BARDZO WAŻNA INFORMACJA!!
Dzisiaj powinien pojawić się rozdział, ale w związku z nawałem nauki w szkole (i nie tylko) po prostu nie zdążyłyśmy napisać rozdziału, za co bardzo Was przepraszamy ;(
Dlatego postanowiłyśmy, że rozdziały będą teraz pojawiały się co 2 tygodnie w piątki.
Naszym zdaniem jest to najlepsze wyjście. Nie chciałyśmy zawieszać bloga, bo jest to dla nas bardzo ważna rzecz i bardzo się z Wami związałyśmy.
A więc następny rozdział za tydzień w piątek.
Na Waszych blogach będziemy na bieżąco :)
A do sezonu zostało już tylko 15 dni, co pewnie bardzo nas zmotywuje do dalszej pracy.
Pozdrawiamy, Milka i Molly :))
piątek, 7 listopada 2014
piątek, 31 października 2014
Rozdział 28
„Never let me go”
Gregor
“Through the pressure’s hard to take,
It’s the only way I can escape,
It seems a heavy choice to make.
Now I’m under...”
-Dlaczego ty nie możesz posłuchać mnie chociaż raz?- krzyknęła,
patrząc na mnie ze złością.
-Lizzie, nie mogę, do cholery, zrezygnować z konkursu! Nie
możesz tego zrozumieć?- starałem się zapanować nad rosnącą irytacją.
Znajdowaliśmy się aktualnie w Czechach, w Harrachovie.
Rozumiem, że skocznia w tym miejscu była niebezpieczna, ale ostatnim razem w
Oslo, poradziłem sobie bardzo dobrze, więc nie do końca rozumiałem przyczyny
zmartwień Lizzie.
-Gregor, o katastrofę naprawdę nie trzeba się prosić.
Proszę, zrozum to!
-Jestem doświadczonym skoczkiem, Lizzie! Wiem, jak sobie
poradzić na tej skoczni!
Dziewczyna spojrzała przez okno na uginające się od wiatru
drzewa i pokręciła głową.
-Tu nie chodzi o doświadczenie, Gregor. Przy takiej pogodzie
liczy się szczęście!
Westchnąłem ciężką i spojrzałem na nią z powagą.
-Nie zrezygnuję z konkursu- powiedziałem twardo. Brunetka
jęknęła i spojrzała z wyrzutem w górę, po czym znów zerknęła na mnie.
-Nie będę patrzyła, jak ryzykujesz życiem, dla jakiegoś
durnego konkursu, Gregor- oznajmiła cicho.- Nie licz na to, że przyjdę.
Wyszła, trzaskając drzwiami. Poczułem bolesne ukłucie w
sercu, ale nie mogłem się wycofać.
Lizzie
Kłamałam. Co prawda nie pojawiłam się na konkursie, ale
oglądałam zmagania skoczków w Harrachovie, jednocześnie pakując walizkę. Parę
minut temu zadzwoniłam do rodziny, mówiąc, że wpadnę do Polski na parę dni.
Muszę powiedzieć, że moja mama była zachwycona, ale ja, pomimo tego, że
cieszyłam się z powodu powrotu do domu, nie mogłam przestać myśleć o tym, że
mój chłopak właśnie siada na belce, na najniebezpieczniejszej skoczni świata,
podczas gdy wiatr wygina drzewa niczym ździebełka trawy. W momencie wybicia
wyłączyłam telewizor. Nie mogłam na to patrzeć.
XXX
Drzwi otworzył mi Florek. Uśmiechnął się szeroko, kiedy mnie
zobaczył.
-Elżunia!- zawołał, przytulając mnie i unosząc nad ziemię.
Pomyślałam, że chyba nikt nie ma tylu bezsensownych i głupich przezwisk, ale
Florek miał specjalne przywileje. W końcu był moim małym braciszkiem.
Potarmosiłam go po głowie i zażądałam, aby odstawił mnie na ziemię. Posłuchał i
złapał moją walizkę, po czym zaprosił do środka. Rodzice byli zachwyceni, ale
wiem, że mieli do mnie lekki żal o to, że nie odzywałam się do nich przez długi
czas.
Usiedliśmy przy stole i rozpoczęliśmy okropnie długą
rozmowę. Nie przeszkadzały mi ciągłe pytania, ale kiedy Florek zapytał: „No to
kim jest w końcu ten twój chłopak?”, pacnęłam go ręką w tył głowy.
Moja mama zrobiła wielkie oczy.
-Masz chłopaka?- zapytała.- Dlaczego ja nic o tym nie wiem?
-Bo jesteśmy ze sobą od niedawna, mamo- mruknęłam.
Rodzicielka przewróciła oczami.
-Dobra, już dobra… jak się nazywa? Jest Austriakiem, prawda?
Czym się zajmuje? Ile ma lat?
Podniosłam ręce przerażona nawałem pytań.
-Spokojnie, spokojnie! Tak, jest Austriakiem. Ma na imię
Gregor i jest skoczkiem narciarskim.- powiedziałam. Florek spojrzał na mnie
zszokowany.
-To chyba nie jest TEN Gregor?- zapytał ostrożnie.
Uśmiechnęłam się do niego pogodnie.
-Owszem. To ten Gregor. Gregor Schlierenzauer.
-Łał. Wysoko mierzysz, siostra- mruknął mój braciszek.
-Ale chyba mu coś ostatnio nie idzie to skakanie, hmm?-
odezwał się tata. Spojrzałam na niego i kiwnęłam głową.
-Każdy ma wzloty i upadki- mruknęłam cicho. Przez chwilę
nikt się nie odzywał.
-Cóż, mam nadzieję, że niedługo go poznamy- powiedziała w
końcu mama.
XXX
Dwa dni zostały do finałowego konkursu w Planicy. Pomimo
tego, że byłam niezwykle zła na Gregora, nie potrafiłam się oprzeć myśli, że
wolałabym teraz być u jego boku, całować jego usta i mierzwić jego włosy.
Usiadłam na łóżku i westchnęłam ciężko, myśląc o mojej tęsknocie
za nim. Pomimo tego, że czasem jest skończonym, egoistycznym dupkiem, kocham go
najbardziej na świecie.
Nagle zadzwonił mój telefon, a ja zamarłam, patrząc na
wyświetlacz. Zawahałam się przed odebraniem połączenia, mimo wszystkich moich
uczuć. Tęsknota okazała się jednak silniejsza.
-Lizzie…- usłyszałam głos, którego tak mi brakowało.
-Część, Gregor- powiedziałam, czując jak do oczu napływają
mi łzy.
-Jestem największym palantem na świecie, prawda?- zapytał, a
ja mimowolnie się uśmiechnęłam.
-Owszem, jesteś- mruknęłam.
-Chciałbym Cię błagać o wybaczenie, Lizzie. Chcę paść przed
Tobą na kolana i zapewnić, że to się już nigdy nie powtórzy. Brakuje mi Ciebie!
Kiedy Cię nie ma, czuję się jakbym był nikim. Ja cię naprawdę kocham, skarbie.
-Wiem, Gregor, wiem- odpowiedziałam. Po moich policzkach
płynęły słone łzy.- Ja Ciebie też kocham.
Po drugiej stronie nastąpiła cisza. Słyszałam tylko jego
oddech.
