piątek, 23 stycznia 2015

Rozdział 34
“Love the way you lie”
Gregor
“On the first page of our story,
the future seems so bright.
And this things turned out so evil,
I don’t know why I’m still surprise.”


W Eindsiedeln poszło mi bardzo dobrze, co było miłą odmianą od nieustających porażek w Pucharze Świata. Wracałem do domu cały w skowronkach, szczęśliwy, że zobaczę moją wspaniałą żonę.
-Wróciłem!- krzyknąłem od progu. Odpowiedziała mi głucha cisza.
-Lizzie?- zawołałem i wszedłem do salonu. Siedziała na sofie, zwinięta w kulkę, patrząc pustym wzrokiem w przestrzeń. Momentalnie zaczęły uderzać we mnie myśli: “Coś się stało”, “Ktoś ją skrzywdził” i “Dlaczego mnie przy niej nie było”.
-Lizzie, co się stało?- zapytałem łagodnym głosem, siadając obok niej. Z jej oczu potoczyły się łzy.
-Ja… przepraszam- powiedziała łamiącym się głosem. Spojrzałem na nią zdziwiony.
-Lizzie… Za co? Coś się stało?- zapytałem, otaczając ją ramionami. Odepchnęła mnie od siebie i wstała gwałtownie. Coś ścisnęło mi serce. Miałem bardzo złe przeczucia.
-Ja… zdradziłam cię- powiedziała cicho. Zamarłem, czułem, jak wszystkie mięśnie mi się napinają. Wstałem powoli i podszedłem do niej. Nie potrafiłem odgadnąć własnych emocji. Nie wiedziałem, czy byłem wściekły, zawiedziony, czy po prostu smutny. A może wszystko naraz. Wiem, że patrzyłem na nią z furią, bo widziałem, jak skuliła się w sobie. Przecież nie powinienem jej tego robić. Wiedziałem, przez co przeszła.
-Z kim?- warknąłem przez zęby. Zadrżała i wymamrotała coś, zbyt cicho, bym mógł usłyszeć.
-Z kim?!- podniosłem głos. Skuliła się jeszcze bardziej.
-Z Thomasem- to się stało szybko. W ogóle przy tym nie myślełem. Wściekłość mnie zaślepiła. Następną rzeczą, którą pamiętałem, była Lizzie z zaczerwienionym policzkiem i ogromnym strachem w oczach. Łzy płynęły jej po policzkach, a ja stałem jak zamurowany, nie mogąc uwierzyć, że to zrobiłem. Pierwsza otrząsnęła się brunetka, która wbiegła na schody, uciekając ode mnie.
-Nie!- krzyknąłem.- Lizzie! Czekaj! Przepraszam!- wrzeszczałem ile sił w płucach, ale ona zamknęła się w sypialni i zdawała się mnie nie słyszeć.
-Przepraszam! Lizzie!- nie mogłem uwierzyć, że podniosłem na nią rękę. Nienawidziłem siebie bardziej niż kiedykolwiek.
Stałem pod drzwiami do sypialni, krzycząc, błagając żeby mnie wpuściła, żeby wybaczyła. Kiedy moje gardło było całkowicie zdarte i nie byłem w stanie wydusić z siebie słowa, poddałem się. To nie miało sensu. Wiem, że nie powinienem tego robić, ale nie widziałem innej opcji. Udałem się do najbliższego baru w okolicy.

Lizzie


Kiedy jego krzyki ustały, wiedziałam dokąd pojechał. Jednak wcale mnie to nie obchodziło. Czułam się okropnie. Całe ciało mnie bolało, miałam mdłości. Ale moja psychika była w jeszcze gorszym stanie. W jednej sekundzie wróciły wszystkie moje najgorsze wspomnienia.
-Słonko, wróciłem do domu!- usłyszałam. Mieszkaliśmy razem w małym domku na skraju Zakopanego. Ale to miejsce było moim koszmarem. A kiedy On wracał do mnie, zmieniało się w piekło. Zesztywniałam, kiedy złapał mnie za ramiona i pocałował.
-Co, kochanie? Nie lubisz, jak cię całuję?- zapytał, łapiąc mnie mocno za nadgarstki. Odwróciła od niego wzrok, ale on uderzył mnie w twarz, wrzeszcząc:
-Patrz na mnie!
Wzdrygnęłam się, odpędzając niechciane wspomnienie. Ja nie mogę do tego wracać. Spojrzałam na obrączkę na moim palcu. Nie wrócę do tego. Zdjęłam pierścionek i położyłam go na szafce nocnej. Następnie wyjęłam walizkę spod łóżka i zaczęłam pakować swoje rzeczy. Wracam do Polski. Nie chcę znaleźć się w tym miejscu nigdy więcej.



