piątek, 15 sierpnia 2014

Rozdział 17
„Magic”
Gregor
“Call it magic, Call it true.
I call it magic, when I’m with you”


Obudziłem się po 10.00. wziąłem szybki prysznic i zszedłem do kuchni. Lizzie jeszcze spała, ale nie miałem serca jej budzić. Usmażyłem naleśniki, pokroiłem do nich owoce i polałem czekoladą. Postawiłem śniadanie na tacy i ruszyłem w kierunku sypialni.
-Dzień dobry, kochanie- obudziłem ją i złożyłam na jej ustach delikatny pocałunek.- Śniadanie do łóżka dla mojej księżniczki- postawiłem tacę obok niej.
-Dziękuję- uśmiechnęła się tym swoim pięknym uśmiechem.- Ale musisz mi pomóc to wszystko zjeść.
Siedzieliśmy sobie i jedliśmy, gawędząc o różnych rzeczach. Jeden temat trapił mnie już od jakiegoś czasu, ale nie wiedziałam od czego zacząć.
-Lizzie?- mruknąłem, patrząc jej w oczy.
-Tak?
-Zrobisz coś dla mnie?- zapytałem, a ona momentalnie spoważniała.
-Wszystko- odpowiedziała spokojnie.
-Zapiszę Cię do psychologa, ok?- zauważyłem ulgę w jej oczach. Pokiwała tylko twierdząco głową. Dokończyliśmy posiłek i zaczęliśmy się zbierać na obiad do moich rodziców. Stresowałem się chyba bardziej niż Lizzie. Ubrałem dżinsy i koszulkę z krótkim rękawem. Kątem oka zauważyłem, jak Lizzie skrupulatnie zakrywa materiałem bluzki opatrunek na ręce…
O 13.00 wyszliśmy z domu i ruszyliśmy w stronę miejsca zamieszkania moich rodziców.
-Gotowa?- zapytałem, stojąc przed ciemnymi drzwiami.
-Nie- odpowiedziała, a ja uśmiechnąłem się do niej.
-Będzie dobrze, zobaczysz- pocałowałem ją w czoło i zapukałem do drzwi. Nie musieliśmy długo czekać. Otworzyła nam Gloria, która od razu uwiesiła mi się na szyi. Przedstawiłem mojej siostrze Lizzie, która chyba od razu ją polubiła. Weszliśmy do przestronnego holu, gdzie już czekali moi rodzice i Lukas.
-Jesteśmy z Ciebie tacy dumni- powiedział mama, przytulając się do mnie. Jak zawsze w takich momentach, rozpłakała się. Z tatą tylko przybiłem „piątkę”. Kocham go bardzo, ale jakoś nie umiem znaleźć z nim wspólnego języka.
-Mamo, tato, to jest moja dziewczyna Lizzie, Skarbie to moja mama Andżelika i tata Paul- przedstawiłem ich.
-Dzień dobry- przywitała się lekko nieśmiało Lizzie.
Po wszystkich stresujących formułkach, zasiedliśmy do stołu. Zauważyłem, że rodzice podeszli do naszego związku raczej sceptycznie. Nie to co Gloria i Lukas, od których biła chęć poznania Lizzie jak najlepiej. Wiem, że po moich zawirowaniach z dziewczynami będzie mi trudno przekonać rodziców, że Lizzie jest tą jedyną, ale byłem w stanie zrobić wszystko, aby w pełni ją zaakceptowali.
-To jak się poznaliście?- zapytała mama, kiedy kończyliśmy jeść deser. Popatrzyłem na Lizzie, która lekko się uśmiechnęła i zacząłem wyjaśniać:
-To… dość śmieszna historia… Wpadliśmy na siebie w wiosce olimpijskiej i trochę na nią nakrzyczałem- zaśmiałem się cicho i pocałowałem Lizzie w policzek.- A później tak jakoś wyszło, że zostaliśmy parą.
-A czym się zajmujesz?- zapytała ponownie mama, zwracając się do Lizzie.
-Jestem dziennikarką- odpowiedziała moja dziewczyna. Myślałem, że pytania typu „Skąd jesteś?”, „Dlaczego wyjechałaś?” się nie skończą, ale mama w końcu uśmiechnęła się i zamilkła.
Wiem jakie w Austrii panują stereotypy o Polakach, ale Lizzie nie pasuje do żadnego z nich i miałem nadzieję, że rodzice też tak myślą.
Po posiłku moja dziewczyna z Glorią zaczęły ze sobą rozmawiać, a ja pomogłem mamie w kuchni zmywać naczynia.
-Kochasz ją?- zapytała mnie moja rodzicielka.
-Tak, mamo. Czuję, że jest tą właściwą- odpowiedziałem szczerze, patrząc jej w oczy.
-Dawno nie widziałam Cię tak szczęśliwego. Cieszę się- przytuliła mnie mocno.
-Ja też się cieszę- odpowiedziałem, trzymając ją w ramionach.
-Może w czymś pomóc?- usłyszałem za plecami głos Lizzie, kiedy odstawiałem do szafki ostatnią szklankę.
-Nie, nie, Słoneczko, jesteś tutaj gościem- odpowiedziała mama.- Zresztą już skończyliśmy- uśmiechnęła się i miałem nadzieję, że to  szczery uśmiech.
Chwilę później siedzieliśmy już wszyscy w salonie, przeglądając zdjęcia z mojego dzieciństwa. Lizzie nie mogła się nadziwić, że byłem takim słodkim dzieckiem, a mama opowiadała zabawne historie związane w każdą fotografią. Na jednej z nich byłem ubrany w różową suknię, ze spinkami we włosach i czerwoną szminką na ustach.
-Zostawiliśmy ich samych na pięć minut. Gloria miała niezły ubaw- powiedziała mama, pokazując zdjęcie Lizzie. Moja rodzicielka uśmiechnęła się z sentymentem do tych ulotnych chwil, kiedy byłem dzieckiem. A później zacząłem skakać. Przez to bardzo szybko dorosłem. Byłem ciekaw, czy wie, że zawsze będę jej potrzebował.
Mój tata od jakiegoś czasu szukał czegoś między płytami. Wreszcie znalazł płytkę z moim pierwszym skokiem.
-O nie, tato, nie ośmieszaj mnie- powiedziałem, śmiejąc się. Za chwilę na ekranie pojawiłem się mały ja na prowizorycznej skoczni. Wybiłem się, ale nie ustawiłem nart w pozycji „V” i upadłem na bulę.
-Trzeba powiedzieć, że od razu było widać jego talent- zaśmiał się tata.
-Nie bała się pani puszczać go na skocznię?- Lizzie zwróciła się do mojej mamy.
-Nie miałam innego wyjścia. Gregor i tak by poszedł, bo jest uparty- odpowiedziała z uśmiechem na ustach moja rodzicielka.
-Kiedy ja byłam mała, poszłam na trening z Kamilem Stochem i zachciało mi się skoczyć. Wylądowałam na buli i się połamałam. Po tym mama skutecznie wybiła mi z głowy karierę skoczka. Pamiętam, że byłam na nią trochę zła, bo chciałam być jak Małysz- opowiedziała Lizzie. Wszyscy wybuchliśmy śmiechem. Około 18.00 wróciliśmy do domu. Było już ciemno, świeciły tylko uliczne latarnie. Śnieg leniwie prószył. Objąłem Lizzie i pocałowałem jej malinowe usta.
-Jak myślisz, polubili mnie?- zapytała Lizzie.

-No jasne- odpowiedziałem, a ona przytuliła się do mnie.- Kocham Cię- szepnąłem i ruszyliśmy w stronę teraz już naszego domu.