-Przyjedziesz na konkurs do Planicy?- zapytał w końcu.
Uśmiechnęłam się lekko, spoglądając na spakowaną walizkę, która była wypełniona
moimi rzeczami od wczoraj.
-Przyjadę. Jak mogłabym opuścić zakończenie sezonu?-
odparłam. Wiedziałam, że w tym momencie na twarzy Gregora wykwitł uśmiech ulgi.
Czułam to.
-Kocham Cię.
-Ja Ciebie też kocham- rzuciłam telefon na łóżko i
pomyślałam, że ta rozłąka i kłótnia dobrze nam zrobiły. Uświadomiły nam, jak
bezwartościowy jest świat bez osoby, którą się kocha.
--------------------------------
No i mamy kolejny :) Nie, to jeszcze nie ta sprawa, która trochę skomplikuje im życie :D W sumie to kolejne rozdziały są pełne miłości i szczęścia, więc przygotujcie się xD
Ale to już nie potrwa długo.
Czujemy mściwą satysfakcję, bo wy jeszcze nie wiecie co się stanie :DDD
Całusy, Milka i Molly :*
PS. Wesołego Halloween ;D
piątek, 24 października 2014
Rozdział 27
„Kiss me”
Lizzie
“Settle down with me,
And I’ll be your safety,
You’ll be my lady,
I was made to keep your bady warm.
But I’m cold as a wind blows, so hold me in
your arms”
Sen jest naprawdę piękną rzeczą. Szkoda tylko, że zaczyna
się go doceniać, kiedy jakiś okrutny osobnik gatunku ludzkiego, brutalnie
przerywa twój wypoczynek, waląc zaciekle w drzwi.
Gregor mruknął gniewnie i wtulił się we mnie, nie
zamierzając wychodzić z łóżka. Osoba za drzwiami nie poddawała się. Austriak
porwał butelkę wody, która stała na stoliku nocnym i z głośnym „Spadaj”, cisnął
w drzwi.
Przez chwilę mój chłopak leżał, ignorując nieustające
pukanie, ale w końcu zwlekł się z łóżka i przeklinając cały świat, ruszył w
stronę hałasu.
-Cześć!- zawołał radośnie Stefan, gdy tylko drzwi się
rozchyliły. Nigdy nie widziałam, aby ktoś na twarzy miał tak szeroki uśmiech,
jak on teraz.
-Czego chcesz?- mruknął Gregor, wyraźnie zaspany i
niezadowolony.
-Nie było Was na śniadaniu- oznajmił Kraft.
-Śniadanie? A co to jest śniadanie?- zapytał Tyrolczyk.
Ukryłam twarz w poduszki, próbując stłumić śmiech. Kiedy znowu podniosłam głowę
to Gregor szczerzył się jak głupi, a Stefan wyglądał na zdezorientowanego.
Wzruszył tylko ramionami i zaczął wyjaśniać:
-Nie było Was na śniadaniu, więc masz spotkanie z trenerem.
I nie wiem co od ciebie chce- dodał młodszy skoczek, widząc, że Gregor chce mu
przerwać.- ale postaraj się być miły, bo nie jest w najlepszym humorze.
-Okej, dzięki- odezwał się Gregor, a ja pomachałam
Stefanowi, który udał się do swojego pokoju.
-Jak myślisz, co może od Ciebie chcieć?- zapytałam, kiedy
Gregor zaczął wyciągać nowe ubrania z szafy.
-Nie mam pojęcia- westchnął i zniknął w łazience. Po
piętnastu minutach mój chłopak wyszedł na spotkanie z trenerem.
Wzięłam szybki prysznic. Dochodziła już dwunasta, ale na
dworze było zimno, więc ubrałam dżinsowe rurki i kremowy sweterek. Nałożyłam
makijaż i rozczesałam włosy.
W kieszeni moich spodni zaczął wibrować telefon. Na ekranie
wyświetliło się zdjęcie Morgiego.
-Cześć, Thomas- przywitałam się z uśmiechem na ustach.
-Hej, Mała- odpowiedział z entuzjazmem.
-Nie masz zamiaru zmienić mi przezwiska?- jęknęłam.
-Oczywiście, że nie. Pasuje do Ciebie, jesteś ode mnie
młodsza i wyglądasz jak nastolatka. I żeby nie było, to był komplement!-
wyjaśnił, a ja lekko się zarumieniłam.- A co, nie podoba Cie się?
-Po prostu nie lubię przezwisk odnoszących się do mojego
wzrostu.
-Nikt Ci nigdy nie powiedział, że „małe jest piękne”?-
zdziwił się.
-Owszem, co nie zmienia faktu, że nie pogardziłabym
dziesięcioma centymetrami więcej- powiedziałam całkiem poważnie, ale on
roześmiał się.- Ej! Co jest w tym takiego śmiesznego? Zawsze uważałam, że to
nie fair, że ja jestem taka niska, a mój braciszek ma prawie dwa metry!
-Masz rację, to jest niesprawiedliwe.
-No widzisz!- zaśmiałam się.- Co tam u Ciebie?
-Wszystko dobrze. Liluś jest zdrowa, ja też. Wracam do
spokojnego życia. Ale nie gadajmy o mnie. Jak tam z Gregorem?- zapytał, a ja
westchnęłam ciężko.
-Będę musiała go ciągnąć do psychologa…
-Znów to zrobił?- Thomas przerwał mi zszokowany.- Czy on
jest skończonym idiotą?
-Nie wiem, Thomas. Kiedy znalazłam go w barze, pomyślałam,
że to już koniec i chciałam wyjechać, ale wtedy zachowałabym się ja tchórz.
Porozmawialiśmy na spokojnie i wyjaśniliśmy sobie wiele rzeczy.
-I jesteś pewna, że więcej tego nie zrobi?- zapytał
nieprzekonany.
-Powiedziałam mu, że następnym razem odejdę…
-Jakby co, to wiesz, że zawsze możesz do mnie przyjechać?
-Dzięki, Thomas. Co ja bym bez Ciebie zrobiła?- zapytałam z
nieukrywaną wdzięcznością w głosie.
-Super Morgi zawsze do usług- powiedział, a ja roześmiałam
się serdecznie.
Rozmawialiśmy jeszcze parę minut, po czym pożegnaliśmy się.
Thomas poprawił mi humor, czym zaraziłam Gregora, który od trenera wrócił
wyraźnie przygnębiony. Na początku nie chciał mi nic powiedzieć, ale w końcu
wyjawił, że Pointner nie pozwolił mu zrezygnować z reszty sezony.
-Dasz radę, zobaczysz. Potem wyjedziemy, na jak długo
będziesz chciał- pocieszałam go. Uśmiechnął się, a godzinę później byliśmy już
pod skocznią.
O 16.00 odbył się trening, a o 18.00 kwalifikacje.
Patrzyłyśmy z Ewą na skoki, przygryzając gorące frytki.
XXX
Nazajutrz wszyscy żyliśmy już tylko konkursem. Po śniadaniu
skoczkowie udali się na trening na siłownię. Od samotności i nudy wyrwała mnie
Ewa, która tonem nieznoszącym sprzeciwu, oznajmiła, że idziemy na zakupy.
