Nie wiem- odpowiedziałem, a jako że byłem najbardziej rozbudzony, wstałem i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się nieznany mi wcześniej sportowiec. Młody Austriak wydawał się być lekko zdziwiony moim nieogarniętym wyglądem, ale jego mina od razu przybrała miły wyraz. Przynajmniej stwarzał pozory.
-Co jest?- zapytałem zaspanym głosem.
-Kazano mi przekazać, że dzisiaj o 20.00 odbędzie się impreza dla skoczków na zakończenie zmagań w Soczi- odpowiedział bardzo oficjalnym tonem.
-Obowiązkowo?- wydarł się za moimi plecami Morgi.
-Dobrze by było, gdyby wszyscy przyszli- odparł chłopak. Przewróciłem oczami, a Morgi jęknął i zwalił się z powrotem na łóżko.
-Dobra, dzięki- powiedziałem do chłopca i zamknąłem drzwi. Usiadłem na moim łóżku i uśmiechnąłem się do Lizzie.
-Chcesz iść na imprezę?- zapytałem, a jej twarz rozjaśnił lekki uśmiech.
-Jasne- powiedziała, ale po chwili mina jej zrzedła- Tyle, że nie mam żadnej sukienki.
Zaśmiałem się i pocałowałem ją w czoło.
-To żaden problem.- mruknąłem- Tutaj jest mnóstwo sklepów.
-Super- powiedziała Lizzie, spoglądając na zegar, który wskazywał nieludzko wczesną godzinę.- Ale na razie idę jeszcze spać.
Przekręciła się na drugi bok i po chwili spała smacznie. Na drugim łóżku Morgi zachrapał potężnie. Zaśmiałem się cicho i położyłem obok brunetki, obejmując ją w pasie.

XXX

Kiedy tylko porządnie się wyspaliśmy, wyciągnąłem Lizzie z hotelu i udaliśmy się na zakupy. Przez tą dziewczynę zapomniałem, jak bardzo tego nie lubię, no ale cóż. Moja ukochana chodziła od sklepu do sklepu, przerzucając po kolei wszystkie sukienki, omawiając szczegółowo ich wady: ,, Okropny kolor, za długa, za krótka, za dużo haftów, za bardzo asymetryczna..." Kocham ją, ale w życiu jej nie zrozumiem. Podczas gdy ona szukała właściwej sukienki, ja rozglądałem się po okolicy. Widziałem całe mnóstwo sportowców, w większości skoczków, których partnerki życiowe miały dokładnie takie same problemy, jak Lizzie. Zdziwiłem się trochę, że żadna z nich nie pomyślała o tym, żeby zabrać sukienkę. A może to był po prostu pretekst, żeby kupić nową?
Nagle ktoś pociągnął mnie za rękaw. Obróciłem się i zobaczyłem moją brunetkę trzymającą w ręce jakąś błękitną tkaninę.
-Idę przymierzyć- powiedziała, machając mi sukienką przed nosem. Uśmiechnąłem się z ulgą.
-Nareszcie- mruknąłem.
-Hej! To, że idę przymierzyć, wcale nie oznacza, że ją kupię.- oznajmiła z uśmiechem.
-No dobra, dobra- powiedziałem, odwracając ją w stronę przymierzalni- Idź.
Ja za to usiadłem na pobliskim krzesełku i czekałem. Fakt, że krzesełko nie było zbyt wygodne, a pobyt Lizzie w przebieralni zdecydowanie się przedłużał, sprawiły, że cierpliwość wyczerpała się zdecydowanie szybciej niż powinna. Ale powiem, że warto było czekać.
Kiedy zasłonki się rozsunęły, zobaczyłem moją dziewczynę, ubraną w błękitną sukienkę nad kolana. Tkanina była zwiewna i lekka, co sprawiało wrażenie, że Lizzie unosi się nad ziemią.
-I co?- zapytała, ale ja nie byłem w stanie nic powiedzieć. Gdy w końcu wziąłem się w garść, zdołałem wydukać tylko:
-Wyglądasz... pięknie- Lizzie przewróciła oczami.
-Powiedziałbyś tak nawet wtedy, gdybym wyszła w firance. Nie wydaje Ci się, że to gryzie się z moimi oczami?
-Nic się z niczym nie gryzie- zapewniłem ją. Podszedłem do niej i pocałowałem lekko w usta.- Wyglądasz po prostu wspaniale.
Dziewczyna zarumieniła się lekko, po czym weszła z powrotem do przymierzalni, aby przebrać się w swoje normalne ciuchy.
Po zakupie sukienki, Lizzie przeniosła swoją uwagę na buty. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i wskazałem ręką na czarne szpilki. Lizzie przyjrzała się im i po przymiarce ruszyła w stronę kasy. Odetchnąłem z ulgą, że przynajmniej to poszło w miarę szybko.

Na początku chciałybyśmy Was przeprosić za nieopublikowanie rozdziału wczoraj, ale brak czasu i lekka skleroza wzięły górę :)
Jak zawsze mamy nadzieję, że rozdział się spodoba C:
Całuski, Milka i Molly :***

piątek, 18 lipca 2014


Rozdział 13
„I could be the one”
Lizzie
“When you need a way to beat a pressure down,
When you need to find a way to breath,
I could be the one to make you feel that way,
I could be the one to set you free.”