Padał deszcz. Docisnąłem  pedał gazu, aby jak najszybciej znaleźć się u jej boku. Nie chciałem, żeby czekała na mnie ani minuty dłużej. Byłem głupi, że tak ją samą zostawiłem. Ale nagle poczułem, że mój samochód traci przyczepność. Ostatnie co pamiętam, to olbrzymi huk i przeszywający ból po lewej stronie mojego ciała.




---------------------
Tak.
A teraz zastanawiajcie się, kto miał wypadek xD
I pewnie już nie kochacie Grega ;(
Ale my kochamy Was :D :** <333333333

Przepraszamy, Milka i Molly :)

piątek, 9 stycznia 2015

Rozdział 33
„Wicked game”
Lizzie
Chris Isaak „Wicked game”
“The world was on fire and no one could save me but you.
It’s strange what desire will make foolish people do”





Gregor wyjechał do Einsiedeln na zawody Letniej Grand Prix. Początkowo
miałam jechać z nim, ale kiedy wróciliśmy z Wisły nie czułam się
najlepiej i odpoczywałam w łóżku cały ostatni tydzień. Moja walizka
była starannie spakowana, na wypadek gdybym wyzdrowiała. Ale tak się nie
stało. Od samego rana bolała mnie głowa, a kiedy tylko Gregor wyszedł,
pobiegłam szybko do toalety, bo zebrało mi się na wymioty. Nie miałam
pojęcia co się ze mną dzieje. Byłam obolała, zmęczona i trochę
przestraszona. Sięgnęłam do kieszeni po telefon i siedząc na podłodze,
zadzwoniłam do osoby, która jako jedyna mogła mi teraz pomóc.
-Thomas, pomóż mi…- wyszeptałam.- Przyjedź, proszę…
-Ale co się dzieje?- zapytał przestraszony.
-Nie wiem… po prostu przyjedź- poprosiłam jeszcze raz, a on obiecał,
że będzie za pół godziny.
Trzydzieści minut oczekiwania na Thomasa dłużyły mi się
niemiłosiernie. Nie miałam nawet siły, aby dowlec się do łóżka,
więc leżałam na podłodze.
Kiedy Thomas w końcu się pojawił, przeniósł mnie na łóżko i
zaczął wypytywać co się dzieje. Nie mogłam mu odpowiedzieć, bo sama
nie potrafiłam. Jęknęłam tylko i zwinęłam się w kłębek.
-Może pojedziemy do lekarza?- zaproponował.
-Nie…
-Pojedziemy. Chodź tu- wziął mnie na ręce i zaniósł do samochodu.
Byłam mu wdzięczna za to, że postawił na swoim, bo nie wiem, jak długo
mogłabym jeszcze wytrzymać.
-Gdzie jest Gregor?
-Pojechał na zawody- pisnęłam cicho, trzymając się za brzuch.
-I zostawił cię w takim stanie?!- podniósł lekko głos.
-Nie krzycz… rano czułam się dobrze- odpowiedziałam, a on tylko
westchnął.
Thomas zaprowadził mnie pod same drzwi gabinetu i zaczekał na korytarzu.
Lekarz wypytywał mnie o dolegliwości i wstępnie mnie zbadał. Potem
podał mi jakąś kartkę i powiedział:
-Proszę udać się do ginekologa.
Popatrzyłam na niego pytająco, ale on się tylko uśmiechnął.
Thomas zawiózł mnie do zaufanej pani ginekolog, u której spędziłam
prawie dwie godziny. Było mi trochę żal Thomasa, który uparł się, że
na mnie zaczeka. Więc pewnie umierał z nudów, kiedy ja byłam na
badaniu.
W pewnym momencie lekarka usiadła przed komputerem i wpisała do niego
jakieś dane. A później jej twarz rozświetlił uśmiech.
-Tak jak się spodziewałam- zwróciła się do mnie.- Jest pani w piątym
tygodniu ciąży.
Podsunęła mi pod nos zdjęcie USG i pokazała ciemniejszą plamę, która
miała być dzieckiem. Moim dzieckiem.
Ale zamiast się cieszyć, we mnie uderzyła fala wątpliwości.
Siedziałam wpatrzona w zdjęcie, a z moich oczu kapały łzy.
-Z badań wynika, że płód rozwija się prawidłowo. Zna pani ojca
dziecka?
-Tak… tak znam.