-------------------------------
Przepraszamy Was ;/// To na górze jest tak obleśnie słodkie, że nie możemy uwierzyć, że napisałyśmy coś takiego... ale to już nie potrwa długo :)
Mamy nadzieję, że mimo tych słodkości będziecie z nami ;)
Całusy, Milka i Molly :***

piątek, 8 sierpnia 2014

Rozdział 16
,,Coming home"
Lizzie
,,I'm coming home,
I'm coming home,
tell the world I'm coming home"

Obudziła mnie cicha kłótnia, która rozgrywała się między dwoma znajomymi głosami.
-Musisz ją obudzić.
-Nie mogę! Odpoczywa.
-Ale dzisiaj wyjeżdżamy.
-Nie będę jej budził!
-Nie ma potrzeby- mruknęłam cicho, otwierając oczy. Pierwsze co zobaczyłam, to zatroskany wzrok Gregora. Był blady i miał wory pod oczami. Spojrzałam na Morgiego, który nie wyglądał lepiej.
-Czy wy w ogóle spaliście?- zapytałam, pocierając zabandażowaną rękę. Schlieri spojrzał na mnie przepraszająco.
-Nie mogłem zasnąć- odparł cicho. Przewróciłam oczami.
-Czy dobrze słyszałam, że dzisiaj żegnamy się z Soczi?- zapytałam z bladym uśmiechem.
-Tak- odparł Morgi.- Dzisiaj przylatuje po nas prywatny samolot.
-Czekaj... po całą reprezentację?- poczułam lekki strach, kiedy się o to pytałam. Podciągnęłam kolana pod brodę i oplotłam je ramionami.
-No tak- odpowiedział Thomas, a w moich oczach pojawiły się łzy. Czyli ON też tam będzie. Gregor chyba zrozumiał, o co mi chodzi, bo objął mnie ramieniem.
-Spokojnie- szepnął.- Nie pozwolę, żeby coś Ci się stało.
-Nie rozumiesz- szlochałam.-Ja... nie zniosę tego. Nie zniosę tego człowieka w jednym samolocie. Nie dam rady.
-Lizzie, kochanie- Gregor ujął moją twarz w dłonie, zmuszając, żebym na niego spojrzała.- Wybacz mi. Naprawdę nie mamy innego wyjścia.- spojrzałam w jego pełne determinacji oczy i zrozumiałam, że on nigdy, przenigdy nie pozwoli, aby coś mi się stało. Ufałam mu. Przytuliłam się do niego i niemal niesłyszalnie wymruczałam zgodę. Poczułam, jak Gregor oddycha z ulgą. Bał się, że się nie zgodzę.

XXX

Cały dzień zleciał mi na pakowaniu. Około południa wpadli Kamil i Ewa, żeby zobaczyć jak się czuję. Padłam im  ramiona i dziękowałam za pomoc. Ewka wymusiłam na mnie przysięgę, że już nigdy nie zrobię czegoś tak głupiego. Oczywiście dałam jej słowo harcerza, po czym państwo Stoch opuścili pokój Schlierenzauera i Morgensterna.
O 16.30 do naszych drzwi zapukał Michi Hayboeck, który oznajmił, że wyjeżdżamy. W moim żołądku zakwitła duża kula nerwów. Nie byłam jeszcze gotowa na konfrontację. Na całe szczęście Piontner nie zwracał na mnie najmniejszej uwagi. Mimo jego braku zainteresowania, czułam się strasznie. Mój strach osiągnął apogeum. Nigdy w życiu tak się nie bałam. Pomimo tego, że wiedziałem, że Gregor nie pozwoli Alexowi się do mnie zbliżyć czułam jak wzbiera we mnie panika.
W samolocie Red Bulla usiadłam jak najdalej od sztabu szkoleniowego. Nieustanne żarty i opowiastki chłopaków sprawiły, że poczułam się o niebo lepiej. Potrafili mnie rozweselić, a fakt, że Schlieri siedzi obok i trzyma mnie za rękę był niesamowicie pomocny. Gdy w końcu dotarliśmy na lotnisko w Innsbrucku, pożegnaliśmy się szybko z chłopakami i wysiedliśmy z Gregorem z samolotu. Mój chłopak wziął nasze walizki i ruszyliśmy w stronę parkingu. Austriak wskazał białe Audi i opartego o nie młodego chłopaka. Nie mógł mieć więcej niż 20 lat, brązowe włosy sterczały mu we wszystkie strony, a na twarzy widniał kropla w kroplę ten sam uśmiech, co u Gregora.
-Cześć, braciszku- skoczek uściskał go.- Lukas to jest moja dziewczyna Lizzie, Lizzie to mój brat Lukas.- przedstawił nas i utonęłam w uścisku młodego Schlierenzauera. Wsiedliśmy do samochodu. Bracia usiedli z przodu, a ja patrzyłam przez okno na widoki Innsbrucka i okolic. Zastanawiałam się, jak teraz będzie wyglądać moje życie. Czy nowe miejsce oznacza nowy początek? Uśmiechnęłam się mimowolnie, gdy usłyszałam w głowie głos Gregora:,, To jest moja dziewczyna Lizzie". Dopiero teraz uświadomiłam sobie, że miliony dziewczyn chciałyby być na moim miejscu. Miałam przy sobie prawdziwy skarb.
Lukas zatrzymał samochód przed ogromną willą. Ogród był pokryty grubą warstwą śniegu, ale ścieżka do drzwi była dokładnie odśnieżona.
-Podwieźć Cię do domu?- zapytał Gregor Lukasa.
-Przejdę się, to tylko 100 metrów- odpowiedział.- Byłbym zapomniał, rodzice zapraszają Was jutro na obiad.- oznajmił i odszedł w stronę swojego rodzinnego domu.
-Ty tu mieszkasz?- zapytałam Gregora, nadal zszokowana.
-Ładny domek, prawda?- uśmiechnął się, całując mnie w policzek. Wziął nasze bagaże i weszliśmy do środka.
W małym przedpokoju Gregor zabrał mój płaszcz i powiesił go w pokoju po mojej prawej, czyli jak podejrzewam, w garderobie. Gestem ręki zaprosił mnie dalej. Moim oczom ukazał się duży, jasny salon. Na kremowych ścianach wisiało mnóstwo zdjęć. Okna wyglądały na piękny ogród. Salonowe meble były barwy śniegu, a na podłodze leżał mięciutki dywan. Na ścianie był powieszony plazmowy telewizor, do kompletu z kinem domowym.
Okręciłam się wokół własnej osi, podziwiając pomieszczenie, gdy ujrzałam parę drzwi. Zajrzałam za pierwsze z nich i zobaczyłam całkiem sporą kuchnię, utrzymaną w raczej zimnych kolorach. To zdecydowanie nie było moje królestwo, więc szybko się wycofałam. Już chciałam ruszyć w stronę drugich drzwi, ale zreflektowałam się. Przecież to nie jest mój dom. Spojrzałam na Gregora, który z rozbawieniem mnie obserwował.
-Mogę pobiegać Ci trochę po domu?- zapytałam. Schlieri zaśmiał się cicho.
-Czuj się, jak u siebie- powiedział. Wzięłam to sobie do serca, bo po chwili biegłam na górę po schodach, które okazały się być za drugimi drzwiami. Pchnęłam pierwsze drzwi po lewej i znalazłam się w malutkim przedpokoju. Na ścianach wisiały zdjęcia. Gregor był tam z Morgim, Lukasem i, jak podejrzewam, ze swoimi rodzicami. Było tam też mnóstwo fotografii, na których Gregor stał na podium. Uśmiechnęłam się pod nosem. Odwróciłam się na pięcie i ruszyłam w kierunku kolejnego wejścia. Znajdowałam się w dużej sypialni. Ściany były w kolorze jasnego błękitu, a dębowe meble miały ciemny odcień. Nad dużym, dwuosobowym łóżkiem wisiało zdjęcie Alp. Zagapiłam się na nie i drgnęłam, kiedy Gregor objął mnie w pasie od tyłu.
-Podoba Ci się?- wymruczał mi do ucha, a ja kiwnęłam lekko głową. Obrócił mnie w swoim kierunku i pocałował namiętnie. Oddałam mu pocałunek, a kiedy ten się skończył, przytuliłam się do niego.
-Chodź, pokażę Ci coś jeszcze- powiedział po chwili i poszliśmy z powrotem na schody. Pociągnął mnie jeszcze wyżej. Weszliśmy do podobnego przedpokoiku, jaki znajdował się niżej. Tutaj jednak nie wisiały żadne zdjęcia. Weszliśmy do dużego, ciemnego pomieszczenia. W mroku widziałam tylko przepełnionego dumą oczy Gregora, który wyciągnął rękę i nacisnął włącznik światła. Uderzyła mnie ilość pucharów i medali znajdujących się w tym pomieszczeniu. Były tam też narty, od zupełnie dziecięcych do tych, które nie mogły mieć więcej niż rok. Przechadzałam się po pokoju, obserwując trofea. Zatrzymałam się przy trzech medalach z Vancouver i lekko ich dotknęłam. Ile te trzy niepozorne rzeczy musiały kosztować Gregora potu, łez i treningów. Wiedziałam, że nie był zadowolony ze swojego występu na igrzyskach, ale patrząc na zawartość tego pomieszczenia, miałam wrażenie, że nie ma powodu być zawiedzionym. Do tej pory nie zdawałam sobie sprawy, że człowiek od maleńkości może osiągnąć tak dużo. A jednak może. Mój Gregor dał radę zapełnić tak spektakularnymi rzeczami tak duży pokój, a miałam wrażenie, że będzie tego o wiele więcej. Podszedłam do niego i przytuliłam go.
-Dokonałeś niesamowitych rzeczy- powiedziałam. Gregor westchnął.
-Zawsze mogłoby być tego więcej- mruknął. Spojrzałam na niego z niedowierzaniem.
-Żartujesz? Dla mnie niewiarygodne jest, żeby jedna osoba zdobyła tyle pucharów. Jesteś niesamowity i robisz niesamowite rzeczy, Gregor- powiedziałam. Schlierenzauer spojrzała na mnie z wdzięcznością. Cieszyłam się, że wie, że go doceniam. Wspięłam się na palce i delikatnie go pocałowałam.
-Jestem zmęczona- mruknęłam, wtulając się w niego.-Możemy już iść spać?