Obudziłam się z głową na jego piersi. Gregor już nie spał. Obejmował mnie ramieniem i wodził palce po moim policzku.
-Dzień dobry!- wyszczerzył się. Pocałowałam go, a do moich uszu doszedł dźwięk cichego chrapania.
-O której wrócił?- spytałam Gregora.
-Bardzo późno, ledwo trafił do łóżka- odpowiedział, a ja roześmiałam się.
-Aż tak źle?
-Zdziwiłabyś się ile on może wypić
Leniwie zwlekliśmy się z łóżka i zaczęliśmy się ubierać.
-Jestem Ci winien bluzkę- mruknął, a ja tylko uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajszej nocy. Gregor dał mi jego koszulkę, która sięgała mi do połowy ud i była przesiąknięta jego perfumami.
Zeszliśmy razem do stołówki na śniadanie. Osoby ze sztabu patrzyły na nas, gdy siadaliśmy przy stole. Gregor zmroził ich wzrokiem, więc wrócili do swoich poprzednich czynności.
Po skończonym posiłku wróciliśmy do pokoju.
-Wody!- jęczał Morgi, zwijając się na swoim łóżku.- Moja głowa… Wody!
Podałam mu szklankę z wodą, a Gregor kazał mu połknąć tabletkę. Kiedy Thomas odpłynął znów w krainę snów, mój chłopak kazał mi usiąść obok niego na łóżku.
-Opowiedz mi wszystko o tym artykule.- powiedział z powagą. Westchnęłam tylko i zaczęłam:
-Przyleciałam tutaj z zadaniem poznania twoich mrocznych tajemnic. Mój były szef nie zna litości. Byłam totalnie zamroczona wizją awansu. Pointner powiedział mi wszystko. Napisałam ten artykuł, wysłałam i… zakochałam się w Tobie. Dzwoniłam do szefa, prosiłam, żeby tego nie publikował, ale nic do niego nie docierało. Zwolnił mnie i zostawił na lodzie. Nawet nie wiesz, jak wciąż kropnie się czuję, jak mi wstyd.- powiedziałam, a on pocałował moje czoło i przytulił. W jego ramionach czułam się bezpiecznie, wiedziałam, że przy nim nikt mnie nie skrzywdzi.
-Co tak naprawdę stało się z Tobą i Sarah?- zapytałam.
-Byliśmy razem bardzo szczęśliwi, ale pewnego dnia, gdy do niej przyszedłem, nie poczułem nic. Tak jakby cała miłość wyparowała. Próbowałem to ciągnąć, szukać tego zgubionego uczucia, ale nie udało mi się. Wtedy poznałem Sandrę i zostawiłem Sarah. To wszystko działo się za szybko. Sandra się do mnie kleiła, a Sarah… Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłaby zrobić coś takiego. Zawsze była taka uśmiechnięta… A ja zamknąłem się w sobie, całymi dniami trenowałem, żeby zapomnieć. Mama zapisała mnie na terapię, bo gotów byłem ze sobą skończyć… Byłem jeszcze potem z Sandrą, ale ona była tylko pocieszeniem. W sercu czułem pustkę, którą dopiero ty zapełniłaś- zakończył, całując mnie w usta. Nie spodziewałam się, że aż tak się przede mną otworzy.
-Zamieszkasz z nami?- zaskoczył mnie tym pytaniem, ale zgodziłam się. Zamówiliśmy taksówkę i weszliśmy do mojego hotelu. Ja pakowałam się, a Gregor siedział na łóżku z moim laptopem na kolanach. Po około trzech godzinach byłam gotowa. Skoczek zabrał moje bagaże i ruszyliśmy z powrotem taksówką do hotelu, w którym mieszkali Austriacy.
Resztę dnia spędziliśmy oglądając zawody, robiąc zdjęcia i włócząc się bez celu po Soczi. Wieczorem pojechałam z chłopakami na ceremonię medalową. Mimo iż nie stali na najwyższym stopniu podium, dla mnie byli Mistrzami.

Dzisiaj krótko, ale parę faktów się wyjaśniło :) Mamy szczerą nadzieję, że Wam się podoba.  Dziękujemy za miłe słowa w komentarzach <3
Całuski, Milka i Molly :* 

piątek, 11 lipca 2014


Rozdział 12
„Love me again”
Gregor
“I need to know, know now,
Can you love me, again?”

Po wczorajszym w miarę dobrym miejscu na dużej skoczni, nadszedł czas, by rozgromić konkurencję w drużynówce.
Pod skocznią było już mnóstwo kibiców, kiedy się tam pojawiliśmy. Złapałem się na tym, że szukam w tłumie Lizzie. Zastanawiałem się wczoraj nad słowami, które wypowiedział do mnie Kamil. Chciałem jej wybaczyć, ale coś mnie po prostu powstrzymywało.
Po swoim pierwszym skoku byłem wściekły. Wkurzyło mnie to, że po pierwszej serii byliśmy drudzy. My! Kandydaci do złotego medalu. W domku Pointner wymruczał coś, co miało być „mową motywacyjną”, ale raczej nic mu z tego nie wyszło. Kiedy trener wyszedł, jego rolę przejął Morgi, który zawsze był dobry w te klocki. Słuchając jego motywacyjnych słów, wyglądałem przez okno, obserwując przewijających się tam skoczków i trenerów. Widziałem Noriakiego Kasai, który z miną najszczęśliwszego dziecka na świecie maszerował między domkami. Gdzieś tam przemknął mi Stoch z lekko zawiedzioną miną. Mimo woli pomyślałem czy wie, gdzie jest Lizzie. Wzdrygnąłem się i zamrugałem, odpędzając od siebie rozmarzenie. Musiałem być skupiony.
Thomas właśnie skończył mówić, a że rozpoczynała się druga seria, pierwsi zawodnicy udali się na górę. Ja wszedłem do windy trochę później, wraz z Severinem Freundem. Niemiec spojrzał na mnie, uśmiechnął się przyjacielsko i powiedział:
-Powodzenia, stary- posłałem mu swój powszechnie znany uśmiech.
-Tobie też- powiedziałem, a potem winda wydała z siebie charakterystyczny dźwięk i drzwi się rozsunęły. Wkroczyliśmy do pomieszczenia pełnego skoczków. Kiedy w końcu nadeszła moja pora, poczułem ciążącą na mnie odpowiedzialność. Żebyśmy wygrali musiałem skoczyć rewelacyjnie. Nie byłem w najlepszej formie, wiedział o tym każdy fan skoków. Wiedziałem jednak, że nie oddam Niemcom złota bez walki.
Usiadłem na belce, uderzyłem się w pierś, poprawiłem okulary. Zacząłem wpatrywać się w sekundnik, który odliczał czas, kiedy paliło się żółte światełko. Sekundy dłużyły mi się niemiłosiernie. Jeszcze trochę… Jeszcze chwila… Zielone. Odepchnąłem się od belki i pozwoliłem, by moje ciało przełączyło się na automat. Wpatrywałem się w próg, myśląc: „Nie spóźnij. Proszę, tylko nie spóźnij”. Kiedy tylko się odbiłem, wiedziałem, że skok będzie dobry. Czułem, jak wiatr muska moją twarz, jak mnie niesie.
Wylądowałem daleko. Podniosłem zaciśniętą pięść do góry. To mógł być ten skok. 132 metry… trochę bliżej, niż się spodziewałem, ale ciągle mieliśmy szansę. Podszedłem do pierwszego lepszego monitora i obserwowałem skok Severina. Sekundę później dołączyli do mnie Michi, Diethart i Morgi. Staliśmy razem, patrząc, jak obok nazwiska niemieckiego skoczka pojawia się nota o 2,7 pkt wyższa od naszej. Pomimo tego uśmiechnąłem się. Objąłem chłopaków ramionami.
-Hej!- krzyknąłem, widząc ich skwaszone miny- Jesteśmy wicemistrzami olimpijskimi! Nie ma co się boczyć.
Chyba wzięli sobie moje słowa do serca, bo od razu się uśmiechnęli. Byliśmy wielkimi przegranymi, ale nie można mieć w życiu wszystkiego. Ja jednak wiedziałem, że dzisiaj muszę odzyskać jedyną osobę, na której mi zależy. A kiedy już będę miał ją, będę miał wszystko.