-Proszę pani, czy wszystko w porządku?- zapytała, widząc moją dziwną
reakcję na wieść, że zostanę mamą.
-Tak. Po prostu jestem w szoku- odpowiedziałam i wysiliłam się na
uśmiech.
-Proszę regularnie stawiać się na badania. No i niech pani uważa na
siebie.
-Dziękuję… Do widzenia- chwyciłam zdjęcie i wyszłam z gabinetu.
Thomas, widząc mnie całą zapłakaną, poderwał się z krzesła.
Podbiegłam do niego i zaczęłam szlochać w jego koszulkę. Zamknął
mnie w szczelnym uścisku. O nic nie pytał, nic nie mówił. Po prostu
czekał i dawał mi niewyobrażalne wsparcie. Wsparcie, bez którego pewnie
nie dałabym rady i rzuciła się pod pierwszy lepszy samochód.
Ja matką? Nie mieściło mi się to w głowie. Bałam się. Tysiące
wątpliwości targały moim sercem. Nie byłam gotowa do tak
odpowiedzialnej roli. Nigdy nie myślałam jak to będzie, kiedy będę
miała dziecko. A teraz nadeszło to tak szybko i niespodziewanie…
-Ja nie chcę. Nie chcę. Jeszcze nie teraz…- łkałam, ale Thomas
wziął moją twarz w dłonie i starł z moich policzków słone łzy.
-Lizzie, co się dzieje?- zapytał, patrząc na mnie tymi błękitnymi
tęczówkami. I choć naprawdę nie chciałam o tym mówić, to uległam
jego spojrzeniu i wyrzuciłam z siebie te trzy słowa. Na początku był
lekko zszokowany, ale potem jego usta wykrzywiły się w uśmiechu. Nie
mogłam pojąć dlaczego się tak szczerzy.
-To świetnie!- wykrzyknął z entuzjazmem.- Dlaczego się nie cieszysz?
Odpowiedziałam mu tylko, że „jeszcze nie chcę” i zaniosłam się
kolejnymi falami płaczu.
Thomas wziął mnie do samochodu i pojechaliśmy do jego mieszkania w
Innsbrucku.
Położyłam się na kanapie i najbliższe kilka godzin spędziłam
płacząc. Nie wiedziałam co mam ze sobą zrobić. Czułam się osaczona,
a jednocześnie taka samotna… a co najgorsze, czułam, że nie potrafię
pokochać tej małej istotki, która rosła we mnie. Tej samej istotki,
która gdy tylko przyjdzie na świat pokocha mnie miłością bezgraniczną
i bezinteresowną.
Nie umiałam się zdecydować, czy wolałabym aby Gregor był tutaj ze
mną. Nie wiedziałam czy jego ramiona osłoniłyby mnie przed złem tego
świata, czy on sam byłby dla mnie lekarstwem.
Thomas zaszył się na te wszystkie godziny w kuchni. Siedział tam cicho
jak mysz. Dawał mi czas, żebym mogła pomyśleć, żeby pobyć z tym
wszystkim sam na sam. Żeby spojrzeć przyszłości prosto w oczy.
Wrócił dopiero wieczorem, kiedy już się wypłakałam i uspokoiłam. W
ręku trzymał kubek z gorącą czekoladą, który podał mi, kiedy
podniosłam się do pozycji siedzącej.
-Dziękuję- powiedziałam i wiem, że zrozumiał, że nie chodzi mi tylko
o czekoladę.
-Nie ma za co- uśmiechnął się. Domyślałam się, że w końcu o to
zapyta, ale kiedy w końcu padło to pytanie: „Dlaczego nie chcesz
dziecka?”, zupełnie się zacięłam i nie wiedziałam co odpowiedzieć.
-Lizzie, przecież wiesz, że zawsze możesz na mnie liczyć i wiesz, że
zawsze ci pomogę. Powiedz mi, co się dzieje?
Ale ja milczałam, bo nie wiedziałam co mu odpowiedzieć. A on nie dawał
za wygraną:
-Czy między tobą a Gregorem wszystko okej?
-Tak, ale ja… ja wolałabym mieć to dziecko z tobą…
Kiedy dotarł do mnie sens tego, co przed chwilą powiedziałam, było już
za późno, żeby to cofnąć. A później zrobiliśmy cos tak impulsywnego
i nagłego, że kiedy poczułam ciepło jego ust na moich, nie byłam w
stanie zrobić nic, tylko oddać mu pocałunek i wpleść palce w jego
miękkie, jasne włosy…