Weszłyśmy do dużej galerii. O tej porze było tutaj pełno
ludzi spieszących do jakiegoś sklepu, targających ciężkie torby i oglądających
wystawy. Wchodziłyśmy po kolei do każdego sklepu, poszukując czegoś ładnego.
Ewa zaczęła cicho burczeć coś o guście norwegów, kiedy wychodziłyśmy z piątego
z kolei sklepu z pustymi rękami. Ale wtedy Ewka gwałtownie się zatrzymała i
przytrzymała mnie za nadgarstek.
-Widzisz je?- zapytała, wskazując czarne rurki na wystawie.
-Widzę. Są nawet ładne- stwierdziłam po dokładnym
zlustrowaniu spodni.
-Wiedzę je na Tobie. Chodź, przymierzysz- usłyszałam i
ruszyłam za Ewą. Po chwili wcisnęła mi do ręki spodnie mojego rozmiaru i kazała
wejść do przymierzalni. Może na manekinie wyglądały świetnie, ale ja nie miałam
figury modelki.
-Idealnie- szepnęła Ewa, kiedy wyszłam się jej pokazać.
-Idealnie? Jeszcze bardziej widać moje grube nogi i wielki
tyłek- mruknęłam, a Ewa spojrzała na mnie, jakby chciała powiedzieć: Żartujesz
sobie ze mnie?
-Kobieto, czy ty się słyszysz? Gregor kocha twój tyłem, więc
ty też powinnaś, a poza tym nóg to ja Ci zawsze najbardziej zazdrościłam.
Spierałam się z nią jeszcze chwilę, mimo iż byłam na
przegranej pozycji. Ewka zawsze musi postawić na swoim. Do spodni dobrałam
jeszcze pomarańczową, luźną bluzkę z delikatnym, czarnym paskiem, zapinanym na
talii.
Pani Stoch uśmiechnęła się triumfalnie, gdy poszłam do kasy.
Kiedy otworzyłam portfel, doznałam szoku. Było w nim więcej pieniędzy niż
przypuszczałam i nie wiedziałam skąd się tam wzięły. Popatrzyłam ze zdziwieniem
na Ewę, ale ona oglądała już biżuterię u jubilera. Dostęp do mojego portfela
mógł mieć tylko… Gregor.
-Pamiętaj, że dziś wieczorem powinnaś ubrać te nowe ciuchy-
powiedziała Ewa i pociągnęła mnie w stronę stoiska z gorącą czekoladą.
„Aha. To już wszystko wiem. Miejcie sobie te swoje
tajemnice, ale ja się dowiem co knujecie”, pomyślałam, popijając gorący
napój.
Po czterech godzinach zakupów, wróciłyśmy do hotelu. Zdążyłam
się tylko przebrać w kupione niedawno rzeczy i wyszłam na skocznię, gdzie
czekała już na mnie Ewa. Od rana nie widziałam Gregora, ani z nim nie
rozmawiałam. Zobaczyłam go dopiero, siedzącego na belce. Skoczył 130 metrów i
zajął 17 miejsce. Tragedii nie było, bo jakby nie patrzyć, warunki były coraz
gorsze. Najlepszym tego przykładem był Peter Prevc.
-Ewa, patrz! Czy on jest wkurzony?- zapytałam cicho, głęboko
poruszona.
-No, a przecież zawsze jest taki spokojny…
XXX
Druga seria skończyła się bardzo szybko, a to wszystko przez
pogarszające się warunki. Gregor ostatecznie zajął 13 miejsce, Kamil był
dziewiąty.
-Miłego wieczoru- Ewka mrugnęła do mnie kiedy poszłyśmy do
swoich mężczyzn.
-Powiesz mi, o co chodzi?- zatrzymałam się, patrząc pytająco
na panią Stoch.
-Dzisiaj jest siódmy marzec, miesiąc temu…- przerwała, gdy
pacnęłam się w czoło.
-Poznałam Gregora- dokończyłam za nią. Ona uśmiechnęła się
tylko i odeszła do Kamila.
Odwróciłam się i zauważyłam Gregora, zmierzającego w moim
kierunku, z ogromnym uśmiechem na twarzy.
-Hej, Śliczna- szepnął i pocałował mnie w policzek. Wziął
mnie za rękę i ruszył w kierunku wyjścia ze skoczni. Zaprowadził mnie do
pięknej restauracji. Wszystko był schludne, czyste i urządzone z gustem. Na początku myślałam, że lokal jest
zamknięty, ale gdy tylko weszliśmy, podszedł do nas kelner, wskazując nam
miejsce. Okazało się, że Gregor zarezerwował całą restaurację tylko dla nas.
Nasz stolik był w pełni zastawiony, w srebrnym wiaderku chłodziła się butelka
wina, a pośrodku paliły się dwie świece. Wszystko wyglądało jak z jakiegoś
filmu.
Do tej pory nie lubiłam romantycznych kolacji, ale człowiek
się zmienia, szczególnie pod wpływem ukochanej osoby.
Po pysznej kolacji wyszliśmy na spacer. Miejski park był
pogrążony w blasku zachodzącego słońca. Przechadzało się tu kilka par,
podobnych do nas.
-Nie uważasz, że mam wielki tyłek?- zapytałam, a on
popatrzył na mnie z uśmiechem.
-Skąd takie pytanie?
-Zawsze był wielki i wydaje mi się, że w tych spodniach jest
jeszcze większy.
-Wcale nie jest większy. Wyglądasz bardzo atrakcyjnie-
zatrzymał się i wziął mnie w ramiona.- Kocham twoje nogi, ręce, piękne dłonie,
palce, paznokcie, uszy, kocham twoje zielone oczy i rzęsy, które czasem
malujesz. Kocham twój chudy brzuch. Kocham twoje pachnące włosy, które nocą
łaskoczą mój nos. Kocham twoje naturalne piersi i kocham twój, jak sama mówisz,
duży tyłek. Kocham twoje wcięcie w talii i kocham twoje zaokrąglone ciało.
Kocham twoje pełne, malinowe usta, za którymi tęsknię kiedy nie są złączone z
moimi- zakończył swój monolog namiętnym pocałunkiem.
-Mam coś dla Ciebie- szepnął i sięgnął do kieszeni swojej
kurtki. Po chwili otwierał już srebrne pudełko.- wytrzymałaś ze mną miesiąc,
mam nadzieję, że wytrzymasz ze mną kolejne- powiedział i zawiesił mi na szyi naszyjnik
z wisiorkiem z białego złota w kształcie serduszka.
---------------
Tak, wiemy, że słodzimy, ale tak już musi po prostu być. Obiecujemy Wam, że im głębiej w las, tym będzie gorzej xD
A co tam u Was?
Ściskamy mocno, Milka i Molly :*
piątek, 17 października 2014
Rozdział 26
„Timber”
Gregor
“It’s going down, I’m yellin timber.
You better move, You better dance.
Let’s make a night, you won’t remember.
I’ll be the one, you won’t forget.”