-Jasne, skarbie- uśmiechnął się lekko. Wróciłam do sypialni, obok której znajdowała się przestronna łazienka z olbrzymią wanną. Wykąpałam się szybko, ubrałam w jakąś starą bluzkę i wróciłam do pokoju. Ułożyłam się na łóżku i nie czekając, aż Gregor dołączy do mnie, zasnęłam.




----------------------------------------
Szesnastkę składamy na Wasze ręce :) Będzie teraz kilka rozdziałów z cyklu "niech się sobą nacieszą, póki mogą" xD Piszcie, jak Wam się podoba. Każda opinia uskrzydla. Nie bójcie się też nas za coś zganić! 
Pozdrawiamy, Milka i Molly :***

piątek, 1 sierpnia 2014

Rozdział 15
,,Little Party Never Killed Nobody"
Lizzie
,,A little party never killed nobody,
So we gon' dance until we drop.
A little party never killed nobody,
Right here, right now’s all we got."

Wystroiłam się w moją nową sukienkę i buty, włosy zostawiłam rozpuszczone i nałożyłam lekki makijaż. Gdy wyszłam z łazienki Gregor i Thomas już byli gotowi w swoich garniturach. Musiałam przyznać, że wyglądali bardzo seksownie.
-Wyglądasz pięknie- mój chłopak podszedł do mnie i pocałował.
Taksówka zawiozła nas pod salę, gdzie było już pełno skoczków i ich partnerek. W tle leciał jakiś spokojny jazz.
-Na początku będą przynudzać, później będzie już luz- szepnął mi do ucha Gregor, widząc moją skrzywioną minę.
Na scenę po kolei wchodzili trenerzy i dziękowali swoim podopiecznym. Walter Hofer wygłosił podziękowania za sprawiedliwą walkę. Bezcenne były znaczące spojrzenia skoczków. Kiedy skończył swoją przemowę, na salę weszli kelnerzy i kelnerki z jedzeniem i napojami alkoholowymi. Wypiliśmy z Gregorem po drinku i ruszyliśmy na parkiet. DJ puszczał aktualne hity i piosenki, których po prostu nie mogło zabraknąć. Gdzieś na sali szalał Tom Hilde w różowym garniturze. Gregor trzymał mnie mocno w pasie, jakby się bał, że gdzieś ucieknę. Na początku może i tak było, ale teraz atmosfera się rozluźniła. Wszyscy szaleli w rytm muzyki, a alkohol lał się strumieniami. Nie sądziłam, że ktokolwiek może mieć tak mocną głowę jak Piotrek Żyła.
Wirowałam na parkiecie, a moje ciało chyba zapomniało, że jestem niesamowitą niezdarą. Nagle Gregor uśmiechnął się i obrócił mną tak, że znalazłam się w ramionach innego skoczka. Spojrzałam na niego ze zdziwieniem, ale zaraz moją twarz rozjaśnił uśmiech, bo zobaczyłam Kamila. Kątem oka ujrzałam, że Gregor tańczy z Ewką.
-Myślałem, że nie tańczysz- Kamil starał się przekrzyczeć muzykę.
-Bo nie tańczę!- odpowiedziałam, śmiejąc się.
Podwójny Mistrz Olimpijski przewrócił oczami. Tańczyliśmy jeszcze chwilę, po czym usiedliśmy przy stoliku. Sekundę później pojawili się Gregor z Ewą. Oboje byli zdyszani i spoceni. Mój chłopak usiadł obok mnie i objął ramieniem.
-Widzę, że Ewa nieźle Cię wykończyła- mruknęłam.
-Nigdy więcej- wydyszał. Wszyscy wybuchli szczerym śmiechem.
Zatraciliśmy się na chwilę w rozmowie zakrapianej alkoholem. Wtem dołączył do nas ,,lekko" podpity Morgi. Zataczał się dosyć poważnie i byłby upadł, gdyby chłopaki nie pociągnęli go na siedzenie. Nagle Kamil zerwał się z miejsca, porywając Ewkę za ręce i ruszył w kierunku parkietu.