---------------


Resztę zostawiamy do dyspozycji waszej wyobraźni :P
I jak myślicie? Co z tego wyniknie? Czekamy na Wasze opinie :D



Ostatnio przekroczyłyśmy barierę 10.000 wyświetleń za co gorąco Wam dziękujemy !!! Po raz kolejny musimy powiedzieć, że jesteście wspaniałe.


Po prawej pojawiła się zakładka SPAM. Stwierdziłyśmy, że się Wam przyda ;)



Pozdrawiamy, Milka i Molly :)

piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 32
„Thinking out loud”
Gregor
“Take me into your loving arms
Kiss me under the light of a thousand stars
Place your head on my beating heart”

Była piękna. Niezwykle piękna. Biała sukienka lśniła na niej, włosy opadały lekkimi falami na ramiona. Długi welon ciągnął się za nią, jakby wyłaniała się z mgły.
Gdy pierwszy raz ją ujrzałem, straciłem dech w piersiach. Czułem, że dostaję od życia najpiękniejszy prezent na świecie. I to na własność. Ona będzie zaraz tylko dla mnie.
Po mojej prawej stronie stanął Thomas, który wyglądał na równie oczarowanego, co ja. Nie przejmowałem się tym jednak. Nie mogłem teraz być zazdrosny. To mnie powiedziała „tak” i to ja mam za chwilę zostać mężem Lizzie Domańskiej. Lizzie Schlierenzauer.
Kiedy ona i Ewa stanęły przy  ołtarzu, kiedy spojrzałem w jej oczy, kiedy zobaczyłem w nich wielką miłość, skierowaną na moją osobę, poczułem, jak się wzruszam. Oto ja, Gregor Schlierenzauer, młody, rozpuszczony sportowiec, brałem za żonę cud. Prawdziwy, niziutki, zielonooki cud.
Pomyślałem o tym, co przeze mnie przeszła i przysięgłem przed samym sobą, że nigdy już nie zapłacze z mojego powodu. I niech mnie pochłonie piekło, jeżeli tak się stanie.
Złapałem ją za ręce, kiedy odmawialiśmy przysięgę. Pomimo tego, iż braliśmy ślub w Zakopanem, msza była po niemiecku, z racji mojego oczywistego braku umiejętności w języku polskim.
Ksiądz ogłosił, że jesteśmy ze sobą związani na wieki. Wziąłem mojego krasnoludka w ramiona i pocałowałem z całej siły.
-Kocham Cię, Słonko- wymruczałem w jej usta. Poczułem, jak się uśmiecha i powtarza wyzwanie.
Chciałbym powiedzieć, że byłem szczęśliwy, ale to stanowczo za mało, by wyrazić moje uczucia.

XXX

Jedno trzeba przyznać: polskie imprezy są niesamowite. A szczególnie wesela. Nigdy nie sądziłem, że po tylu kieliszkach można jeszcze chodzić, a co dopiero tańczyć, ale polscy koledzy ciągle udowadniali mi, że limit alkoholu we krwi nie istnieje.
Lizzie nadal wyglądała przepięknie. Nawet kiedy jej włosy sterczały na wszystkie strony, a dół jej sukienki był czarny od brudu z podeszw, które rytmicznie przydeptywały tkaninę.
Wirowaliśmy na parkiecie praktycznie bez przerwy. Nie miałem pojęcia, jak Lizzie wytrzymuje w tych olbrzymich szpilkach, ale kiedy ją o to zapytałem, odpowiedziała, że kobieta może wiele poświęcić, by wyglądać pięknie. Nie uwierzyła mi, kiedy stwierdziłem, że ona zawsze wygląda nieziemsko.
Podczas jednej z wolniejszych piosenek, moja żona oparła się o mnie i wymruczała, że jest zmęczona. Momentalnie wziąłem ją na ręce i żegnając się z wszystkimi, wniosłem do pokoju, który wynajmowaliśmy. Po szybkim (wspólnym) prysznicu, położyliśmy się do łóżka. Obojgu z nas kleiły się oczy, więc poważnie wątpiłem, czy nasz oficjalny „pierwszy raz”, który na pewno pierwszym nie był, dojdzie do skutku.
Pani Schlierenzauer położyła mi dłoń na policzku i szepnęła cicho:
-Kocham Cię, Greg- wtuliła się w moją klatkę piersiową i westchnęła. Pogładziłem jej włosy i pocałowałem w czubek głowy.
-Też Cię kocham, Elżbhietkho…- wymruczałem, próbując prawidłowo wymówić jej pełne imię. Zaśmiała się cicho.
-Jak możesz być moim mężem, skoro nie umiesz poprawnie wymówić mojego imienia?

-Jeszcze się nauczę- obiecałem.- Przecież mamy czas…




----------------
To już naprawdę ostatni słodki rozdział. W kolejnym już zacznie się dziać :D
Jak tam u Was po świętach? Prezenty udane? Jak dla nas najlepszym prezentem była wiadomość, że Kamil leci na Turniej Czterech Skoczni :)
U nas dzisiaj spadł śnieg :) Więc w końcu się doczekałyśmy :D
Buziaki, Milka i Molly :*

wtorek, 23 grudnia 2014

Kochane!
W ten piękny czas chcemy Wam życzyć wesołych, rodzinnych i białych świąt Bożego Narodzenia (my nadal wierzymy, że śnieg się pojawi ;)).  Bogatych prezentów pod choinką i wielu wzruszających chwil w czasie tych świąt :)

Jak spędzicie święta? Dla Molly ten czas będzie bardzo pracowity, a to wszystko przez to, że wraz z nowym rokiem startuje z następnym blogiem :) Przygotowania idą pełną parą, więc każdą wolną chwilę spędza przed komputerem, pisząc kolejne rozdziały :D
Za to Milka będzie obijać się przez następne 2 tygodnie xD