XXX

Po dekoracji kwiatowej razem z chłopakami udaliśmy się do domku. Pointner strasznie ubolewał nad naszą obecną formą i dyspozycją na olimpiadzie. Byłem cholernie wdzięczny Morgensternowi, który w końcu powiedział mu, żeby się zamknął. Zatrzymałem się na chwilę, by pogratulować ekipie niemieckiej, a kiedy ruszyłem wpadła na mnie niewielka osóbka. Jej długie brązowe włosy targał wiatr, miała zaczerwieniony nos, a na twarzy uśmiech, który stopiłby największy lodowiec. Uśmiech, który oczywiście zgasł, kiedy zobaczyła na kogo wpadła.
-Gregor…- powiedziała. W jej oczach zobaczyłem smutek. „Czy moje oczy były tak samo smutne, kiedy na nią patrzyłem?” Już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zdążyłem ją ubiec.
-Byłem głupi- mruknąłem, a ją zatkało.- Tak. Byłem głupi, egoistyczny, zachowywałem się jak małe, rozpuszczone dziecko. Nie wiem, co mnie ugryzło, żeby być na Ciebie zły. Nie wiem, co mi się stało, że Ci nie wybaczyłem. Chodzi o to, że… że ja Cię po prostu kocham. Kocham Cię tak, jak nikogo jeszcze nigdy nie kochałem. Czuję, że rozpuściłaś mi w sercu olbrzymią kulę lodu. Jesteś dla mnie jak… słońce. Nie mogę bez Ciebie żyć, rozumiesz Lizzie?- zobaczyłem, że z jej oczu płyną łzy. Wziąłem jej twarz w dłonie i otarłem kciukami słone krople. Lizzie przytuliła się do mnie i rozpłakała się na dobre. „Super, Gregor. Ty to potrafisz przeprosić kobiety”. Odsunąłem ją od siebie i pocałowałem namiętnie. Objąłem Lizzie w pasie i uniosłem do góry. Oddała mi pocałunek, sprawiając, że pomimo niezbyt rewelacyjnego występu, był to zdecydowanie najlepszy dzień mojego życia. Kiedy tylko oderwaliśmy się od siebie, a nogi Lizzie znalazły się bezpiecznie na ziemi, ujrzałem Thomasa Morgensterna i Kamila Stocha, patrzących na tą scenę z satysfakcją i przybijających sobie piątkę. Obiecałem sobie, że kiedyś im „podziękuję”.
Złapałem Lizzie za rękę i nie zważając na czekających na wywiady dziennikarzy, pociągnąłem ją w stronę hotelu. Zostałem na chwilę oślepiony fleszami aparatów, ale na ten moment niewiele mnie to obchodziło. Kiedy w końcu znaleźliśmy się w pokoju, wpiłem się w jej usta i zerwałem z niej kurtkę. Lizzie również ściągnęła ze mnie niepotrzebną warstwę i zabrała się do odpinania paska od spodni. Ja za to rozerwałem jej cieniutką tunikę. Nie zważała na zniszczone ubranie. Pocałowała mnie namiętnie, a ja oddałem jej pocałunek. Nie męczyłem się zbytnio z jej stanikiem. Po chwili leżał już na podłodze, a jego los podzieliły nasze spodnie. Pogładziłem ją po udzie, a ona wplotła palce w moje włosy. Nie wiedziałem, jak znaleźliśmy się na łóżku. Przez moją głowę myśl, że to również pokój Morgiego i mój przyjaciel ma jak najbardziej prawo, aby tu wejść. Zapomniałem jednak o tym, kiedy Lizzie zaczęła całować linię mojej szczęki. Jakoś nie miałem ochoty na przedłużającą się grę wstępną. Złapałem ja w pasie i okręciłem tak, że siedziałem teraz na niej okrakiem. Pocałowałem ją i wszedłem w nią. Słyszałem, jak szepce coś po polsku. Jakieś słowa przeplatane moim imieniem. Czułem, jak jej ręce błądzą po moich plecach, jak jej paznokcie wbijają się w moją skórę. Wtapiałem się w jej usta, jakby to była ostatnia rzecz na tym świecie. Czułem, że Lizzie jest moim ratunkiem od codzienności. Że jest moim jedynym prawdziwym życiem.

I wszystko w końcu jest tak, jak powinno być ;) Jednak to jeszcze nie koniec, spokojnie... zostało nam jeszcze wieeele rozdziałów ;D
Mamy nadzieję, że Wam się podoba ^^
Całuski, Milka i Molly ;***

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 11
„Let her go”
Gregor
„Only know you love her, when you let her go,
And you let her go...”

Opuściłem szpital wczesnym rankiem, a nasz kadrowy kierowa zawiózł mnie od razu na skocznię. Zacząłem trening, chciałem dać z siebie wszystko, jednocześnie oszczędzając siły na wieczorny konkurs. Poza skokami miałem już dość tych igrzysk i tego miejsca. Chciałbym już znaleźć się w domu, w Austrii, wypłakać się w poduszkę i zacząć resztę sezonu z nową energią.
Musiałem zapomnieć o wszystkim, ale jak zapomnieć osobę, która nauczyła mnie kochać? Przez ostatnie miesiące byłem nieczułym tyranem, a ona pozwoliła mi być sobą… Kochałem ją, pomimo wszystko, ale nie byłem jeszcze gotowy, by jej wybaczyć.
Usiadłem na belce i wykonałem mój rytuał przed skokiem. Momentalnie wszystkie emocje mnie opuściły, myśli się ulotniły. Poczułem zimny wiatr na moich policzkach, gdy nabierałem prędkości na rozbiegu. Wybiłem się i frunąłem nad zeskokiem. Serce przez tą chwilę się zatrzymało, by później gwałtownie przyspieszyć po wylądowaniu. Kochałem to uczucie, rozpierająca adrenalina, ale jednocześnie też spokój i cisza. I, nie wiem dlaczego, ale czułem dumę z wykonywania tak niebezpiecznego sportu.

xxx

Na godzinę przed konkursem wioska pod skocznią aż huczała od prowadzonych rozmów, szybkich kroków i dudniącej w którymś domku muzyki. Założyłem moje ogromne słuchawki i zacząłem się rozgrzewać. Wyłączyłem się totalnie, nie myślałem o niczym prócz ćwiczeń. Konkurs powoli się zaczynał, więc wziąłem na ramię narty i ruszyłem na górę skoczni.