Obudziłem się wczesnym rankiem. Lizzie nie było przy mnie, a
z łazienki dobiegł mnie odgłos wody lecącej z prysznica. Pomyślałem o naszej
wczorajszej rozmowie. Pokazałem Lizzie swoją najsłabszą stronę charakteru:
małego, przestraszonego chłopca, którym zawsze byłem. Zazwyczaj zakładałem
maskę, ale wczoraj zorientowałem się, że przed Lizzie nie muszę niczego
ukrywać. Po prostu opuściłem wszystkie mury, jakie wokół siebie wybudowałem i
pozwoliłem ponieść się emocjom. Nie zachowałem się jak mężczyzna, ale było mi
lepiej. To był ból, z którym żyłem wiele lat i przyzwyczaiłem się do niego, ale
kiedy zniknął, poczułem niewyobrażalną ulgę.
Uśmiechnąłem się do Lizzie, która właśnie wyszła z łazienki.
Jej mokre włosy przylepiły się do twarzy i ramion. Podeszła do mnie, opatulona
w ręcznik i pocałowała mnie w czoło.
-Jak się spało?- zapytała z uśmiechem na ustach.
-Lepiej niż kiedykolwiek…- odmruknąłem, a ona uśmiechnęła
się szerzej. Odwróciła się i zaczęła szperać w szufladzie, w poszukiwaniu
ubrań.
Nie chciałem jeszcze wstawać, ale wiedziałem, że jeśli się
nie pospieszę, spóźnimy się na samolot. W sumie mógłbym odpuścić sobie kolejne
konkursy. Dla mnie ten sezon i tak był już skończony, ale wiedziałem, że media
nie zostawiłyby na mnie suchej nitki, a w dodatku zawiódłbym kibiców i fanów.
Zerwałem się z łóżka, ubrałem się i wykonałem typowe poranne czynności. Kiedy
skończyłem była 8.00. Złapałem nasze bagaże i razem z Lizzie ruszyliśmy na
parking. Podróż, zarówno autobusem, jak i samolotem, minęła bardzo szybko. Nim
się obejrzałem, byliśmy w Trondheim. Byłem trochę zmęczony, ale kiedy tylko
znaleźliśmy się w pokoju, ktoś zapukał do drzwi. Otworzyłem je i ujrzałem
uśmiechniętą twarz Stefana.
-Polacy organizują imprezę!- krzyknął na powitanie.-
Bezalkoholową, oczywiście- mrugnął do mnie i ulotnił się, aby obwieścić cudowną
nowinę reszcie kadry. Lizzie podeszła do mnie i złapała mnie za rękę.
-Czujesz się na siłach?- zapytała, a ja doskonale
wiedziałem, że nie chodzi jej o zmęczenie.
-Powiedział, że bezalkoholowa- mruknąłem. Lizzie prychnęła.
-Powiedział też, że Polacy ją organizują, a te dwie rzeczy
się wykluczają- powiedziała z ironią w głosie. Uśmiechnąłem się do niej,
złapałem w talii i pocałowałem zachłannie.
-Obiecałem Ci już, że będę grzeczny- mruknąłem cicho, a
Lizzie uśmiechnęła się słodko.
-Wierzę Ci na słowo, Gregor- powiedziała i pocałowała mnie.
A później wyszeptała w moje usta:
-Naprawdę Ci wierzę.
XXX
Impreza miała się odbyć w naszym hotelu, który posiadał
odpowiednią do tego salę, która została ozdobiona różnego rodzaju światełkami i
błyskotkami.
Jak na razie na sali byli tylko Polacy, Czesi i reszta mojej
kadry, a w głośnikach rozbrzmiewało coś, co Lizzie skwitowała głośnym
westchnięciem. Kiedy spojrzałem na nią pytająco, powiedziała tylko „Disco-polo”
i stwierdziła, że trzeba znaleźć kogoś odpowiedzialnego za muzykę. Pierwszą
osobą, która wpadła jej do głowy, był Piotrek Żyła, więc podeszliśmy do niego.
Stał akurat niedaleko nas, obok stołu z przekąskami.
-Piotrek, co wy najlepszego puszcza…- zamarła, widząc co
znajduje się na stole.- Ty to nazywasz przekąską?- zapytała, podnosząc batonik
zbożowy.
-No… trenerzy zgodzili się na imprezę, pod warunkiem, że nie
będziemy pchać w siebie kalorii… no więc… Są batoniki zbożowe- powiedział
niepewnie. Nie wytrzymałem i parsknąłem śmiechem. Żyła uśmiechnął się do mnie i
obiecał, że zrobi coś z muzyką, po czym odszedł.
Na sali zaczął robić się coraz większy tłum. Były już prawie
wszystkie reprezentacje, a muzyka w głośnikach zaczęła być w końcu znośna, więc
porwałem Lizzie na parkiet. Tańczyłem z nią jak szalony, zapominając o Bożym
świecie, o swoich problemach i humorach.
Dobra impreza (nawet bezalkoholowa, bo Pan Kruczek
zarekwirował Piotrkowi butelkę wódki) potrafi dobrze człowieka oczyścić.
Zostaliśmy odesłani do łóżek o 23.00, ale i tak byliśmy zbyt
zmęczeni, aby dalej tańczyć.
Kiedy tylko wróciliśmy do pokoju, położyłem się na łóżku,
nie mając nawet siły zdjąć ubrań, czy iść do łazienki. Ostatnie co pamiętam to
to, że Lizzie położyła się obok mnie i pocałowała w czoło, mówiąc:
-Dobranoc, kochanie.
Nie byłem w stanie jej odpowiedzieć. Zasnąłem.
-----------------------
Hmmm... Co by tu napisać... w sumie to jest okej, ale czy tak zostanie? Zobaczycie :D
Jak tam u Was?
Całusy, Milka i Molly :***
piątek, 10 października 2014
Rozdział 25
„Secrets”
Lizzie
“So I’m gonna give all my secrets away.
This time, don’t need another perfect lie”
Wrzucałam do torby kolejne rzeczy, nieludzko gniotąc
ubrania. Niespodziewanie natrafiłam na koszulkę Gregora, którą dał mi jeszcze w
Soczi, a której do tej pory mu nie oddałam. Wtuliłam w nią twarz, pozwalając,
aby delikatny, subtelny zapach mnie omotaj.
Uspokoiłam swoje ciało, zatrzymałam łzy. Wsunęłam walizkę z
powrotem pod łóżko. Swoje kroki skierowałam do łazienki, gdzie obmyłam twarz
zimną wodą. Czy mogłabym mu to teraz zrobić? Czy mogłabym wyjechać i zostawić
go z tym wszystkim samego? Przecież obiecałam, że zawsze będę przy nim. Dałam
mu wolną rękę, pozwoliłam, żeby samemu kontrolował swoje życie. Jeśli nie
potrafi sam sobie poradzić, czuję się zobowiązana, żeby mu pomóc. Ale z drugiej
strony, czy warto zostawać przy kimś, kto utapia niepowodzenia w alkoholu?
Podobno z tego nigdy się nie wychodzi…
Co jeśli zostanę? Czy podołam temu trudnemu zadaniu? Co
jeśli mi się nie uda? Sięgnę po kieliszek, sama sobie przybijając gwoździe do
trumny? Patrząc, jak sięgamy dna, czy starczy mi sił, aby błagać o pomoc?
Nie mogę odejść. Oboje siebie potrzebujemy. „Jesteś słaba,
Lizzie. Wiesz o tym” rozum zaczął sobie ze mnie drwić, ale postanowiłam słuchać
serca. Serca, które zaczęło wyrywać się z piersi, gdy usłyszałam jak Gregor
wchodzi do pokoju.