A tu macie coś z innej beczki :D


Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego w te święta.
Buziole, Milka i Molly :***

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 31
„Rude”
Lizzie
„Can I have your daugther for the Rest of my life?
Say yes, say yes, couse I need to know”

Po powrocie do Austrii, zaczęliśmy szykować się do wyjazdu do mich rodziców.
Gregor pojechał zrobić zakupy, a ja zabrałam się za pranie, sprzątanie i pakowanie. Rozwieszałam właśnie ubrania na suszarce, łapiąc ciepłe wiosenne promienie słońca, kiedy zauważyłam idącą do mnie Glorię.
-Hej, Kochana- cmoknęła mnie w policzek na powitanie.
-Hejka- odpowiedziałam z uśmiechem.- Napijesz się czegoś?
-Nie, dzięki. Ja tylko na chwilę. Przyszłam Ci złożyć gratulacje moja przyszła szwagierko.
-Dziękuję- zapiszczałam i rzuciłam jej się w ramiona.
-Nawet nie wiesz, jak się cieszę! Jesteś najlepszą dziewczyną, jaką Gregor kiedykolwiek miał… mój mały braciszek dorasta- teatralnie otarła łezki, wydostające się z kącików jej oczu.- To kiedy ślub?
-Nie wiem- odpowiadam, wzruszając ramionami.- W sumie to jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Jutro wyjeżdżamy do moich rodziców i pewnie tam coś uzgodnimy.
-Znowu wyjeżdżacie? Dopiero co wróciliście…
-Wiem, ale obiecałam im, że przyjedziemy. A zresztą moja rodzinka musi w końcu poznać Gregora.- zakończyłam, wskazując na samochód, który właśnie pojawił się na podjeździe.
-Witam moje kochane kobitki- wyszczerzył się Gregor, taszcząc torby pełne produktów.
-Kupiłeś wszystko?- zawołałam za nim.
-Wszystko o co prosiłaś- opowiedział, kiedy wyszedł znowu z domu. Złączył swoje usta z moimi, co spotkało się z radosnym „Ooooo” Glorii.

XXX

Rano obudził mnie Gregor. Mimo dość wczesnej pory nie protestowałam. Wizja około ośmiu godzin w samochodzie z moim narzeczonym, była niezwykle kusząca. Nie wiem ile razy pokonałam drogę z domu do samochodu, taszcząc najpotrzebniejsze rzeczy na wyjazd, ale byłam tak podekscytowana, że chodziłam jak w transie.
-Zaskoczyłeś mnie- zagadnęłam, kiedy wjeżdżaliśmy na autostradę.
-Czym?- zdziwił się.
-Tymi oświadczynami- odparłam z uśmiechem, patrząc na niego.
-To chyba dobrze, prawda?- zaśmiał się.
-No tak… tylko zastanawiałam się, co byś zrobił, gdybym się nie zgodziła?- zapytałam, a on zmarszczył brwi. Zastanawiał się jeszcze chwilę, a potem wyszczerzył do mnie zęby i powiedział:
-Zjadłbym Cię.
-Hmmmm…- mruknęłam.- Ciekawe czy twój żołądek jest tak samo seksowny.
-Kocham Cię, ty mój zbocz uchu- odpowiedział z uśmiechem.
-No, wieeem…

XXX

Po około ośmiu godzinach, wjechaliśmy na ulicę, na której mieszkają moi rodzice i braciszek. Pokierowałam Gregora i chwilę później staliśmy już pod drzwiami.
-Florek, strażnik drzwi, zawsze do usług- powitał nas po niemiecku i oczywiście zamknął mnie w szczelnym uścisku.
Kiedy tylko weszliśmy do środka, usłyszeliśmy muzykę. To wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo brakowało mi prawdziwego, góralskiego rzępolenia. Mimo, iż dźwięki dochodziły z odtwarzacza, to muzyka była żywa, jakby wypełniająca całe pomieszczenie, i sprawiająca, że od razu zaczęłam tupać nogą.
-Gregor, to jest mój mały, duży braciszek, Florian- przedstawiłam ich i dodałam:- Astmatyczni sportowcy, łączcie się!
Zaśmiali się, a ja ruszyłam w głąb domu. W salonie zobaczyłam rodziców, którzy powoli zmierzali w naszą stronę. Powitałam ich całusem w policzek, a później przedstawiłam im Gregora. Mama cały czas się do niego uśmiechała, ale tata… no cóż… chyba nie przypadli sobie do gustu. Mój ojciec, Karol, dość wylewnie powiedział mu, że „jeśli spieprzy mi życie, on nie da mu żyć.” Od tamtej chwili tata nie odezwał się ani razu, ale między nim, a Gregorem zapanowało dziwne napięcie. No tak, wiem, że nie wszyscy moi partnerzy byli aniołkami, ale Gregor jest zupełnie inny. Gdybym miała przekonać do niego tatę, musiałabym mu opowiedzieć całą naszą historię, a to mogłoby obudzić we mnie pewne traumatyczne wspomnienia.
Zjedliśmy przygotowaną przez mamę kolację, odświeżyliśmy się i zmęczeni podróżą, poszliśmy spać już o 21.00.