Gregor

Godzinę później ludzie na sali powoli zaczynali się słaniać. Morgi siedział koło mnie i bełkotał coś pod nosem. Chwilę później zwalił się na stół i po prostu zasnął. Lizzie zaniosła się śmiechem, a ja pomyślałem, że nigdy nie doprowadzę się do takiego stanu. Wtedy do naszego stolika podszedł Pointner. Myślałem, że chce ochrzanić Morgiego, ale zauważyłem, że sam jest już nieźle podpity. Wyciągnął rękę w stronę Lizzie i zapytał:
-Możemy zatańczyć?- dziewczyna spojrzała na mnie z lekki przerażeniem w oczach. Chciałem już odesłać trenera do jakiejś innej laluni, ale on złapał Lizzie i pociągnął w stronę parkietu. Moja mina musiała wyglądać zabójczo. Westchnąłem głęboko i obserwowałem ich poczynania na parkiecie, ale po chwili zniknęli w tłumie. No i zostałem sam, nie wliczając zlanego w trupa Morgensterna, który chrapał tak głośno, że nie zagłuszała go muzyka.
Niespodziewanie podszedł do mnie Tom Hilde, który nadal był ubrany w przerażająco różowy garnitur.
-Hej, stary! Czy to nie Twoją dziewczynę Pointner poprosił do tańca?- zapytał. Spojrzałem na niego z niepokojem.
-Tak, a co?- Tom kiwnął do mnie, na znak, że mam iść za nim. Podniosłem się z miejsca, zostawiając Thomasa samemu sobie i pobiegłem za Norwegiem. Scena, która ukazała się moim oczom była na tyle absurdalna, że musiałem się zatrzymać. Lizzie była przyciśnięta do ściany przez Alexa, który starał się ją pocałować... albo jeszcze gorzej. Moja dziewczyna próbowała się od niego uwolnić, ale nie było to łatwe, nawet jeśli pomagało jej w tym kilku skoczków. Spojrzałem zszokowany na Toma, który wydawał się być mniej więcej tak samo przerażony co ja. Wtedy usłyszałem krzyk Lizzie, który sprowadził mnie na ziemię. ,,Co ja tu jeszcze robię?" zbeształem się w myślach i ruszyłem w stronę mojego ,,wspaniałego" trenera. Położyłem rękę na jego ramieniu i z olbrzymią siłą obróciłem go w swoją stronę. Wtedy właśnie poczułem na swojej twarzy jego pięść. Zachwiałem się lekko, a moje zszokowanie osiągnęło apogeum. Lecz kiedy zobaczyłem, że z powrotem odwraca się w stronę Lizzie, zamroczyła mnie czysta wściekłość. W sekundę znalazłem się obok Lizzie, którą odepchnąłem prosto na Maćka Kota, który złapał ją i odprowadził. Ja za to zająłem się Pointnerem. Uderzyłem go pięścią w szczękę i od razu poprawiłem ciosem w brzuch. Zgiął się w pół i jęknął dosyć głośno. Przestraszyłem się trochę, że mogło mu się coś stać, ale nie żałowałem zadanych mu ciosów.
-Jeżeli jeszcze raz ją tkniesz, będzie gorzej- wycedziłem przez zaciśnięte zęby. Ktoś położył mi rękę na ramieniu i popchnął mnie w stronę, gdzie prawdopodobnie była teraz Lizzie. Kątem oka zobaczyłem, że to Kofler. Byłem nabuzowany adrenaliną i negatywnymi emocjami, ale kiedy zobaczyłem moją panią dziennikarz zalaną łzami, skuloną obok Maćka, który szeptał jej coś do ucha, poczułem tylko smutek, że musiała czegoś takiego doświadczyć. Podbiegłem tam i otoczyłem ją ramieniem. Była roztrzęsiona.
-Spokojnie, już dobrze- mruczałem jej do ucha.-Dopóki jesteś ze mną nikt Cię nie skrzywdzi.
Kot gdzieś się ulotnił, podobnie z resztą jak Kofi. Lizzie tylko pokiwała głową i wtuliła się we mnie, na nowo zalewając się łzami.

Lizzie
,,And I am feeling so small,
It was over my head,
I know nothing at all..."

Wszystkie kolory mi się rozmywały. Kręciło mi się w głowie i zupełnie nie wiedziałam co się dzieje, dopóki nie poczułam zimnej ściany na moich plecach i jego oddechu na szyi. Jego ręce błądziły niebezpiecznie nisko. Jak przez mgłę widziałam kilku skoczków, którzy chcieli mi pomóc, ale nie potrafili nic zdziałać. Nie wiedziałam skąd pojawił się przy mnie Gregor, ale chwilę później wylądowałam w objęciach Maćka. Zauważyłam jeszcze dziką furię na twarzy Gregora, gdy uderzył Pointnera w szczękę. Maciek odprowadził mnie na korytarz i posadził na ławce. Później pojawił się Gregor i otoczył mnie ramieniem.
-Spokojnie, już dobrze- szeptał.-Dopóki jesteś ze mną, nikt Cię nie skrzywdzi.
Chciałam mu odpowiedzieć, ale tylko się rozpłakałam. Gregor, widząc w jakim jestem stanie, wziął mnie do łazienki i otarł łzy.
-Nie płacz już, proszę- powiedział.
-Dotykał mnie tam, gdzie tylko ty możesz mnie dotykać- odpowiedziałam i wtuliłam się w jego ramiona.
-Obiecuję Ci, że następnym razem urwę mu łeb-zapewnił mnie Gregor. Sama nie wiem co teraz czułam. Wstyd? Obrzydzenie? Strach? Wciąż miałam przed oczami to straszne doświadczenie, wciąż czułam jego dłonie na moim ciele i pijacki oddech na szyi. Nie wiem jak długo tak staliśmy wtuleni w siebie, ale słuchając jego bicia serca powoli się uspokajałam. Jest tutaj ze mną, więc nic mi się nie stanie. Spojrzałam na twarz Gregora. Z rozciętej wargi ciekła mu po brodzie krew.
-Zranił Cię...-szepnęłam. Zmoczyłam chusteczkę i zmyłam czerwoną ciecz. Syknął cicho, gdy przyłożyłam mu ją do rany na wardze.-Wróćmy do hotelu-powiedziałam i wyszliśmy z budynku. Kroczyliśmy po ciemnych, zaśnieżonych ulicach, aż dotarliśmy do hotelu. Żadne z nas się nie odezwało, pogrążone we własnych myślach. Gdy tylko weszliśmy do pokoju, oznajmiłam, że idę wziąć prysznic i zniknęłam za drzwiami łazienki.