Popatrzyłam na siebie w lustrze. Wciąż ta sama twarz, a
jednak zupełnie inna. Zmieniłam się, wiem o tym. Zmieniłam się przez niego. A
może to był proces, w którym uczestniczyliśmy oboje?
Poczułam, że jestem gotowa, aby walczyć. O nas, o naszą
przyszłość, nasze życie i szczęście.
Usłyszałam jęk bezsilności, dochodzący z pokoju.
Bezszelestnie wyszłam z łazienki do pomieszczenia pogrążonego w mroku.
Zobaczyłam Gregora, opierającego się czołem o drzwi, ukrywającego twarz w
dłoniach. Płakał. Szczerymi łzami, wyrażającymi żal i smutek.
Zbliżyłam się powoli i położyłam lekko rękę na jego
ramieniu. Odwrócił się gwałtownie. W jego oczach królował obłęd, ale zauważyłam
też ulgę.
-Gregor…- wyszeptałam, przerażona jego stanem. Upadł na
kolana, oplótł mnie desperacko ramionami i wyłkał:
-Wiem, że nawaliłem, ale wybacz mi, proszę… zabiję się jeśli
Cię stracę…
-Gregor! Uspokój się! Porozmawiajmy…- szlochał jeszcze
chwilę w moją bluzkę, ale w końcu wzięłam go za rękę i usiedliśmy na łóżku.
Czułam, jak cały drży. Bałam się. Nie wiedziałam do końca, co się z nim dzieje.
Wzięłam go w ramiona i głaskałam po włosach, tak jak robią to matki. A jego
ciałem wstrząsnęła kolejna fala dreszczy. Płacz przerodził się w ciche krzyki.
I teraz przestraszyłam się na dobre.
-Gregor, co się dzieje?- szepnęłam, lekko drżącym głosem.
-Nie wiem…- odpowiedział, patrząc mi w oczy. Był
przestraszony, a na jego twarzy malowało się cierpienie.
-Coś Cię boli?- spytałam znowu, widząc jego krzywą minę.
-Nie…- odpowiedział, zatapiając się w moich ramionach.
Powoli zaczął się uspokajać. A wraz z jego spokojem, moja dusza też odnalazła
ukojenie. Pogładził mnie po policzku. Zamknęłam oczy, ale momentalnie poczułam
jak jego ręka znów nerwowo drga.
-Boję się. Panicznie się boję- szepnął. Popatrzyłam na niego
zszokowana.
-Czego się boisz?
-Wszystkiego…- otarłam samotną łzę, leniwie wydostającą się
z jego oka, zmierzają do linii ust.- Nie wiem, czego się boję- ta druga
odpowiedz zupełnie mnie zaskoczyła. Nie wiedziałam też, która z tych odpowiedzi
jest gorsza. Gregor zmagał się z wewnętrznymi lękami, których sam nie potrafił
określić.
-Spróbuj mnie zrozumieć… żyję w ciągłym strachu, nie wiedząc
nawet czego się boję.
-Doskonale Cię rozumiem- powiedziałam, trzymając w dłoniach
jego twarz i patrząc mu w oczy. Odetchnął z ulgą.
-Mów- rozkazałam mu delikatnie.- Opowiedz mi o tym.
-Nie potrafię się odnaleźć w codzienności. Czuję się, jakbym
gnał na złamanie karku, nawet nie wiedząc dokąd- wypuścił powietrze z płuc i
znowu się rozpłakał.- Nie śpię w nocy. Boję się zamknąć oczy. Czasem… czasem
słyszę, jak szepczesz przez sen moje imię- popatrzył na mnie i uśmiechnął się
smutno. Siedzieliśmy przez chwilę w ciszy. Trawiłam każde jego słowo i niestety
utwierdzałam się w przekonaniu, że jest z nim bardzo źle.
-Mam takie wahania nastrojów, że czasem sam nie mogę
uwierzyć. Muszę sam ze sobą walczyć, żeby nie wybuchnąć. Najgorzej jest na
treningach. Atmosfera jest strasznie napięta. Pointner po tamtym zdarzeniu
stracił cały nasz autorytet i teraz się na nas wyżywa.
-Gregor, kiedy to wszystko się zaczęło?- zapytałam.
-Kilka tygodni przed Igrzyskami. Tylko, że wtedy miałem to
gdzieś. Nie zwracałem na to uwagi, nic nie czułem. Dopiero kiedy zacząłem znów
prawdziwie kochać, poczułem, że przecież nie mogę tak żyć… ale to wszystko się
nasilało, a ja… ja jestem coraz bardziej zmęczony.
-Czy to ten sezon tak Cię zmęczył?- zapytałam. Otwierał już
usta, zapewne aby zaprzeczyć, ale zwiesił tylko głowę.- Powiedz, czy wolałbyś
być teraz w Austrii?
Pokręcił twierdząco głową i przytulił mnie.
-Moglibyśmy się ukryć, odpocząć, nacieszyć sobą- wyszeptał
mi do ucha.
-Wyjedziemy… ale myślę, że powinieneś udać się do jakiegoś
specjalisty- zaczęłam powoli, bojąc się jak zareaguje.
-Nie jestem chory- mruknął.
-Mylisz się, Gregor. Nie bój się do tego przyznać. Ja… ja…
też tak kiedyś miałam…- szepnęłam. Wspomnienia, które myślałam, że są tak
odległe, znów zraniły moje serce.
-Ty?- zapytał zaskoczony Gregor.
-Nigdy nie byłam herosem, idącym przez życie z uśmiechem na
ustach.
-Opowiesz mi o tym?- drążył nadal. Mimo iż wiedziałam, że
otwieram stare rany, postanowiłam, że nie będę trzymać tego przed nim w
tajemnicy.
-Kochałam kiedyś kogoś, kogo nie powinnam kochać…- zaczęłam.
Gregor wpatrywał się we mnie uważnie.- Krzywdził mnie, ale ja ślepo za nim
podążałam. Aż poczułam, że sięgam dna. Na szczęście Kamil był wtedy przy mnie.
Gdyby nie on, mogłoby mnie już nie być na świecie. Tak, Gregor- dodałam, widząc
jego zdziwioną minę- tamten wybryk w Soczi to nie był mój pierwszy raz.
Gregor z trudem przełykał ślinę. Zauważyłam, że jest w
jeszcze większym szoku.
-Z doświadczenia wiem, że najlepiej szybko z tego wyjść, bo
w końcu to Cię zniszczy.
-Pójdę- powiedział stanowczo. Uśmiechnęłam się szczerze i
pocałowałam go w usta.
-Mogę jeszcze o coś spytać?
-Pytaj.
-Co to znaczy, że Cię krzywdził?- spojrzał mi w oczy, a ja
westchnęłam. Bałam się, że może postawić takie pytanie. Wtuliłam się w jego
tors i cicho pisnęłam:
-Bił mnie.
Gregor poruszył się niespokojnie i jeszcze mocniej mnie
przytulił.
-Siedzi w więzieniu?- spytał znowu.
-Nie wiem. Może ktoś w końcu złapał go z narkotykami.