XXX

Otworzyłam oczy jeszcze przed 8.00. Gregor spał w najlepsze, ale nie dziwiłam się. Po takiej podróży należy się odpoczynek. Owinęłam się w koc i wyszłam na balkon, przylegający do mojego pokoju. Stanęłam twarzą w twarz z Giewontem. Krzyż, stojący na szczycie góry, odbijał promienie wschodzącego słońca. Po prawej rozciągał się widok na Zakopane. Całe miasto powoli budziło się do życia. Dzieci i młodzież spieszyli do szkół, w sklepach zaczął robić się tłok, a dzwony kościelne, dobiegające gdzieś z oddali, zwiastowały koniec porannej mszy. Usłyszałam, że mama krząta się jeszcze w kuchni, ale chwilę później wyszła z domu i odjechała do szkoły, by wpajać wiedzę młodym pokoleniom. Mama jest stworzona na nauczycielkę. Ma anielską cierpliwość, ale przede wszystkim umie przekazać wiedzę. Pewnie gdyby nie ona, nie mówiłabym tak biegle po niemiecku.
Usiadłam na wiklinowym fotelu, stojącym na balkonie. Przymknęłam oczy i wdychałam powietrze, jakiego nie ma w Austrii. Jest tylko w Polsce, w górach, w Zakopanem. Uśmiechnęłam się lekko, gdy słońce oświetliło moją twarz, a wiatr uniósł włosy.
Weszłam do domu dopiero po pół godzinie, gdy mój brzuch zaczął coraz głośniej domagać się, abym coś zjadła. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i nałożyłam lekki makijaż.
Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę.
-Dzień dobry, Elżunio- przywitał się Florek, dołączając do mnie.
-Cześć, bracie- uśmiechnęłam się.- Nie powinieneś być w szkole?
-Mam na 10.00- wyszczerzył się.
-Farciarz. Ja zawsze zaczynałam wcześnie rano.
-Było zostać sportowcem, nie jakąś dziennikarką- mruknął, a ja pacnęłam go w głowę.- No co? Sportowcy muszą się wysypiać.
-Coś o tym wiem- powiedziałam z uśmiechem.
-Dzień dobry, moje kochane dzieci- przywitał się, wchodzący do kuchni tata.
-Dzień dobry, tato- powiedzieliśmy z Florkiem jednocześnie.
-A gdzie król skoków narciarskich?- zapytał tata z ironią. Zagotowałam się w środku na te słowa.
-Tato, o co Ci chodzi? I czemu tak wczoraj na niego naskoczyłeś?- prawie krzyknęłam. -Bo nikt się tutaj nie liczy z moim zdaniem! Miałaś przyjechać z chłopakiem, a nie z narzeczonym! I nie zgadzam się, żebyś kiedykolwiek za niego wyszła!
-Tato, daj spokój- mruknął Florek, ale ani ja, ani tym bardziej ojciec, nie chcieliśmy go słuchać. Byliśmy zbytnio zajęci krzyczeniem na siebie.
-W ogóle go nie znasz!- wydarłam się.
-Poczytałem o nim dość, żeby stwierdzić, że nie jest dla Ciebie odpowiedni.
-Tato, czy ty zwariowałeś? Jeszcze się nie nauczyłeś, że mediom nie można wierzyć?
-Jest arogancki i samolubny.
-Kiedyś taki był, ale zmienił się. I wyjdę za niego, choćby nie wiem co!- wstałam gwałtownie od stołu i pobiegłam do swojego pokoju. Gregor właśnie szedł w stronę drzwi, kiedy wpadłam, jak burza, do pomieszczenia.
-Coś się stało?- zapytał przejęty.
-Nie, nic. Tylko pokłóciłam się z tatą- machnęłam ręką, wtulając się w jego nagi tors.
-O co poszło?
-O Ciebie. Tata nie chce, żebym za Ciebie wyszła…
-I masz zamiar go posłuchać?- zapytał niepewnie.
-Co Ci strzeliło do głowy?- uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w usta.
-Nie chcę, żebyś kłóciła się z rodzicami przeze mnie.
-Przestań. Nie bierz sobie tego do serca. Mój tata jest staromodny i gdybym mu pozwoliła to znalazłby mi jakiegoś starszego ode mnie lekarza.
-Siostra, wszystko okej?- zapytał, wchodzący do pokoju Florek. Pokiwałam twierdząco głową i wyciągnęłam do niego ręce, a on podszedł i też mnie przytulił.
-Kocham Was, moje dzióbki- wymruczałam, całując każdego z nich w policzek. Miałam przy sobie dwóch najcudowniejszych mężczyzn.