Gregor

Usiadłem na łóżku, gdy Lizzie weszła do łazienki. Byłem na siebie wściekły, że nie uchroniłem jej od tej sytuacji. Najgorsze było to, że nie wiedziałem jak jej pomóc. Zapewniałem ją, że będzie dobrze, ale sam do końca nie byłem tego pewny. Widziałem w jej oczach zagubienie, które rozbijało moje serce na kawałeczki.
Wziąłem do ręki telefon Lizzie i znalazłem numer Kamila Stocha.
-Halo?- odebrał po trzech sygnałach.
-Cześć Kamil, tu Gregor- przywitałem się.
-Gdzie wy jesteście? Jak Lizzie się czuje?- próbował przekrzyczeć nadal głośną muzykę.
-Jesteśmy w hotelu. Słuchaj Kamil, mam prośbę. Mógłbyś z Ewą do nas przyjechać? Może Ewa do niej dotrze.
-Jasne, stary, nie ma problemu- odpowiedział.
-Weźmiecie ze sobą Thomasa? On chyba nadal śpi przy stoliku.
-Spoko, będziemy za piętnaście minut- zapewnił i rozłączył się. Podszedłem pod drzwi łazienki skąd już jakiś czas nie dochodził szum wody.
-Lizzie?- zapukałem lekko w drzwi- Wszystko gra?- zapytałem, ale odpowiedziała mi tylko cisza. Poczułem ucisk w żołądku, gdy przypomniałem sobie, że rano zostawiłem na półce pod lustrem żyletkę. Zacząłem walić w drzwi i krzyczeć, ale nie słyszałem najcichszego głosu z drugiej strony. Poczułem na moich policzkach łzy, a krzyki stawały się coraz bardziej bezsilne. Gdy już nie miałem nadziei, usłyszałem dźwięk przekręcanego klucza. Wpadłem jak burza do pomieszczenia. Lizzie stała pośrodku łazienki. W jednej ręce trzymała żyletkę, druga była cała zakrwawiona. W jej oczach czaiło się przerażenie. Podbiegłem do niej w chwili, gdy zemdlała. Serce waliło mi jak oszalałe. Nie wybaczę sobie, jeśli ona zrobiła sobie coś poważnego. Ułożyłem ją na podłodze i otworzyłem okno. Nie potrafiłem sobie przypomnieć, co powinienem zrobić. Wziąłem ją za rękę i błagałem, żeby się obudziła.
Tak zastali mnie Ewa, Kamil i Thomas.
-Co się sta…- urwała żona Stocha, gdy zobaczyła krew płynącą z ręki Lizzie. Widocznie nie straciła głowy jak ja, bo uniosła jej lekko nogi i sprawdziła oddech.
-Dzwoniłeś na pogotowie?- zapytała, a ja popatrzyłem na nią, jakby spadła z kosmosu.
-Pogotowie…- palnąłem się w czoło. Mój mózg w najważniejszych momentach odmawiał posłuszeństwa. Ale wtedy poczułem, jak dłoń Lizzie lekko mnie ściska.
-Och, Gregor…- wyszeptała, a ja wziąłem ją w ramiona. Taką kruchą, słabą, przestraszoną. Pocałowałem jej czoło i zacząłem szeptać do ucha:
-Nigdy więcej mi tego nie rób, słyszysz? Oszalałbym, gdyby coś Ci się stało.
-Przepraszam…- powiedziała słabym głosem, a po jej policzkach popłynęły łzy.
-Gregor, przynieś mi apteczkę i zostaw nas same- rozkazała Ewa. Pocałowałem blade usta mojej dziewczyny i ułożyłem jej roztrzęsione ciało z powrotem na podłodze. Podałem pani Stoch apteczkę i wyszedłem z łazienki. Kamil i Thomas nerwowo przemierzali pokój. Popatrzyłem ze zdziwieniem na Morgiego.
-Kiedy opowiedział mi co się stało- mówiąc to wskazał na Kamila.- Od razu wytrzeźwiałem. Nie myślałem, że to tak się skończy.
Kilkanaście minut później, które dłużyły mi się w nieskończoność, drzwi łazienki uchyliły się i ukazał się w nich Ewa.
-Przenieś ją na łóżko, niech odpoczywa- zwróciła się do mnie, a ja posłusznie wykonałem polecenie. Kiedy Lizzie zasnęła, ukryłem twarz w dłoniach i pozwoliłem, aby moja słabość znalazła ujście. Ewa, Kamil i Thomas zaczęli mnie pocieszać. Kiedy tylko się uspokoiłem, mocno im podziękowałem. Chwilę później państwo Stoch udali się do siebie. Nie spałem całą noc, nie mógłbym zasnąć. Thomas siedział ze mną i swoim milczeniem dodawał mi otuchy. Powinienem być szczęśliwy, że mam wokół siebie tylu życzliwych ludzi. A przede wszystkim mam Lizzie, dla której mógłbym poświęcić wszystko.ąą





Ufff... to się porobiło... To był jak na razie najtrudniejszy rozdział jaki napisałyśmy. Łezka się w oku kręciła... Nadal jesteśmy w szoku, jak mogłyśmy im to zrobić ( w szczególności Lizzie), ale to była taka spontaniczna decyzja, a pomysł na bójkę z Pointnerem narodził się razem z pierwszymi rozdziałami. Trzymajcie się i piszcie, co sądzicie.
Do następnego, Milka i Molly :)

PS. Chcemy serdecznie Wam podziękować za komentarze!!! Jesteście wielkie, dajecie tyle motywacji do dalszej pracy. No po prostu jedno wielkie DZIĘKUJEMY! <333

sobota, 26 lipca 2014


Rozdział 14
„Something I need”
Gregor
“I know that we’re not the same,
but I’m so damn glad that we made it to this time”

Obudziłem się dosyć wcześnie, kiedy moja wspaniała dziewczyna jeszcze spała. Lizzie od wczoraj jest prawowitym lokatorem mojego pokoju. Morgi przyjął to z wielkim entuzjazmem, co trochę mnie zdziwiło. Musieli bardzo się zbliżyć, kiedy ja byłem cholernym dupkiem.
Obróciłem się na bok i spojrzałem na Lizzie. Wyglądała tak niewinnie, kiedy spała. Mógłbym tak leżeć i patrzeć się na nią cały dzień. Ale ona drgnęła, kiedy tylko ktoś zaczął walić w drzwi. Na sąsiednim łóżku Thomas gwałtownie wyprostował się.
-Kto tak się dobija?- mruknął, trąc oczy.
-Nie wiem- odpowiedziałem, a jako że byłem najbardziej rozbudzony, wstałem i otworzyłem drzwi. Moim oczom ukazał się nieznany mi wcześniej sportowiec. Młody Austriak wydawał się być lekko zdziwiony moim nieogarniętym wyglądem, ale jego mina od razu przybrała miły wyraz. Przynajmniej stwarzał pozory.
-Co jest?- zapytałem zaspanym głosem.
-Kazano mi przekazać, że dzisiaj o 20.00 odbędzie się impreza dla skoczków na zakończenie zmagań w Soczi- odpowiedział bardzo oficjalnym tonem.
-Obowiązkowo?- wydarł się za moimi plecami Morgi.
-Dobrze by było, gdyby wszyscy przyszli- odparł chłopak. Przewróciłem oczami, a Morgi jęknął i zwalił się z powrotem na łóżko.
-Dobra, dzięki- powiedziałem do chłopca i zamknąłem drzwi. Usiadłem na moim łóżku i uśmiechnąłem się do Lizzie.
-Chcesz iść na imprezę?- zapytałem, a jej twarz rozjaśnił lekki uśmiech.
-Jasne- powiedziała, ale po chwili mina jej zrzedła- Tyle, że nie mam żadnej sukienki.
Zaśmiałem się i pocałowałem ją w czoło.
-To żaden problem.- mruknąłem- Tutaj jest mnóstwo sklepów.
-Super- powiedziała Lizzie, spoglądając na zegar, który wskazywał nieludzko wczesną godzinę.- Ale na razie idę jeszcze spać.
Przekręciła się na drugi bok i po chwili spała smacznie. Na drugim łóżku Morgi zachrapał potężnie. Zaśmiałem się cicho i położyłem obok brunetki, obejmując ją w pasie.