Lizzie

Ewka przyszła po mnie na godzinę przed konkursem, więc pozostały czas spędziliśmy z chłopakami pod skocznią. Kadrowicze rozgrzewali się, żartowali, rozmawiali. Zachowywali się, jakby byli na treningu, a nie na igrzyskach. Widać było, że nikt nie wywierał na nich presji, a jednocześnie byli zdeterminowani, by wypaść jak najlepiej.
Chłopaki już zbierali się na skocznię, więc życzyłyśmy im powodzenia.
-I pamiętajcie o naszym motto!- przykazała Ewa.
-No oczywiście! Luz w dupie musi być!- wyszczerzył się Janek, zarzucając sobie narty na ramię.
Razem z Ewą i Dawidem, który dzisiaj nie skakał, poszłam na trybuny. Mieliśmy miejsca wśród sztabu i rodzin skoczków, więc czułam się swobodnie. Niestety zobaczyłam kogoś, kogo nie chciałam widzieć, a jednocześnie nie chciałam, by zniknął z zasięgu mego wzroku. Szedł powoli, jakby zamyślony, z nartami na ramieniu, ze spuszczoną głową. Patrzyłam na niego jak zaczarowana, a on powoli podniósł wzrok. Gdy mnie zobaczył, dostrzegłam w jego czekoladowych oczach tylko smutek. Nie było już w nich gniewu, czy bólu. Był po prostu smutek.
Z otępienia wyrwał mnie głos spikera, który zapowiedział pierwszego skoczka. Zacisnęłam kciuki , próbowałam uspokoić bijące szybko serce, ale ni potrafiłam. Moje myśli krążyły wokół niego. Stał się moim nałogiem.
Pierwszym Austriakiem na belce był Michael, który pofrunął 134 metry, ale zachwiał się przy lądowaniu. Później nadszedł czas na Polaków. Zaraz za Piotrkiem skakał Maciek, który został sklasyfikowany na szóstej pozycji. Znów zacisnęłam kciuki, gdy na belce usiadł Janek. Uzyskał 128,5 metra i uplasował się na ósmym miejscu. Wiatr pozwalał sobie na coraz więcej i kibice drżeli o los konkursu.
Z 40 numerkiem startowym skakał Thomas, który uzyskał 122 metry, ale gdy był w powietrzu strasznie nim szarpało i musiałam odwrócić. Zajął 31 miejsce, ale cieszyłam się, że wylądował bezpiecznie i nic mu się nie stało. Diethart też nie pokazał się z najlepszej strony, bo zajął dopiero 21 miejsce skokiem na 126,5 metra.
Wstrzymałam oddech podczas skoku Gregora. Leciał daleko- 132,5, ale to starczyło tylko na 11 miejsce. Musiałby stać się cud, by zdobył dzisiaj medal, ale i tak byłam dumna, że się nie poddał. O Kamila już nie drżałam, bo poleciał daleko i utrzymał pierwsze miejsce. Dawid z Ewką komentowali oczywiście wszystkie skoki, ale czasem po prostu wyłączałam się i ich nie słuchałam.
Po kilku minutach rozpoczęła się II seria i prawdziwe emocje. Janek poprawił swój wynik o metr. Przyszła kolej na Gregora, a sędziowie znów obniżyli belkę. Zastanawiałam się, jak bardzo musiało go to zirytować.

Gregor

Zobaczyłem ją przed konkursem, ale nie wiedziałem, czy to dobrze, czy źle. Wciąż o niej myślałem, co na pewno mi nie pomagało, ale jej widok dodawał mi też sił, jak wtedy na treningu.
Nawet nie wiem, kiedy minęła pierwsza seria, a ja już przygotowywałem się do mojego drugiego skoku. Wiatr dawał o sobie znać, więc sędziowie obniżyli mi belkę. „Cholera, zabiję kiedyś”, pomyślałem i przypomniałem sobie siebie kilka lat wstecz w Vikersund, kiedy nie miałem oporów przed pokazywaniem, co myślę.
Cóż, usiadłem na belce i poczułem smak tej wolności. Leciałem, po prostu chciałem się tylko nacieszyć skokiem, pogodziłem się już, że medalu nie zdobędę. Mimo to doleciałem na 130,5 metra i zająłem 2 miejsce.
Gdy zawody skończyłem na siódmej pozycji, pomyślałem, że nie jest tak źle. To są igrzyska, najwyższy poziom światowy, a trener mocno dał nam do zrozumienia, że spisał ten sezon na straty. Trudno, przestałem być maszynką do wygrywania i wszyscy powinni to zaakceptować.
Wygrał Kamil, mocno mu dziś kibicowałem, więc poszedłem mu pogratulować. Przybiłem z nim piątkę, ale on powiedział mi:

-Nie próbuj robić z siebie kogoś, kim nie jesteś. Ona cię kocha, Gregor. Nie zapomnij no tym.- Pokiwałem głową, a on odszedł na dekorację.



Jedenastka ląduje w Waszych rękach :) Piszcie co o tym wszystkim sądzicie. 
Trochę spóźnione, ale szczere życzenia: wesołych, słonecznych, pełnych najpiękniejszych chwil wakacji życzą Milka i Molly <333

sobota, 28 czerwca 2014

Rozdział 10
„Who am I to say’’
Lizzie
“But who am I to say you love me,
And who am I to say you need me,
And who am I to say you love me...”

-Spokojnie, przejdzie mu- usłyszałam, kiedy Morgi wszedł do samochodu. Spojrzałam na niego z powątpiewaniem.
-Dzięki, że próbujesz mnie pocieszyć- mruknęłam- ale prawda jest taka, że rozwaliłam wszystko, co nas łączyło.
-Przestań- prychnął mój towarzysz- Gregorowi przejdzie. Zawsze w końcu przechodzi- powiedział już mniej pewnie. Westchnęłam ciężko i zamknęłam oczy. Otworzyłam je dopiero kiedy Morgi zaparkował przed moim hotelem. Podziękowałam mu cicho i ruszyłam w stronę drzwi.
Wzięłam prysznic, aby zmyć z siebie całe emocje, ale nic mi nie pomagało. Czułam w środku taką pustkę, przygnębienie. Było mi wstyd za wszystko co zrobiłam i powoli przestawałam się dziwić Gregorowi, przecież go zraniłam, zniszczyłam…
Położyłam się do łóżka i próbowałam zasnąć. Nie chciałam więcej o nim myśleć, wiedziałam, że to koniec. Nie wiem kiedy przyszedł do mnie sen, ale czekałam na niego długo…