XXX

Kiedy tylko słońce zaczęło mocno grzać, wyszliśmy na spacer. Miałam nadzieję, że nikt nie będzie się czepiał Gregora, bo założył ubrania bez nadruków sponsorów i zrezygnował z czapki Red Bulla. Gdy Gregor zapytał „Co to są Krupówki?” stwierdziłam, że naprawdę nigdy nie zwiedzał Zakopanego. Poszliśmy więc na tę najsłynniejszą ulicę w Polsce, trzymając się za ręce. Sezon turystyczny jeszcze się nie zaczął, ale tu było dość sporo ludzi, zresztą jak zwykle.
Usiedliśmy w jednej z kafejek i zamówiliśmy sobie po kawie. Słońce oświetlało twarz Gregora, jakby był aniołem.
Był piękny… najpiękniejszy…
-Mam coś na buzi?- zapytał po chwili.
-Nie, czemu?
-Bo tak mi się przyglądasz- uśmiechnął się.
-Lubię na Ciebie patrzeć- wzruszyłam ramionami i dopiłam kawę.
Poszliśmy dalej, ale kiedy przechodziliśmy obok mojej ulubionej księgarni, nie mogłam się oprzeć, żeby do niej nie wejść. Za kasą siedziała ta sama pani, co kiedyś. Uśmiechnęła się do mnie i Gregora, gdy ją pozdrowiłam. Kilka osób, które były w środku, podniosły na nas wzrok.
Kiedy zatrzymaliśmy się przed półką z fantastyką, podeszła do nas nastolatka z trochę niepewną miną.
-Przepraszam, pan Gregor Schlierenzauer?- odezwała się do nas po angielsku. Czułam się dosyć dziwnie, bo dziewczyna była wyższa ode mnie, a Gregor szczerzył do niej zęby.
-No tak- odpowiedział, a ona podała mu kartkę i długopis. Zostawił swój autograf, a ja szybko sięgnęłam po książkę i ruszyłam do kasy, ciągnąc za sobą Gregora. Czym prędzej wyszłam z księgarni, a on pobiegł za mną.
-Co robisz?- zapytał, biorąc mnie za rękę.
-Idę do domu- odpowiedziałam lekko zdenerwowana.
-Jesteś zła?
-Nie.
-Jesteś zła…
Westchnęłam, bo nie miałam siły już mówić. Dlaczego ludzie nie mogą dać nam spokoju?
-Lizzie, proszę Cię. To był jeden autograf.
-A później będą następne i następne, aż zapomniałbyś, że ja też tutaj jestem.
-Nie zapomniałbym! Musisz po prostu przyzwyczaić się do tego, że nie jestem anonimowy.

-Pewnie masz rację- westchnęłam ciężko.- Przepraszam- przytuliłam go i weszliśmy do domu.



-------------------
To już jedne z ostatnich "słodkich rozdziałów". Mamy nadzieję, że Was zaskoczymy, a tymczasem czekamy na Wasze opinie ;)

Całusy, Milka i Molly :***

piątek, 28 listopada 2014

Rozdział 30
„All of Me”
Lizzie
“I give you all of me,
And you give me all of you”

Moje oczy wypełniły się łzami. Zakryłam dłonią usta, aby nie wydać z siebie żadnego niekontrolowanego dźwięku. Patrzyłam na mojego chłopaka, który z miłością w oczach patrzył na mnie, trzymając w rękach pudełko z najpiękniejszym pierścionkiem na świecie.
Czułam jak powoli wypełnia mnie szczęście. Gwałtownie pokiwałam głową, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Gregor uśmiechnął się szeroko. Boże, jak ja kocham ten uśmiech. Pomimo faktu, że znaliśmy się niezbyt długi czas, czułam, że Schlierenzauer jest tym jedynym. Pomimo wielu kłótni czułam, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
Gregor wstał i włożył mi pierścionek na palec. W tym momencie widownia wzniosła gromki okrzyk radości. Niewiele myśląc pocałowałam Gregora w usta i wtuliłam się w jego szczupłe ciało.
-Kocham Cię, Lizzie- szepnął mi do ucha.- I przepraszam za wszystko, co spotkało cię do tej pory z mojego powodu.
Uśmiechnęłam się leciutko.
-Spokojnie- szepnęłam.- Wszystko przetrwamy.
Na te słowa wziął mnie na ręce i przeniósł przez bramkę. Tłum zaczął wiwatować, a ja zaczęłam się śmiać. Kiedy Gregor postawił mnie na ziemi, znalazłam się w uścisku Ewy, która piszczała mi do ucha. Kątem oka zobaczyłam Kamila, podającego rękę Gregorowi. Miałam nadzieję, że to skończy małą wojnę między nimi. Gdy Ewa mnie puściła, rzucili się na mnie skoczkowie, klepiąc po plecach i przytulając. Myślałam, że nie uwolnię się z plątaniny rąk, ale po chwili tłum zaczął się przerzedzać.
Nie sądziłam, że można zorganizować przyjęcie w mniej niż godzinę. Cóż, skoczkowie dali radę. Oczywiście ze względu na jutrzejszy konkurs trzeba było obejść się bez napojów alkoholowych, ale zabawa i tak była przednia. Puszczano muzykę zarówno polską, jak i austriacką, ale znalazły się też akcenty z innych krajów. Co chwilę rozlegało się gromkie „Gorzko, gorzko”, które kończyło się moim pocałunkiem z Gregorem.
Tańczyłam jak szalona. Obracałam się w ramionach zarówno ukochanego mężczyzny, jak i innych skoczków. Po paru utworach szpilki, które wspaniałomyślnie założyłam, znalazły się w kącie, a ja byłam boso. Miałam wrażenie, jakby w ten dzień mojego życia, wszystko się ułożyło. Jakby przez okropne śpiewanie, pokraczny taniec, razem z każdą kolejną kroplą potu, z mojego ciała wydostawały się zmartwienia i wszystkie wspomnienia wydarzeń, których nie chciałam pamiętać. Zarówno sprzed olimpiady, z czasów mojego poprzedniego związku, jak i z okresu spędzonego z Gregorem. Czułam, że te wszystkie złe chwile nic nie znaczą. Że liczy się tylko uśmiech na twarzy mojej i mojego narzeczonego. Nie liczył się nieudany sezon Gregora, mój aktualny brak pracy. Liczyło się tylko to, że jesteśmy razem i nigdy nie przestaniemy.