-Czy… ty…
-Nigdy nie brałam. To był częsty temat naszych awantur-
powiedziałam, przypominając sobie namowy mojego byłego i każdy nowy siniak, z
każdym moim „nie”.
-Mogę jeszcze o coś zapytać? Już więcej nie będę-
powiedział, wyraźnie czymś speszony.
-No, wyrzuć to z siebie- zachęciłam go.
-Byłaś kiedyś z Kamilem? No wiesz… jako… chłopak i dziewczyna?
-Co?! Nie! Kamil jest tylko, a może aż, moim najlepszym
przyjacielem. Kochamy się, ale tak jak kocha się rodzeństwo. I nigdy nawet nie
myśleliśmy o byciu razem- odpowiedziałam, zgodnie z prawdą. Gregor uśmiechnął
się i pocałował mnie.
-Napędziłaś mi niezłego stracha… myślałem, że naprawdę mnie
zostawiłaś.
-Następnym razem to zrobię.
-Nie będzie następnego razu- powiedział stanowczo.
-Obyś miał rację. Nie chcę się znów pakować w takie bagno,
jakim jest alkohol.
-Już będę grzeczny, obiecuję- powiedział i ułożyliśmy się do
sny. Gregor zasnął prawie natychmiast i miałam nadzieję, że zasnął bez
ciężkiego serca i że jest to efektem naszej rozmowy. Wtuliłam się w niego i
zamknęłam oczy.
---------------------------
No, trochę zaczęło się wyjaśniać. Do przeszłości Lizzie pewnie jeszcze nie raz wrócimy ;)
Będziemy ich jeszcze męczyć dość długo.
Mamy nadzieję, że się podoba?
Całusy, Milka i Molly :***
piątek, 3 października 2014
Rozdział 24
„Drunk”
Gregor
“Maybe I’ll get drunk again.
I’ll be drunk, again.
I’ll be drunk, again.
To fell a little love”
Obudził mnie budzik, który wspaniałomyślnie nastawiłem, aby
nie spóźnić się na wyjazd do Kuopio. Nie przewidziałem jednak faktu, że nie
będę jeszcze wtedy spakowany. Zerwałem się z łóżka, a Lizzie, która już była
całkowicie ubrana, popatrzyła na mnie ze zdziwieniem. Stała nad moją walizką,
wkładając tak jedną z moich koszul.
-Czy ty nas spakowałaś?- zapytałem, patrząc na nią z szeroko
otwartymi oczami.
-Eeee… no tak…- powiedziała niepewnie. Odetchnąłem z ulgą i
przytuliłem ją.
-Jesteś niezastąpiona, wiesz o tym?- wymruczałem w jej
włosy.
-No oczywiście, że wiem- parsknęła śmiechem, po czym
wcisnęła mi w ręce jakieś ciuchy.
-Idź się ubrać- rozkazała. Wyszczerzyłem do niej zęby.
-Wczoraj wolałaś mnie w wydaniu bez ubrań- powiedziałem, a
ona posłała mi jedno ze swoich morderczych spojrzeń. Zaśmiałem się pod nosem i
nałożyłem na siebie ciuchy. Kiedy skończyłem wykonywać standardowe poranne
czynności, chwyciłem moją walizkę i tę należącą do Lizzie, wyciągnąłem je z
pokoju i zaciągnąłem na zewnątrz, do autobusu.
Pointner, jak zwykle spojrzał na nas zimnym wzrokiem.
Objąłem Lizzie ramieniem i wprowadziłem ją do naszego „Austria Busu”.
Usiedliśmy bliżej końca, niedaleko Michiego i Stefana.
-Witaj, księżniczko- przywitał się Hayboeck. Lizzie już
miała powiedzieć, coś na temat nazywania jej „księżniczką”, kiedy dodał:
-I Lizzie też jest!
Parsknęła śmiechem, a ja posłałem mu mordercze spojrzenie,
które zbagatelizował radosnym śmiechem.
Brunetka poczochrała moje włosy i cmoknęła mnie w policzek.
-Moja szaloooona księżniczka- powiedziała, na co my
spojrzeliśmy na nią, nie wiedząc o co jej chodzi. Zaśmiała się cicho i mruknęła
coś o jakimś komentatorze sportowym. Chyba miała z tego gościa niezły ubaw.
Kiedy chcieliśmy wyciągnąć z niej coś więcej, pokazała nam język i wsadziła
sobie do uszu słuchawki, mrucząc, że jeśli zapytamy odpowiednich osób, to o
wszystkim się dowiemy.
Stefan stwierdził, że chłopaki z Polski na pewno będą coś na
ten temat wiedzieć. Wzdrygnąłem się, pamiętając, jak skończyła się moja
ostatnia rozmowa z pewnym polskim skoczkiem. Odruchowo potarłem dłonią szczękę.
Mój ruch zauważyła zatopiona już w muzyce Lizzie. Szturchnęła mnie lekko i
położyła swoją głowę na mojej piersi. Po chwili spała słodko, wtulona we mnie.
Przyglądałem się jej i gładziłem jej włosem. Mimo woli zacząłem myśleć, czy aby
na pewno na nią zasługuję. Mój ostatni wybryk pokazywał, że rzeczywiście czasem
zachowuję się niedojrzale, może wręcz dziecinnie. Chociaż sam nienawidziłem
kiedy ktoś nazywał mnie rozkapryszonym dzieciakiem, wiedziałem, że czasem
naprawdę taki jestem. Jeszcze raz spojrzałem na brunetkę, na jej słodką, śpiącą
twarz, na jej piękne włosy i pomyślałem, że mam skarb, na który z całą
pewnością nie zasługuję, ale kocham ją nad życie i będę pokazywał i jej i
wszystkim dookoła, że staram się chociaż trochę jej dorównać. Pocałowałem ją w
czoło i oparłem o nie swoją głowę z zamiarem przespania się parę godzin.
Lizzie
Konkurs w Kuopio wypadł średnio. Gregor nie zajął
najwyższych lokat, ale końca świata, jak na razie, nic nie zwiastowało. Miałam
jednak złe przeczucia. Ufałam Gregorowi, ale coś mi mówiło, że nasze problemy
jeszcze nie do końca z nami skończyły.
Szybko podbiegłam do polskiej drużyny, gratulując udanych
startów, jednak coś nie dawało mi spokoju. Kręciłam się pośród zawodników i
sztabów trenerskich, szukając mojego chłopaka. Miał dzisiaj chrapkę na podium,
zwłaszcza po udanych występach w Lahti, a że znalazł się daleko od celu, mogło
strzelić mu coś do głowy. Błagałam Boga w myślach, aby to były tylko moje
urojenia, ale w momencie, gdy wbiegłam do pobliskiego baru i zobaczyłam
Gregora, wlewającego w siebie alkohol, wszystkie moje nadzieje diabli wzięli.
Chciałam do niego podbiec, wyrwać kieliszek z ręki, uderzyć
go w twarz, żeby się opamiętał. Ale tego nie zrobiłam. Po prostu patrzyłam, ze
łzami w oczach, na to, co robi ze swoją osobą, którą kocham najbardziej na
świecie. Oparłam się o ścianę i wpatrywałam w niego, czekając, aż mnie zauważy.
I w końcu to zrobił. Spojrzał na mnie tymi swoimi pięknymi, czekoladowymi
oczami, teraz pokrytymi siatką czerwonych żyłek.