xxx

Obudziłam się, czując się jeszcze gorzej. Stwierdziłam, że nie ruszam się dzisiaj z hotelu, nie miałam ochoty na nic. Moje życie rozsypywało się na drobne kawałeczki, jak szkło, i każdy z nich otwierał nową ranę w sercu.
Rozmyślałam, jak będę teraz żyć, gdy mój telefon zakomunikował mi, że ktoś próbuje się do mnie dodzwonić.
-Halo?- odezwałam się do słuchawki.
-Cześć kochana, jak się czujesz?- zapytała Ewka.
-Okropnie, źle, jestem przygnębiona, pusta, ranię ludzi wokół, jestem beznadziejna- rozpłakałam się.
-Nie jesteś beznadziejna!- usłyszałam jej spokojny głos.- Idziesz dziś ze mną na kwalifikacje.
-Nie, proszę, nie rób mi tego.
-Oj, nie marudź, Kamil się ucieszy.
-Ewka…
-I tak Cię wyciągnę z tego hotelu. Masz tylko wybór, by zrobić to dobrowolnie lub ja użyję swojej siły. Przyjdę po Ciebie o 17.00, bądź gotowa.
-Ok.- uległam jej, bo i tak by mnie wyciągnęła.
Miałam cały dzień wolny i zero pomysłu co mogłabym robić. Zrzuciłam wszystkie zdjęcia z aparatu na laptopa i zaczęłam je przeglądać. Patrzyłam na każde zdjęcie, wspominając jak się wtedy czułam, jak zachwycałam się każdą rzeczą w Soczi.
Na prawie każdym zdjęciu był Gregor. Piękny, uśmiechnięty, emanujący pozytywną energią.
Wpatrywałam się właśnie w zdjęcie, które zrobiłam austriackiej kadrze, w dniu w którym ich poznałam, gdy usłyszałam cisze pukanie do drzwi. Otarłam szybko łzy i otworzyłam.
-Jedziemy do szpitala- oznajmił stojący w progu Morgi.
-Coś się stało?- byłam pewna, że moje serce przestało na chwilę bić.
-Nie, po prostu musicie się w końcu pogodzić- odparł Thomas.
Weszłam do łazienki, aby doprowadzić się do stanu używalności. Chwilę później byliśmy już pod szpitalem. Wiem, że gdyby Thomas nie trzymał mnie za rękę, uciekłabym gdzie pieprz rośnie, aby tylko nie musieć znosić znów jego wzroku.
Zobaczyłam go lustrującego sufit, jakby chciał wyczytać w bieli coś interesującego. Myślałam, że mnie nie zauważył, ale on odezwał się do mnie:
-Co tu znowu robisz?- zapytał. W jego głosie słychać było ból i smutek, ale wychwyciłam w nim także złość. Stanęłam jak wryta, gotowa uciec, ale Morgi popchnął mnie lekko do przodu.
-Przyszłam Cię przeprosić- mruknęłam.- Znowu- dodałam sarkastycznie. Byłam już zirytowana faktem, że wszyscy (czytaj Thomas) mnie tu taszczą. Gregor spojrzał na Thomasa nad moją głową, co dało mi do zrozumienia, że Morgenstern zdecydowanie gestykuluje za moimi plecami. Schlieri spojrzał na niego z przekąsem… a ja zirytowałam się tak bardzo, że powiedziałam coś, czego potem żałowałam:
-No, ale nie musiałabym tego robić, gdybyś nie zachowywał się jak dziecko.- mruknęłam.
Usłyszałam za sobą cichy jęk, a w oczach Gregora zobaczyłam czystą wściekłość.
-Czyli wszystko sprowadza się do tego, że to moja wina?- krzyknął na mnie.
-Gdybyś był bardziej dojrzały…- zaczęłam.
-To byś nie napisała tego cholernego artykułu?
-To byś zareagował inaczej?
-Tego się spodziewasz? Że zapomnę? I wybaczę tak po prostu?
-Nie! Tak! Nie… wiem. Nie wiem! Chciałabym… żebyś…- złapałam się za głowę, z moich oczu zaczęły płynąć łzy. Wycofałam się powoli z pokoju, cały czas patrząc mu w oczy, które w tym momencie przepełnione były bólem… Po prostu bólem…