Gregor

„Wygląda przepięknie”- tylko tyle miałem w głowie, kiedy patrzyłem na jej sylwetkę na parkiecie. Wyglądała tak lekko i zwiewnie, jakby nigdy nie miała być smutna.
„Nie mogę uwierzyć, że kiedykolwiek mogła płakać. I to przeze mnie”, pomyślałem gorzko.
Trudno było się kłócić. Czasem czułem się jak największy idiota na świecie (którym z całą pewnością byłem).
W tym momencie podszedł do mnie Anders Bardal, trzymając w rękach dwa kieliszki.
-Chcesz?- zapytał, podstawiając mi jeden pod nos. Spojrzałem na niego zdziwiony, a on westchnął ciężko.- Stary, przecież bym Cię nie schlał! To tylko soczek. Trzeba tylko użyć wyobraźni- uśmiechnął się do mnie. Parsknąłem niewymuszonym śmiechem i przyjąłem kieliszek. Anders stanął obok mnie i przyjrzał się Lizzie, która właśnie tańczyła z Peterem Prevcem.
-Dobry wybór- mruknął.
-Skąd taki wniosek?- zapytałem ze zdziwieniem. Bardal uśmiechnął się.
-Nie znam jej zbyt dobrze, ale mam wrażenie, że jest jedyną osobą, która może być przy tobie.
-Dlaczego tak twierdzisz?- byłem ciekawy, co jeszcze ma takiego do powiedzenia.
-Bo ma cierpliwość. A do Ciebie trzeba mieć anielskiej cierpliwości, stary- mruknął. Parsknąłem.
-Nie wiedziałem, że jesteś takim filozofem, Bardal- mruknąłem zgryźliwie.
-To przez soczek Schlierenzauer. To wszystko przez soczek- odparł po czym ruszył na parkiet. Spojrzałem z powątpiewaniem na kieliszek i wziąłem malutki łyczek. Rzeczywiście soczek. Czyli Bardal po prostu przesadził z wyobraźnią…

XXX

Kolejny dzień był dniem kolejnego i zarazem ostatniego konkursu tego sezonu. Tak szczerze, to nie obchodził mnie wynik. Miałem przecież największy skarb na świecie. Pokazywano ją na telebimie, kiedy siedziałem na belce, kiedy leciałem i lądowałem. Dodawała mi sił.
Klasyfikację generalną wygrał Kamil, z czego byłem bardzo zadowolony. Należało mu się, jak nikomu innemu.
Podczas dekoracji stanąłem obok zalanej łzami Lizzie i objąłem ją ramieniem. Spojrzała na mnie tymi swoimi zielonymi oczami i przytuliła się do mnie, potwierdzając to, co miałem w głowie cały ostatni dzień.

Ja i tak wygrałem.



----------------
Spodziewałyście się, prawda? :D
Już dzisiaj znowu skoki :)))
W tym tygodniu przekroczyłyśmy próg 6000 wyświetleń. Jesteśmy Wam bardzo wdzięczne i bardzo szczęśliwe. Dziękujemy z całego serca, że tak nas wspieracie :)
Całusy, Milka i Molly :**

PS. Molly zaprasza do siebie na bloga. Znajdziecie coś nowego, mam nadzieję, że się spodoba ;)