XXX

Kiedy tylko porządnie się wyspaliśmy, wyciągnąłem Lizzie z hotelu i udaliśmy się na zakupy. Przez tą dziewczynę zapomniałem, jak bardzo tego nie lubię, no ale cóż. Moja ukochana chodziła od sklepu do sklepu, przerzucając po kolei wszystkie sukienki, omawiając szczegółowo ich wady: ,, Okropny kolor, za długa, za krótka, za dużo haftów, za bardzo asymetryczna..." Kocham ją, ale w życiu jej nie zrozumiem. Podczas gdy ona szukała właściwej sukienki, ja rozglądałem się po okolicy. Widziałem całe mnóstwo sportowców, w większości skoczków, których partnerki życiowe miały dokładnie takie same problemy, jak Lizzie. Zdziwiłem się trochę, że żadna z nich nie pomyślała o tym, żeby zabrać sukienkę. A może to był po prostu pretekst, żeby kupić nową?
Nagle ktoś pociągnął mnie za rękaw. Obróciłem się i zobaczyłem moją brunetkę trzymającą w ręce jakąś błękitną tkaninę.
-Idę przymierzyć- powiedziała, machając mi sukienką przed nosem. Uśmiechnąłem się z ulgą.
-Nareszcie- mruknąłem.
-Hej! To, że idę przymierzyć, wcale nie oznacza, że ją kupię.- oznajmiła z uśmiechem.
-No dobra, dobra- powiedziałem, odwracając ją w stronę przymierzalni- Idź.
Ja za to usiadłem na pobliskim krzesełku i czekałem. Fakt, że krzesełko nie było zbyt wygodne, a pobyt Lizzie w przebieralni zdecydowanie się przedłużał, sprawiły, że cierpliwość wyczerpała się zdecydowanie szybciej niż powinna. Ale powiem, że warto było czekać.
Kiedy zasłonki się rozsunęły, zobaczyłem moją dziewczynę, ubraną w błękitną sukienkę nad kolana. Tkanina była zwiewna i lekka, co sprawiało wrażenie, że Lizzie unosi się nad ziemią.
-I co?- zapytała, ale ja nie byłem w stanie nic powiedzieć. Gdy w końcu wziąłem się w garść, zdołałem wydukać tylko:
-Wyglądasz... pięknie- Lizzie przewróciła oczami.
-Powiedziałbyś tak nawet wtedy, gdybym wyszła w firance. Nie wydaje Ci się, że to gryzie się z moimi oczami?
-Nic się z niczym nie gryzie- zapewniłem ją. Podszedłem do niej i pocałowałem lekko w usta.- Wyglądasz po prostu wspaniale.
Dziewczyna zarumieniła się lekko, po czym weszła z powrotem do przymierzalni, aby przebrać się w swoje normalne ciuchy.
Po zakupie sukienki, Lizzie przeniosła swoją uwagę na buty. Postanowiłem wziąć sprawy w swoje ręce i wskazałem ręką na czarne szpilki. Lizzie przyjrzała się im i po przymiarce ruszyła w stronę kasy. Odetchnąłem z ulgą, że przynajmniej to poszło w miarę szybko.

Na początku chciałybyśmy Was przeprosić za nieopublikowanie rozdziału wczoraj, ale brak czasu i lekka skleroza wzięły górę :)
Jak zawsze mamy nadzieję, że rozdział się spodoba C:
Całuski, Milka i Molly :***

piątek, 18 lipca 2014


Rozdział 13
„I could be the one”
Lizzie
“When you need a way to beat a pressure down,
When you need to find a way to breath,
I could be the one to make you feel that way,
I could be the one to set you free.”

Obudziłam się z głową na jego piersi. Gregor już nie spał. Obejmował mnie ramieniem i wodził palce po moim policzku.
-Dzień dobry!- wyszczerzył się. Pocałowałam go, a do moich uszu doszedł dźwięk cichego chrapania.
-O której wrócił?- spytałam Gregora.
-Bardzo późno, ledwo trafił do łóżka- odpowiedział, a ja roześmiałam się.
-Aż tak źle?
-Zdziwiłabyś się ile on może wypić
Leniwie zwlekliśmy się z łóżka i zaczęliśmy się ubierać.
-Jestem Ci winien bluzkę- mruknął, a ja tylko uśmiechnęłam się na wspomnienie wczorajszej nocy. Gregor dał mi jego koszulkę, która sięgała mi do połowy ud i była przesiąknięta jego perfumami.
Zeszliśmy razem do stołówki na śniadanie. Osoby ze sztabu patrzyły na nas, gdy siadaliśmy przy stole. Gregor zmroził ich wzrokiem, więc wrócili do swoich poprzednich czynności.
Po skończonym posiłku wróciliśmy do pokoju.
-Wody!- jęczał Morgi, zwijając się na swoim łóżku.- Moja głowa… Wody!
Podałam mu szklankę z wodą, a Gregor kazał mu połknąć tabletkę. Kiedy Thomas odpłynął znów w krainę snów, mój chłopak kazał mi usiąść obok niego na łóżku.
-Opowiedz mi wszystko o tym artykule.- powiedział z powagą. Westchnęłam tylko i zaczęłam:
-Przyleciałam tutaj z zadaniem poznania twoich mrocznych tajemnic. Mój były szef nie zna litości. Byłam totalnie zamroczona wizją awansu. Pointner powiedział mi wszystko. Napisałam ten artykuł, wysłałam i… zakochałam się w Tobie. Dzwoniłam do szefa, prosiłam, żeby tego nie publikował, ale nic do niego nie docierało. Zwolnił mnie i zostawił na lodzie. Nawet nie wiesz, jak wciąż kropnie się czuję, jak mi wstyd.- powiedziałam, a on pocałował moje czoło i przytulił. W jego ramionach czułam się bezpiecznie, wiedziałam, że przy nim nikt mnie nie skrzywdzi.
-Co tak naprawdę stało się z Tobą i Sarah?- zapytałam.
-Byliśmy razem bardzo szczęśliwi, ale pewnego dnia, gdy do niej przyszedłem, nie poczułem nic. Tak jakby cała miłość wyparowała. Próbowałem to ciągnąć, szukać tego zgubionego uczucia, ale nie udało mi się. Wtedy poznałem Sandrę i zostawiłem Sarah. To wszystko działo się za szybko. Sandra się do mnie kleiła, a Sarah… Nigdy nawet przez myśl mi nie przeszło, że mogłaby zrobić coś takiego. Zawsze była taka uśmiechnięta… A ja zamknąłem się w sobie, całymi dniami trenowałem, żeby zapomnieć. Mama zapisała mnie na terapię, bo gotów byłem ze sobą skończyć… Byłem jeszcze potem z Sandrą, ale ona była tylko pocieszeniem. W sercu czułem pustkę, którą dopiero ty zapełniłaś- zakończył, całując mnie w usta. Nie spodziewałam się, że aż tak się przede mną otworzy.
-Zamieszkasz z nami?- zaskoczył mnie tym pytaniem, ale zgodziłam się. Zamówiliśmy taksówkę i weszliśmy do mojego hotelu. Ja pakowałam się, a Gregor siedział na łóżku z moim laptopem na kolanach. Po około trzech godzinach byłam gotowa. Skoczek zabrał moje bagaże i ruszyliśmy z powrotem taksówką do hotelu, w którym mieszkali Austriacy.
Resztę dnia spędziliśmy oglądając zawody, robiąc zdjęcia i włócząc się bez celu po Soczi. Wieczorem pojechałam z chłopakami na ceremonię medalową. Mimo iż nie stali na najwyższym stopniu podium, dla mnie byli Mistrzami.

Dzisiaj krótko, ale parę faktów się wyjaśniło :) Mamy szczerą nadzieję, że Wam się podoba.  Dziękujemy za miłe słowa w komentarzach <3
Całuski, Milka i Molly :* 

piątek, 11 lipca 2014


Rozdział 12
„Love me again”
Gregor
“I need to know, know now,
Can you love me, again?”