xxx

Ewa ciągnęła mnie za rękę pomiędzy domkami skoczków. Jęczałam i marudziłam, żeby pozwoliła mi wrócić do hotelu. Ona jednak była nieugięta.
-Chłopaki będą na mnie wściekli, jeśli Cię do nich nie zaprowadzę- powiedziała z uśmiechem na twarzy. Jakoś niespecjalnie chciałam, aby polscy skoczkowie widzieli mnie w chwili największego załamania, no ale cóż. Ewce nie przegadasz.
Nim się obejrzałam wepchnęła mnie do drewnianego budynku. Niestety, moja wspaniała koordynacja ruchowa sprawiła, że potknęłam się o próg. Na szczęście okazało się, że pewien chłopak o ciemnej cerze i czarnych włosach, ma lepszy refleks ode mnie.
Kiedy w końcu stanęłam na nogach i spojrzałam na twarz mojego wybawcy, nie mogłam powstrzymać się od uśmiechu.
-Kotek!- wykrzyknęłam z radością i rzuciłam mu się na szyję. Maciek zaśmiał się i objął mnie w pasie. Był moim przyjacielem od czasów szkolnych, ale odkąd wyjechałam do Austrii nasz kontakt się urwał. Zresztą, podobnie jak z pozostałymi członkami reprezentacji, z którymi przed przeprowadzką miałam bardzo przyjacielskie stosunki.
Kiedy zostałam wyściskana przez wszystkich, poczułam, jak całe napięcie ze mnie schodzi. Spojrzałam zdziwiona na Mistrza Olimpijskiego i Dawida Kubackiego, którzy nie przebierali się, ani nie rozgrzewali.
-A wy co?- zapytałam. Kamil wzruszył ramionami.
-Odpuszczam sobie kwalifikacje- mruknął. Był wyraźnie spokojny. Dawid za to uśmiechnął się lekko.
-Ja dostałem szansę na małej skoczni- powiedział.- Teraz czas na Janka.
Ziobro uśmiechnął się z dumą i byłam pewna, że zajmie w konkursie dobre miejsce.
Po chwili rozmowy, udałyśmy się z Ewką na trybuny. Byłam pełna pozytywnej energii, ale od momentu oddalenia się od domku naszych skoczków, poczułam się jak sflaczały balon. Ewa popatrzyła na mnie z troską.
-Nie możesz się tak martwić tym wszystkim.- powiedziała, łapiąc mnie za rękę. Po moim policzku spłynęła łza, którą momentalnie otarłam.
-To nie takie proste- szepnęłam, a moja przyjaciółka delikatnie objęła mnie ramieniem.
Kwalifikacje przebiegły jak najbardziej po naszej myśli. Maciek zajął wspaniałe 9 miejsce, Janek uplasował się na 13 pozycji, a Piotrek był 27. W czołowej „dziesiątce” nie skakali tylko Kamil, no i Gregor, który (według prognoz lekarzy) miał wystartować w kolejnym konkursie.
Razem z panią Stoch udałyśmy się z powrotem w kierunku domku skoczków. Po drodze pogratulowałam Austriakom awansu do konkursu, a Ewa przybiła piątkę z kimś, kto pod bandamą, która zakrywała mu pół twarzy, wyglądał jak Tom Hilde.
Kiedy w końcu dotarłyśmy do domku Polaków, zostałyśmy przywitane okrzykami radości. Byli szczęśliwi. Mieli przecież powód. Całym składem zakwalifikowali się do konkursu, co samo w sobie było sukcesem. Po wymienieniu gratulacji i czułości, zostałam oficjalnie zaproszona na konkurs. Jęknęłam w myślach, ale stwierdziłam, że niegrzecznie byłoby odmówić. Poczułam ukłucie w sercu na myśl, że ON tam będzie.
Po chwili niezobowiązującej rozmowy, udałam się na krótki spacer. Ruskie Gorki są naprawdę przytulną miejscowością, ale brak tu ustronnych miejsc. Usiadłam więc na pierwszej lepszej przydrożnej ławce i zagłębiłam się w myślach. A im więcej myślałam, tym więcej po moich policzkach płynęło łez. Ukryłam twarz w dłoniach i rozpłakałam się na dobre. Nie mam pojęcia ile czasu siedziałam na tamtej ławce, ale nagle poczułam czyjąś ciepłą dłoń na swoim ramieniu.
-Hej, Skrzacie- powiedział ten „Ktoś”- Czemu płaczesz?
Po sposobie, w jaki się do mnie zwrócił doskonale wiedziałam kto to jest. Podniosłam jednak głowę i zobaczyłam, że mój pocieszyciel nie jest sam. Kamil i Ewa byli chyba najlepszą ekipą na trudne dni, jaką byłam w stanie sobie wymarzyć. Nic nie mówili. Po prostu usiedli obok mnie, każdy z innej strony i czekali, aż im wszystko opowiem. A ja opowiedziałam. Wszystko. Z najdrobniejszymi szczegółami. Przy nich nie musiałam wstydzić się swoich uczuć. Pamiętam jeszcze, jak Kamil zwierzał mi się, bojąc się zagadać do Ewki, a ja namawiałam go, aby w końcu się przemógł. Teraz los sprawił, że role się odwróciły. W tym momencie on był zmuszony wysłuchać moich żali i pocieszyć w jakiś sposób. W sumie wątpiłam, żeby mu się to udało. No, ale Stoch jak zwykle mnie zaskoczył. Uśmiechnął się do mnie, jakby chciał powiedzieć „Ty to masz problemy, dziewczyno”. Ewka wyglądała na równie zdezorientowaną, jak ja. Obdarzyła Kamila kuksańcem w żebra i zapytała:
-Co się szczerzysz?- Mistrz Olimpijski wzruszył ramionami.
-Przecież Gregor to Gregor- wyjaśnił, jakby to był balsam na wszystkie moje żale. Myślałam, że w tej sekundzie będę zmuszona zbierać szczękę z chodnika.
-I to stwierdzenie, twoim zdaniem, wyjaśnia wszystko?- zapytała Ewa, potwierdzając moje podejrzenia, co do tego, że jest w tym momencie tak samo ogłupiała, jak ja.
-Słuchaj, Skrzacie- zaczął Kamil- Gregor to osoba, która nie potrafi się gniewać, ale bardzo często się gniewa.
-To samo siebie wyklucza…- mruknęłam.
-Bo Schlieri to jedno wielkie wykluczenie samego siebie- stwierdził Stoch.
-Robiliście mu psychoanalizę?- zapytała Ewa. Kamil przewrócił oczami, jakbyśmy nie potrafiły pojąć, że 2+2=4.
-Chodzi mi o to, że jeżeli Gregor jest na Ciebie zły, to znaczy, że jesteś dla niego ważna.- wyjaśnił.- Wiesz ile artykułów o nim czytałem? I były też takie o wiele gorsze, niż ten twój. A po nim to po prostu spływało. Jest teraz taki zły na ciebie, bo nie znosi, jak bliskie mu osoby go krzywdzą. A jeżeli jesteś mu bliska, to Ci wybaczy. Wszystko będzie dobrze- zakończył, sprawiając, że poczułam się co najmniej jak na wizycie u psychologa.
-Nie wiedziałam, że tak dobrze go znasz- mruknęłam.
-Nie…- Kamil machnął ręką- Robiliśmy mu kiedyś z chłopakami psychoanalizę- powiedział, co skwitowałam szczerym, radosnym śmiechem.



Hejka! Mamy mały jubileusz xD 10 rozdział za nami, a nie jesteśmy nawet w ¼ opowiadania, więc trochę Was jeszcze pomęczymy ;) Przepraszamy bardzo, że rozdział nie ukazał się w piątek, a w sobotę, ponieważ miałyśmy problemy z Internetem.

Całuski, Milka i Molly :***

piątek, 20 czerwca 2014

Rozdział 9
„Reason to love”
Lizzie
“Even with a warning,
I couldn’t have fixed us to save my life,
It’s hard when you’re alone to pick up the pices.”