Zerwał się z miejsca i podszedł do mnie, chwiejąc się lekko.
-Lizzie… ja nie chciałem…- wykrztusił z siebie.
-Nie obchodzi mnie, czego chciałeś, a czego nie, Gregor-
powiedziałam, czując jak łzy spływają po moich policzkach.- Ty po prostu mnie
okłamałeś!
-Nie, kochanie…- zaczął.
-Nie mów tak do mnie!- krzyknęłam mu w twarz.- Dzisiaj
straciłeś wszelkie prawo, żeby tak się do mnie zwracać!
Patrzył na mnie z szeroko otwartymi oczami, trawiąc każde
słowo.
-Nie będę Cię do niczego zmuszać, Gregor- dodałam.- Chcesz
pić- pij. Już mnie to nie obchodzi. Nie będę planować swojego przyszłego życia
z kimś, kto wlewa w siebie alkohol tylko dlatego, że coś mu nie wyszło.
I po prostu wyszłam z tamtego baru, zostawiając go wśród
bandy pijaków, łatwych kobiet i ludzi z problemami.
I nie chciałam wracać, pomimo tego, że jest moją największą
miłością.
-------------------
Dzisiaj trochę krótko i smutno, ale doskonale się to złożyło z naszym dzisiejszym humorem. A raczej jego brakiem.
Jest nam smutno... cholernie smutno... bo ludzie odchodzą, a my tylko potrafimy za nimi płakać....
Milka i Molly
piątek, 26 września 2014
Rozdział 23
„Beating heart”
Lizzie
“Wanna hear your beating heart,
Before the bleeding sun comes alive”
Lahti powitało nas mroźnym wiatrem. W samolocie siedziałam
oczywiście z Gregorem, jak najdalej od Pointnera. Powoli traciłam nadzieję, że
kiedykolwiek zapomnę to, co mi zrobił. Nadal się go bałam, a przerwa w terapii
na pewno mi zaszkodzi.
Wciąż też nie rozumiem dlaczego Gregor wybrał wtedy alkohol,
a nie mnie. Przecież wysłuchałbym go, pocieszyła, była przy nim kiedy musiałby
stawić czoła problemom.
Nie mogłam uwierzyć, gdy powiedział mi, że siniak na jego
szczęce to sprawka Kamila. Przecież chwilę po tym zajściu Stoch normalnie ze
mną rozmawiał i śmiał się.
Martwiłam się o Gregora. Od samego początku nasz związek był
wystawiany na próby. Dotąd jakoś wychodziliśmy z wszystkiego cało. I nie
pozwolę, aby wybryk z ostatniej nocy się powtórzył. Będę walczyć, bo wiem, że
warto. Czuję się przy Gregorze bezpiecznie, nie tak jak kiedyś- zastraszana i
poniżana.
Kwalifikacje spędziłam oczywiście z Ewą. Po kilku skokach
zaczęła udzielać mi się atmosfera i na moich ustach pojawił się uśmiech. Dla
mnie bezcenny był grymas radości u Gregora po jego skoku.
Po kwalifikacjach zostaliśmy na skoczni, ponieważ konkurs
był w ten sam dzień. Kibiców z każdą minutą przybywało i napięcie rosło.
Kamil miał dziś szansę na odzyskanie koszulki lidera, więc
Ewa chodziła jak po szpilkach. Chyba jeszcze nigdy nie widziałam jej tak
podekscytowanej. Nawet podczas igrzysk była spokojniejsza.
-Ej, spokojnie, bo zawału dostaniesz- szturchnęłam ją lekko
w ramię.
-Spadaj- odgryzła się.- Ty nie wiesz, jak to jest, kiedy
twój…- nie dokończyła, bo dostała śnieżką. Nie zdążyłam nawet zareagować, a na
mojej twarzy też rozprysł się biały puch. Podeszli do nas Janek, Maciek i
Piotrek, śmiejąc się. Nie trwało długo, gdy z Ewką zaczęłyśmy im oddawać i
zaczęła się prawdziwa bitwa.
Po kilku minutach byliśmy już cali biali, a na belce
pojawiła się pierwsza dziesiątka Pucharu Świata. Gregor skoczył dobrze, ale jak
zwykle się denerwowałam. Ewa po skoku Kamila nie była zadowolona.
-Przynajmniej Hofer nie chciał go zabić- mruknęłam i cała
nasza „paczka” się roześmiała.
Druga seria minęła mi strasznie szybko i zanim się
obejrzałam na belce znów zasiadł Gregor. Skoczył daleko, w dobrym stylu, ale to
wystarczyło tylko na ósme miejsce. Kamil skończył na trzecim miejscu i nie
odzyskał złotej koszulki, ale zbliżył się bardzo do Prevca. Szybko udałam się
do domku Austriaków, żeby Gregor znów mi nie znikł. Musiałam go pilnować, aby
nie zrobił znów jakiejś głupoty.
Gdy się przebrał, wyszliśmy na spacer. Słońce już dawno
pożegnało świat, więc z każdą chwilą robiło się ciemniej. Śnieg lekko iskrzył
się w świetle ulicznych latarni. Trzymaliśmy się za ręce i powoli
przemierzaliśmy ulice miasteczka.
-O czym myślisz?- zapytał po chwili ciszy, bacznie mi się
przyglądając.
-Tak sobie myślę, że ja poznałam twoich rodziców, a ty moich
jeszcze nie znasz…- roześmiałam się, widząc jego krzywą minę.- Kiedyś musimy
ich odwiedzić.
-Wiem- odpowiedział, nadal nieprzekonany.
-No przestań, nie są tacy źli- przystanęłam i wtuliłam się w
jego tors.
-Mam nadzieję, kochanie- szepnął, całując mnie we włosy.-
Chodź, pokażę Ci coś- powiedział i
pociągnął mnie za rękę. Po paru minutach stanęliśmy nad jeziorem, w którego tafli
odbijały się miejskie światła. Gdzieś w oddali górował nad miastem kompleks
skoczni.
-Ale pięknie- szepnęłam, a Gregor objął mnie ramieniem.
-Ty jesteś piękna- odpowiedział i wpił się w moje usta.-
Będziesz ze mną zawsze, prawda? Nie ważne, co jeszcze głupiego zrobię?
-No jasne, Gregor, co to w ogóle za pytanie?…-
odpowiedziałam szczerze, patrząc w jego oczy.
-Zdałem sobie sprawę, że tak bardzo Cię potrzebuję, że nie
potrafiłbym żyć bez Ciebie- zobaczyłam, że zaszkliły mu się oczy, więc
przytuliłam go najmocniej, jak tylko potrafiłam.
-A co, jeśli to znów okaże się silniejsze?- zapytał z
nieskrywaną obawą.
-Wtedy zwalczymy to razem. Nie zostawię Cię z tym samego…
-Dziękuję…
-Nie. To ja dziękuję, że mówisz mi to wszystko.
-Ufam Ci- szepnął, a ja uśmiechnęłam się promiennie.
Gregor
Nazajutrz odbył się konkurs drużynowy. Były to jedyne
zawody, w których mogłem liczyć na najwyższy stopień podium. Tak było też 1
marca. Zajęliśmy pierwsze miejsce, ale nie cieszyłem się ze swoich skoków.