Po wczorajszym w miarę dobrym miejscu na dużej skoczni, nadszedł czas, by rozgromić konkurencję w drużynówce.
Pod skocznią było już mnóstwo kibiców, kiedy się tam pojawiliśmy. Złapałem się na tym, że szukam w tłumie Lizzie. Zastanawiałem się wczoraj nad słowami, które wypowiedział do mnie Kamil. Chciałem jej wybaczyć, ale coś mnie po prostu powstrzymywało.
Po swoim pierwszym skoku byłem wściekły. Wkurzyło mnie to, że po pierwszej serii byliśmy drudzy. My! Kandydaci do złotego medalu. W domku Pointner wymruczał coś, co miało być „mową motywacyjną”, ale raczej nic mu z tego nie wyszło. Kiedy trener wyszedł, jego rolę przejął Morgi, który zawsze był dobry w te klocki. Słuchając jego motywacyjnych słów, wyglądałem przez okno, obserwując przewijających się tam skoczków i trenerów. Widziałem Noriakiego Kasai, który z miną najszczęśliwszego dziecka na świecie maszerował między domkami. Gdzieś tam przemknął mi Stoch z lekko zawiedzioną miną. Mimo woli pomyślałem czy wie, gdzie jest Lizzie. Wzdrygnąłem się i zamrugałem, odpędzając od siebie rozmarzenie. Musiałem być skupiony.
Thomas właśnie skończył mówić, a że rozpoczynała się druga seria, pierwsi zawodnicy udali się na górę. Ja wszedłem do windy trochę później, wraz z Severinem Freundem. Niemiec spojrzał na mnie, uśmiechnął się przyjacielsko i powiedział:
-Powodzenia, stary- posłałem mu swój powszechnie znany uśmiech.
-Tobie też- powiedziałem, a potem winda wydała z siebie charakterystyczny dźwięk i drzwi się rozsunęły. Wkroczyliśmy do pomieszczenia pełnego skoczków. Kiedy w końcu nadeszła moja pora, poczułem ciążącą na mnie odpowiedzialność. Żebyśmy wygrali musiałem skoczyć rewelacyjnie. Nie byłem w najlepszej formie, wiedział o tym każdy fan skoków. Wiedziałem jednak, że nie oddam Niemcom złota bez walki.
Usiadłem na belce, uderzyłem się w pierś, poprawiłem okulary. Zacząłem wpatrywać się w sekundnik, który odliczał czas, kiedy paliło się żółte światełko. Sekundy dłużyły mi się niemiłosiernie. Jeszcze trochę… Jeszcze chwila… Zielone. Odepchnąłem się od belki i pozwoliłem, by moje ciało przełączyło się na automat. Wpatrywałem się w próg, myśląc: „Nie spóźnij. Proszę, tylko nie spóźnij”. Kiedy tylko się odbiłem, wiedziałem, że skok będzie dobry. Czułem, jak wiatr muska moją twarz, jak mnie niesie.
Wylądowałem daleko. Podniosłem zaciśniętą pięść do góry. To mógł być ten skok. 132 metry… trochę bliżej, niż się spodziewałem, ale ciągle mieliśmy szansę. Podszedłem do pierwszego lepszego monitora i obserwowałem skok Severina. Sekundę później dołączyli do mnie Michi, Diethart i Morgi. Staliśmy razem, patrząc, jak obok nazwiska niemieckiego skoczka pojawia się nota o 2,7 pkt wyższa od naszej. Pomimo tego uśmiechnąłem się. Objąłem chłopaków ramionami.
-Hej!- krzyknąłem, widząc ich skwaszone miny- Jesteśmy wicemistrzami olimpijskimi! Nie ma co się boczyć.
Chyba wzięli sobie moje słowa do serca, bo od razu się uśmiechnęli. Byliśmy wielkimi przegranymi, ale nie można mieć w życiu wszystkiego. Ja jednak wiedziałem, że dzisiaj muszę odzyskać jedyną osobę, na której mi zależy. A kiedy już będę miał ją, będę miał wszystko.

XXX

Po dekoracji kwiatowej razem z chłopakami udaliśmy się do domku. Pointner strasznie ubolewał nad naszą obecną formą i dyspozycją na olimpiadzie. Byłem cholernie wdzięczny Morgensternowi, który w końcu powiedział mu, żeby się zamknął. Zatrzymałem się na chwilę, by pogratulować ekipie niemieckiej, a kiedy ruszyłem wpadła na mnie niewielka osóbka. Jej długie brązowe włosy targał wiatr, miała zaczerwieniony nos, a na twarzy uśmiech, który stopiłby największy lodowiec. Uśmiech, który oczywiście zgasł, kiedy zobaczyła na kogo wpadła.
-Gregor…- powiedziała. W jej oczach zobaczyłem smutek. „Czy moje oczy były tak samo smutne, kiedy na nią patrzyłem?” Już otworzyła usta, żeby coś powiedzieć, ale zdążyłem ją ubiec.
-Byłem głupi- mruknąłem, a ją zatkało.- Tak. Byłem głupi, egoistyczny, zachowywałem się jak małe, rozpuszczone dziecko. Nie wiem, co mnie ugryzło, żeby być na Ciebie zły. Nie wiem, co mi się stało, że Ci nie wybaczyłem. Chodzi o to, że… że ja Cię po prostu kocham. Kocham Cię tak, jak nikogo jeszcze nigdy nie kochałem. Czuję, że rozpuściłaś mi w sercu olbrzymią kulę lodu. Jesteś dla mnie jak… słońce. Nie mogę bez Ciebie żyć, rozumiesz Lizzie?- zobaczyłem, że z jej oczu płyną łzy. Wziąłem jej twarz w dłonie i otarłem kciukami słone krople. Lizzie przytuliła się do mnie i rozpłakała się na dobre. „Super, Gregor. Ty to potrafisz przeprosić kobiety”. Odsunąłem ją od siebie i pocałowałem namiętnie. Objąłem Lizzie w pasie i uniosłem do góry. Oddała mi pocałunek, sprawiając, że pomimo niezbyt rewelacyjnego występu, był to zdecydowanie najlepszy dzień mojego życia. Kiedy tylko oderwaliśmy się od siebie, a nogi Lizzie znalazły się bezpiecznie na ziemi, ujrzałem Thomasa Morgensterna i Kamila Stocha, patrzących na tą scenę z satysfakcją i przybijających sobie piątkę. Obiecałem sobie, że kiedyś im „podziękuję”.
Złapałem Lizzie za rękę i nie zważając na czekających na wywiady dziennikarzy, pociągnąłem ją w stronę hotelu. Zostałem na chwilę oślepiony fleszami aparatów, ale na ten moment niewiele mnie to obchodziło. Kiedy w końcu znaleźliśmy się w pokoju, wpiłem się w jej usta i zerwałem z niej kurtkę. Lizzie również ściągnęła ze mnie niepotrzebną warstwę i zabrała się do odpinania paska od spodni. Ja za to rozerwałem jej cieniutką tunikę. Nie zważała na zniszczone ubranie. Pocałowała mnie namiętnie, a ja oddałem jej pocałunek. Nie męczyłem się zbytnio z jej stanikiem. Po chwili leżał już na podłodze, a jego los podzieliły nasze spodnie. Pogładziłem ją po udzie, a ona wplotła palce w moje włosy. Nie wiedziałem, jak znaleźliśmy się na łóżku. Przez moją głowę myśl, że to również pokój Morgiego i mój przyjaciel ma jak najbardziej prawo, aby tu wejść. Zapomniałem jednak o tym, kiedy Lizzie zaczęła całować linię mojej szczęki. Jakoś nie miałem ochoty na przedłużającą się grę wstępną. Złapałem ja w pasie i okręciłem tak, że siedziałem teraz na niej okrakiem. Pocałowałem ją i wszedłem w nią. Słyszałem, jak szepce coś po polsku. Jakieś słowa przeplatane moim imieniem. Czułem, jak jej ręce błądzą po moich plecach, jak jej paznokcie wbijają się w moją skórę. Wtapiałem się w jej usta, jakby to była ostatnia rzecz na tym świecie. Czułem, że Lizzie jest moim ratunkiem od codzienności. Że jest moim jedynym prawdziwym życiem.