Wracałam do hotelu płacząc, dając upust swojej złości. Nie zwracałam uwagi na pytające spojrzenia przechodniów- niech zajmą się swoim życiem. Przez te kilka dni byłam najszczęśliwszą dziewczyną na świecie, ale oczywiście musiałam to zniszczyć. Zdałam sobie sprawę, jak ta praca mnie zmieniła. Stałam się nieczułą zołzą. Nie rozmawiałam z rodzicami dwa lata, nie wiedziałam co dzieje się u mojego brata. Nie zauważyłam wielkiego talentu Kamila, bo byłam zbyt zajęta sobą i pracą.
Najbardziej bolały mnie jego słowa, wiem, że to co zrobiłam było złe i wredne, ale nie spodziewałam się tego po nim. Widocznie za krótko go znałam… Może powinnam zapomnieć?
Postanowiłam się ogarnąć i wyjść na skocznię, by pożegnać się z tym miejscem. Kiedy dotarłam do celu, okazało się, że jest trening. Już zamierzałam wracać, nie chciałam znów go widzieć, kiedy ktoś mnie zawołał. Chwilę zajęło mi zlokalizowanie tej osoby, ale gdy już ją zobaczyłam od razu na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Zatonęłam w objęciach drobnej blondynki Ewy, żony Kamila.
Po wymianie uprzejmości usiadłyśmy razem na trybunach i oglądałyśmy trening.
-Stało się coś?- zapytała Ewa.
-Nie, dlaczego?- skłamałam. Znów to robię, nie jestem sobą.
-Masz zapuchnięte oczy- odparła moja koleżanka. Westchnęłam. Znała mnie za dobrze, bym mogła coś przed nią ukryć. Opowiedziałam jej wszystko, z najmniejszymi szczegółami. Gdy skończyłam, po prostu mnie przytuliła. Za to ją lubię- za jej ludzkie odruchy, matczyne wsparcie.
-O wilku mowa…- Ewa wskazała belkę, na której siedział Gregor. Sprawdził zapięcia kasku i nart, poprawił gogle, uderzył się w pierś. Wybił się z progu, ale już wiedziałam, że coś jest nie tak. Boczny podmuch wiatru sprawił, że stracił równowagę i uderzył w zeskok. Widziałam jego bezwładne ciało, gdy zsuwał się w dół skoczni. Nie wiem jak, ale chwilę później byłam już przy bandzie i chciałam do niego biec. Ktoś mnie zatrzymał, trzymając za ręce.
-Czekaj- szepnął mi do ucha z pozoru spokojnym głosem. Gdy się odwróciłam, zobaczyłam przestraszoną twarz Thomasa. Chciałam się mu wyrwać, ale był za silny. Na skoczni już pojawili się lekarze i karetka, zabrali Gregora i odjechali… Tak po prostu… Znów mnie tu zostawiając.
-Pojedziemy do szpitala. Nie martw się- z zamyślenia wyrwał mnie głos Thomasa.
Wziął mnie za rękę i zaprowadził do samochodu. Droga minęła nam w ciszy i napięciu. Chciałam już przy nim być, wziąć go za rękę, dodać mu sił. Gdy tylko zatrzymał samochód pobiegłam do szpitala. Thomas ciągle mi towarzyszył i w głębi serca byłam mu za to wdzięczna. Pielęgniarka zaprowadziła nas pod salę, ale lekarze jeszcze badali Gregora, więc nie mogliśmy wejść. Usiedliśmy na krzesłach naprzeciwko drzwi.
-Nie martw się- położył mi rękę na ramieniu- Przynajmniej masz zapewnioną dobrą pracę- powiedział starając się dostrzec pozytywy w tej całej beznadziejnej sytuacji.
-Przestań, nakrzyczałam na szefa, żeby tego nie wydawał, a on mnie wyrzucił.
-Czyli nie chciałaś tego?
-Tak… Nie… To znaczy na początku tak, ale później go bliżej poznałam i… no… zakochałam się- westchnęłam- Co nie zmienia faktu, że wszystko zniszczyłam.
-Wybaczy Ci…
-Jasne- prychnęłam.
-Gdy pozna prawdę to Ci wybaczy- dosłyszałam w jego glosie pewność.
-Tylko, że on nie chce mnie słuchać.
-Spróbujesz jeszcze raz, a jak to nic nie da, to ja z nim pogadam.
-Dziękuję- wtuliłam się w niego. Nie miałam już siły udawać, potrzebowałam bliskości drugiego człowieka. Pogłaskał mnie po głowie i zapewniał, że nadal jestem dla Gregora ważna i że wszystko się ułoży.
Chwilę później z sali wyszedł lekarz, a my poderwaliśmy się z miejsc jak poparzeni.
-I co z nim?- zapytał Thomas.
-Jego stan jest stabilny. Pan Schlierenzauer jest przytomny. Zostawimy go jednak na obserwacji na dwa dni.- odpowiedział lekarz po angielsku z rosyjskim akcentem, także musiałam nieźle się natrudzić, żeby go zrozumieć.
-Ale możemy go zobaczyć?- zapytałam, kiedy rozszyfrowałam jego rosyjski-angielski. Doktor zastanowił się.
-Myślę, że nie będzie problemu.
Weszliśmy do sali, a pode mną nogi się uginały. Bałam się jego reakcji. Przez chwilę pomyślałam nawet co ja tu robię, ale Morgi dyskretnie popchnął mnie do przodu. Stanęłam przy jego łóżku, a on powoli przeniósł wzrok zza okna na mnie. I zrobiło mi się strasznie wstyd. Jego brązowe oczy, które tak kochałam, były przesiąknięte gniewem i wyrzutem. Tak jakby mówiły „To twoja wina, że tu leżę.” Patrzył na mnie, jakby nic między nami nie było, ale dostrzegłam w jego oczach jakiś błysk… jakąś iskierkę, której intencji nie mogłam rozszyfrować. Jego głos był jednak zimny.
-Co ty tu robisz?- zapytał, wpatrując się we mnie. Do oczu napłynęły mi łzy. „Nie! Nie będziesz znowu płakać, idiotko!”, krzyknęłam w myślach.
-Chciałam Cię przeprosić- starałam się, aby mój głos brzmiał pewnie, ale wiedziałam, że Gregor słyszy ile wysiłku muszę w to włożyć- Byłam… głupia. Myślałam… Myślałam…- znowu się popłakałam. Super. Opadłam na krzesło obok jego łóżka i ukryłam twarz w dłoniach. On słuchał. Dał mi się wypłakać. Nic nie mówił. Miałam świadomość, że gdzieś w drzwiach stoi Morgi i słyszy każde moje słowo, ale nie miałam nic przeciwko. Nabrałam do niego zaufania.
-Lizzie…- usłyszałam Gregora. Głos mu się trząsł- Idź stąd.
-Ale…- zaczęłam cicho.
-Proszę Cię, odejdź- powiedział trochę głośniej.
-Gregor!- zaprotestowałam dziwnym, piskliwym głosem.
-Zostaw mnie! Idź stąd!- krzyczał na mnie.
Zerwałam się z miejsca i mijając Morgiego, zalałam się łzami. Usiadłam na ławce przed szpitalem i płakałam.

Gregor

Czułem się, jakby ktoś wbijał mi miliony szpileczek w serce. Widziałem jej łzy, chciałem ją pocieszyć, ale rozum mi to uniemożliwiał i wciąż wołał, że zasłużyła i nie powinienem mieć wyrzutów sumienia.
-Jesteś idiotą- usłyszałem głos Morgiego, który wciąż stał w drzwiach.
-A to niby czemu?- podniosłem lekko głowę.
-Nie widzisz, jak ona cierpi?!- znalazła się Matka Teresa w postaci Thomasa.
-Zasłużyła! Zniszczyła mnie w oczach wielu ludzi!- ryknąłem do niego.
-A wysłuchałeś jej do końca?
-Nie, bo po co?
-Więc nie znasz całej prawdy!
-A po co ją znać?
-Żeby ją zrozumieć!- wydarł się. Może i miał rację, ale nie chciałem o tym słuchać.
-Daj mi spokój.
-Czyli masz ją w dupie…- rzucił i wyszedł z sali. Poczułem się, jakbym dostał w twarz od najlepszego kumpla. Zostawił mnie z natłokiem myśli i czy chciałem czy nie, zacząłem się zastanawiać nad jego słowami.