Lizzie przybiegła mi pogratulować. Na mojej twarzy wykwitł uśmiech, gdy tylko
ją zobaczyłem. Wpiłem się w malinowe usta mojej dziewczyny. Od razu usłyszałem
dźwięki robienia zdjęć. Nie przejmowałem się. Niech wszyscy widzą jaki jestem
szczęśliwy, że znalazłem tą jedyną. Tak, ja Gregor Schlierenzauer, postanowiłem
się ustatkować.
Drugi konkurs indywidualny w Lahti poszedł mi bardzo dobrze.
Zająłem trzecie miejsce, zaraz za Severinem i Kamilem. Lizzie nie odstępowała
mnie na krok. Do hotelu wróciliśmy busikiem reprezentacji. Moja dziewczyna
udała się do pokoju, a ja na salę konferencyjną. Poza podstawowymi pytaniami
typu: „Jak się dziś skakało?”, „Jak oceniasz swoje skoki?”, jeden dziennikarz
zapytał:
-Jak życie poza skocznią wpływa na twoje skoki?
-Zawsze, kiedy siedzę na belce, próbuję się wyłączyć. Nie
myśleć o niczym, tylko o skoku. Ale czasem to się nie udaje i muszę zdać się na
swoją umiejętność radzenia sobie z emocjami.
-Kim jest ta tajemnicza dziewczyna, z którą jesteś ostatnio
spotykany i czy myślałeś o niej dziś, podczas skoku?
-Raczej nie spowiadam się z życia prywatnego, więc nie
zrobię wyjątku. Przyznam się, że myślałem. Czasem trzeba przed skokiem pomyśleć
o czymś dobrym.
-Skaczesz dla niej?- zapytał inny dziennikarz. Uśmiechnąłem
się pod nosem.
-Tak- moja odpowiedź wyraźnie ich usatysfakcjonowała.
Kiedy wróciłem do pokoju, Lizzie siedziała przy stoliku z
laptopem.
-Kim jest ta twoja tajemnicza dziewczyna, hmm?- zapytała,
odwracając wzrok od ekranu, na którym widniało nasze zdjęcie na pierwszej
stronie jakiegoś portalu informacyjnego.
-Pewna piękna brunetka, którą kocham nad życie- wymruczałem
jej do ucha i zabrałem się za całowanie jej szyi.
Nagle zadzwonił telefon Lizzie, ale ja nie miałem ochoty
przerywać poprzedniej czynności.
Lizzie
-Halo?- odezwałam się do telefonu.
-Hejka, moja ukochana siostrzyczko- przywitał się, jak
zwykle roześmianym głosem.- Stęskniłem się za Tobą…
-Ja za Tobą też, Florku. Niedługo Was odwiedzę- obiecałam.
-Gdzie teraz jesteś?- zapytał.
-Aktualnie w Lahti… z moim chłopakiem…
-CHŁOPAKIEM?! Siostrzyczko, czy ty się zakochałaś?- zapytał
podejrzliwie, z nutką rozbawienia.
-Na to wychodzi.
-Mam nadzieję, że jest Ciebie wart.
-On mnie tak, nie jestem pewna czy ja jestem warta jego.
-Jesteś pewna, że Cię kocha?
-Jeszcze jak… właśnie mi to dosadnie okazuje, przeszkadzając
w rozmowie z Tobą- zaśmiałam się.
-Ups… nie chciałem Wam przeszkadzać
-Spokojnie, jeszcze do niczego nie doszło.
-Jeszcze!
-Och, przestań! To kiedy moglibyśmy przyjechać?
-A kiedy Wam pasuje?
-Pod koniec marca…
-No to zapraszamy! A tak w ogóle to, jak on się nazywa?
-Jak przyjedziemy to Ci powiem. Zresztą jestem pewna, że go
znasz.
-Okej. A wpadniecie może na moje zawody? Mamy w czerwcu
rozgrywki szkolne.
-No jasne, że wpadniemy!
-Dzięki. Nie przeszkadzam Wam już więcej. Bądźcie grzeczni!
Całuski.
-Papa, braciszku- rozłączyłam się.
-Z kim rozmawiałaś?- zapytał Gregor.
-Z kochankiem- odpowiedziałam, a on popatrzył na mnie spode
łba. Parsknęłam śmiechem.- Gdybyś teraz widział swoją minę… Rozmawiałam z moim
kochanym braciszkiem, Gregorku. Jedziemy do nich po sezonie- uśmiechnęłam się i
pocałowałam go w usta. Po jego ustach błąkał się zawadiacki uśmieszek.
Postanowiłam, że będę udawać, iż niczego nie widziałam.
-Co robimy?- zapytałam, wstając z krzesła.
-Co tylko zechcesz- odpowiedział, wtulony w moje plecy
Gregor.
-Spać…
-Kochać się…
-Spać…
-Kochać się…
-Panie Schlierenzauer, jest Pan zboczony!
-Nie przeczę, ale dobrze mi z tym- wymruczał, zalotnie do
mojego ucha.
-Obiecałam Florkowi, że będziemy grzeczni- powiedziałam, ale
Gregor zamknął mi usta soczystym pocałunkiem. Nie pozostałam mu dłużna. Po
chwili nasze ubrania leżały na podłodze, a my na łóżku.
-Wiesz, że jesteś idealna?- powiedział, dokładnie lustrując
moje rozpalone ciało.
-Miło mi- odpowiedziałam, lekko się czerwieniąc. Gregor wodził
palcami po całym moim ciele, jakby chciał je poznać jeszcze raz, na nowo.
Poczułam, że zaraz eksploduję z napięcia rosnącego gdzieś we
mnie.
-No już. Zrób to, bo nie wytrzymam- poprosiłam.
-Hmmm… chyba się jeszcze nad Tobą trochę poznęcam-
odpowiedział, bawiąc się w najlepsze moimi włosami.
-Gregor- jęknęłam.
-Okej, okej, już…- powiedział i ulżył mojemu „cierpieniu”.
Po kilku minutach, które mogłyby trwać wiecznie, dobrnęliśmy na szczyt
rozkoszy. Gregor ułożył się obok mnie i wpatrywał się w moją klatkę piersiową,
która wciąż wariowała, nie mogąc znaleźć swojego rytmu. Gdzieś w środku czułam
jeszcze lekki ból od jego pchnięć, czułam jego małą cząstkę, którą we mnie
zostawił.
-Jestem, aż tak dobry?- zapytał, nadal mi się przyglądając.
-Nie bądź taki skromny… jesteś najlepszy- szepnęłam i
uśmiechnęłam się.
---------------------------
Nie, to jeszcze nie koniec. I wcale nie będzie różowo, więc jeszcze się nad nimi poznęcamy :D (zacieramy ręce).
Morgi... łzy same cisnął się nam do oczu. Dziękujemy, za to że dawałeś nam zawsze tyle radości, dziękujemy za piękne skoki, dziękujemy za twój uśmiech, ale przede wszystkim za Twoją siłę, którą pokazałeś podczas ostatnich igrzysk w Soczi. Należy Ci się szacunek do końca życia.
DANKE, THOMAS! <3
Całusy, Milka i Molly :*
Subskrybuj:
Posty (Atom)