I wszystko w końcu jest tak, jak powinno być ;) Jednak to jeszcze nie koniec, spokojnie... zostało nam jeszcze wieeele rozdziałów ;D
Mamy nadzieję, że Wam się podoba ^^
Całuski, Milka i Molly ;***

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 11
„Let her go”
Gregor
„Only know you love her, when you let her go,
And you let her go...”

Opuściłem szpital wczesnym rankiem, a nasz kadrowy kierowa zawiózł mnie od razu na skocznię. Zacząłem trening, chciałem dać z siebie wszystko, jednocześnie oszczędzając siły na wieczorny konkurs. Poza skokami miałem już dość tych igrzysk i tego miejsca. Chciałbym już znaleźć się w domu, w Austrii, wypłakać się w poduszkę i zacząć resztę sezonu z nową energią.
Musiałem zapomnieć o wszystkim, ale jak zapomnieć osobę, która nauczyła mnie kochać? Przez ostatnie miesiące byłem nieczułym tyranem, a ona pozwoliła mi być sobą… Kochałem ją, pomimo wszystko, ale nie byłem jeszcze gotowy, by jej wybaczyć.
Usiadłem na belce i wykonałem mój rytuał przed skokiem. Momentalnie wszystkie emocje mnie opuściły, myśli się ulotniły. Poczułem zimny wiatr na moich policzkach, gdy nabierałem prędkości na rozbiegu. Wybiłem się i frunąłem nad zeskokiem. Serce przez tą chwilę się zatrzymało, by później gwałtownie przyspieszyć po wylądowaniu. Kochałem to uczucie, rozpierająca adrenalina, ale jednocześnie też spokój i cisza. I, nie wiem dlaczego, ale czułem dumę z wykonywania tak niebezpiecznego sportu.

xxx

Na godzinę przed konkursem wioska pod skocznią aż huczała od prowadzonych rozmów, szybkich kroków i dudniącej w którymś domku muzyki. Założyłem moje ogromne słuchawki i zacząłem się rozgrzewać. Wyłączyłem się totalnie, nie myślałem o niczym prócz ćwiczeń. Konkurs powoli się zaczynał, więc wziąłem na ramię narty i ruszyłem na górę skoczni.

Lizzie

Ewka przyszła po mnie na godzinę przed konkursem, więc pozostały czas spędziliśmy z chłopakami pod skocznią. Kadrowicze rozgrzewali się, żartowali, rozmawiali. Zachowywali się, jakby byli na treningu, a nie na igrzyskach. Widać było, że nikt nie wywierał na nich presji, a jednocześnie byli zdeterminowani, by wypaść jak najlepiej.
Chłopaki już zbierali się na skocznię, więc życzyłyśmy im powodzenia.
-I pamiętajcie o naszym motto!- przykazała Ewa.
-No oczywiście! Luz w dupie musi być!- wyszczerzył się Janek, zarzucając sobie narty na ramię.
Razem z Ewą i Dawidem, który dzisiaj nie skakał, poszłam na trybuny. Mieliśmy miejsca wśród sztabu i rodzin skoczków, więc czułam się swobodnie. Niestety zobaczyłam kogoś, kogo nie chciałam widzieć, a jednocześnie nie chciałam, by zniknął z zasięgu mego wzroku. Szedł powoli, jakby zamyślony, z nartami na ramieniu, ze spuszczoną głową. Patrzyłam na niego jak zaczarowana, a on powoli podniósł wzrok. Gdy mnie zobaczył, dostrzegłam w jego czekoladowych oczach tylko smutek. Nie było już w nich gniewu, czy bólu. Był po prostu smutek.
Z otępienia wyrwał mnie głos spikera, który zapowiedział pierwszego skoczka. Zacisnęłam kciuki , próbowałam uspokoić bijące szybko serce, ale ni potrafiłam. Moje myśli krążyły wokół niego. Stał się moim nałogiem.
Pierwszym Austriakiem na belce był Michael, który pofrunął 134 metry, ale zachwiał się przy lądowaniu. Później nadszedł czas na Polaków. Zaraz za Piotrkiem skakał Maciek, który został sklasyfikowany na szóstej pozycji. Znów zacisnęłam kciuki, gdy na belce usiadł Janek. Uzyskał 128,5 metra i uplasował się na ósmym miejscu. Wiatr pozwalał sobie na coraz więcej i kibice drżeli o los konkursu.
Z 40 numerkiem startowym skakał Thomas, który uzyskał 122 metry, ale gdy był w powietrzu strasznie nim szarpało i musiałam odwrócić. Zajął 31 miejsce, ale cieszyłam się, że wylądował bezpiecznie i nic mu się nie stało. Diethart też nie pokazał się z najlepszej strony, bo zajął dopiero 21 miejsce skokiem na 126,5 metra.
Wstrzymałam oddech podczas skoku Gregora. Leciał daleko- 132,5, ale to starczyło tylko na 11 miejsce. Musiałby stać się cud, by zdobył dzisiaj medal, ale i tak byłam dumna, że się nie poddał. O Kamila już nie drżałam, bo poleciał daleko i utrzymał pierwsze miejsce. Dawid z Ewką komentowali oczywiście wszystkie skoki, ale czasem po prostu wyłączałam się i ich nie słuchałam.
Po kilku minutach rozpoczęła się II seria i prawdziwe emocje. Janek poprawił swój wynik o metr. Przyszła kolej na Gregora, a sędziowie znów obniżyli belkę. Zastanawiałam się, jak bardzo musiało go to zirytować.

Gregor

Zobaczyłem ją przed konkursem, ale nie wiedziałem, czy to dobrze, czy źle. Wciąż o niej myślałem, co na pewno mi nie pomagało, ale jej widok dodawał mi też sił, jak wtedy na treningu.
Nawet nie wiem, kiedy minęła pierwsza seria, a ja już przygotowywałem się do mojego drugiego skoku. Wiatr dawał o sobie znać, więc sędziowie obniżyli mi belkę. „Cholera, zabiję kiedyś”, pomyślałem i przypomniałem sobie siebie kilka lat wstecz w Vikersund, kiedy nie miałem oporów przed pokazywaniem, co myślę.
Cóż, usiadłem na belce i poczułem smak tej wolności. Leciałem, po prostu chciałem się tylko nacieszyć skokiem, pogodziłem się już, że medalu nie zdobędę. Mimo to doleciałem na 130,5 metra i zająłem 2 miejsce.
Gdy zawody skończyłem na siódmej pozycji, pomyślałem, że nie jest tak źle. To są igrzyska, najwyższy poziom światowy, a trener mocno dał nam do zrozumienia, że spisał ten sezon na straty. Trudno, przestałem być maszynką do wygrywania i wszyscy powinni to zaakceptować.
Wygrał Kamil, mocno mu dziś kibicowałem, więc poszedłem mu pogratulować. Przybiłem z nim piątkę, ale on powiedział mi:

-Nie próbuj robić z siebie kogoś, kim nie jesteś. Ona cię kocha, Gregor. Nie zapomnij no tym.- Pokiwałem głową, a on odszedł na dekorację.



Jedenastka ląduje w Waszych rękach :) Piszcie co o tym wszystkim sądzicie. 
Trochę spóźnione, ale szczere życzenia: wesołych, słonecznych, pełnych najpiękniejszych chwil wakacji życzą Milka i Molly <333