Kolejny rozdział zostawiamy Wam ;* Dziękujemy bardzo za pozytywne komentarze. Bardzo się cieszymy, że mamy coraz więcej czytelniczek. I mamy prośbę: jeśli coś Wam się tu nie podoba- prosimy o informację w komentarzach. Z góry dzięki :)
Pozdrowienia, Milka i Molly <333


piątek, 13 czerwca 2014

 Rozdział 8
„Shattered”
Gregor
“And this day’s ending,
Is the proof of time killing all the faith I know,
Knowing the proof is all I hold”

Obudziły mnie krzyki dochodzące z korytarza. Rozpoznałem głosy trenera i mojego współlokatora. Zdziwiło mnie to, bo Thomas raczej dogadywał się z trenerem i nie sprzeciwiał mu się. Wziąłem tabletki, leżące na stoliku i wyszedłem na korytarz. Pointner uciął w pół słowa i odszedł, a Thomas patrzył na mnie jakoś dziwnie…
-Co jest?- zapytałem.
-Yyy… Nic- odpowiedział, ale wiem, że skłamał.
-O co mu znów chodziło?
-Nie ważne- odpowiedział i wszedł do pokoju. Już miałem wchodzić za nim, gdy kątem oka dostrzegłem gazety leżące na korytarzowym stoliku. Było to dziwne, bo trener nie pozwala nam czytać prasy w trakcie zawodów, już  nie mówiąc o igrzyskach. Najgorsze było to, że na okładce zauważyłem swoje zdjęcie z wielkim nagłówkiem „Co ma na sumieniu Gregor Schlierenzauer?”. Przez ułamek sekundy zastanawiałem się czy psuć sobie humor czytając to, ale stwierdziłem, że powinienem wiedzieć co o mnie piszą. Porwałem jeden egzemplarz i usiadłem na krześle w naszym pokoju hotelowym. Morgi brał prysznic, więc nie powinien mi przeszkadzać. Otworzyłem gazetę na odpowiedniej stronie i zacząłem czytać:

„Gregor Schlierenzauer (l.24), czyli jeden z atrakcyjniejszych skoczków narciarskich, reprezentant Austrii, wydaje się być wzorem do naśladowania dla młodych sportowców. Ale czy tak jest naprawdę? Czy matki naprawdę chcą, aby ich dzieci podążały tą samą drogą, co „Schlieri”?
Oto odpowiedź na to pytanie:
Głuchy na jedno ucho astmatyk może być z pozoru miłym człowiekiem, ale w takim razie jak wytłumaczyć fakt ataku słownego na naszą reporterkę, podczas pierwszego dnia jego pobytu w Soczi? Muszą też państwo wiedzieć, że Schlierenzauer nie ma czystego sumienia.
„Przez niego nie żyje moja córka!”- mówi nam Alexander Pointner, trener austriackiej kadry w skokach narciarskich. Przeanalizowaliśmy to i ustaliliśmy, że Pointner mówi prawdę. Po wielu latach okazuje się, że córka trenera Austriaków, była w związku z Gregorem Schlierenzauerem. Po dwóch latach skoczek postanowił bezceremonialnie zerwać z dziewczyną. Panna Pointner, załamana po rozstaniu postanowiła odebrać sobie życie. Smutna historia, która wstrząsnęła rodziną Pointner, podobno przeszła przez życie Gregora niezauważona.
Więc, czy ten nieczuły i niewychowany Austriak MOŻE BYĆ wzorem dla dzieci? Mam nadzieję, że odpowiedzieliśmy na to pytanie.”

Kiedy skończyłem, miałem łzy w oczach. Wszystkie wspomnienia wróciły, wszystko to, o czym chciałem zapomnieć. Smutek ustąpił miejsca złości, gdy uświadomiłem sobie kto to napisał. Upuściłem szmatławiec i wplotłem palce we włosy. Po moim policzku spłynęła słona łza. Już wiedziałem co zepsuła, czemu była smutna. Zniszczyła nas. Po prostu rozwaliła to, co nas łączyło. Ten artykuł był jak nożyczki, które przecięły łączącą nas nić. W tym momencie ktoś położył mi rękę na ramieniu. Odwróciłem się i ujrzałem Thomasa.
-Nie chciałem, żebyś to zobaczył- powiedział- Szczególnie dlatego, że wiem, że Lizzie nie jest Ci obojętna.
Westchnąłem ciężko, próbując opanować wściekłość, która powoli mnie ogarniała. „Przestań, nie zrobisz jej przykrości”, pomyślałem. „Kochasz ją”
Nie odpowiedziałem mu. Po prostu wstałem i wyszedłem z pokoju. Napisałem również szybkiego SMSa do Lizzie:

Możemy się spotkać pod moim hotelem?

Odpisała krótkie „Ok. J”. Jeszcze bardziej się wściekłem, kiedy zobaczyłem uśmiechniętą buźkę. Nie wiedziałem dlaczego tak mnie to zdenerwowało. Po prostu poczułem wściekłość. Wyszedłem na zewnątrz i oparłem się o ścianę i oddychając głęboko świeżym powietrzem. Powoli się uspokajałem… No, ale wtedy pojawiła się ona i całe zdenerwowanie wróciło. Lizzie zatrzymała się gwałtownie, widząc moją morderczą minę.
-Coś się stało?- zapytała, podchodząc do mnie powoli. Parsknąłem.
-Niezły artykuł- powiedziałem z goryczą.
Brunetka nagle zbladła, a jej oczy znowu zaszkliły się łzami. Coś ukłuło mnie w serce. „Czy na pewno chcesz, żeby ona płakała?” zapytało moje wspaniałe sumienie. Rozum krzyczał „Niech płacze, zasłużyła”, za to serce rozrywało się na strzępy, z każdą jej łzą coraz bardziej krwawiło.
-Gregor… ty nie rozumiesz…- powiedziała, a ja wybuchłem. Cały mój żal, smutek i wściekłość znalazły ujście i wpiły się w na tej małej, ślicznej istotce.
-NIE ROZUMIEM!?- ryknąłem, a Lizzie skuliła się.- wykorzystałaś mnie…- powiedziałem już ciszej, pozwalając, by głos mi się trząsł.- Myślałem, że mnie kochasz, że Ci na mnie zależy.
-Bo zależy!- krzyknęła łamiącym się głosem- Ty nie znasz… Nie wiesz, co się stało!
-Nie chcę wiedzieć. Po prostu nie chcę, Lizzie…

-Gregor- powiedziała moje imię z takim uczuciem, że moje krwawiące serce znów się odezwało. Ale nie odwróciłem się. Wróciłem do hotelu, zostawiając ją… Smutną, płaczącą. Samą…



No to się porobiło :) Mamy nadzieję, że trochę Was zaskoczyłyśmy i będziecie oczekiwać dalszego rozwoju akcji.
Całusy, Milka i Molly ;*