piątek, 26 grudnia 2014

Rozdział 32
„Thinking out loud”
Gregor
“Take me into your loving arms
Kiss me under the light of a thousand stars
Place your head on my beating heart”

Była piękna. Niezwykle piękna. Biała sukienka lśniła na niej, włosy opadały lekkimi falami na ramiona. Długi welon ciągnął się za nią, jakby wyłaniała się z mgły.
Gdy pierwszy raz ją ujrzałem, straciłem dech w piersiach. Czułem, że dostaję od życia najpiękniejszy prezent na świecie. I to na własność. Ona będzie zaraz tylko dla mnie.
Po mojej prawej stronie stanął Thomas, który wyglądał na równie oczarowanego, co ja. Nie przejmowałem się tym jednak. Nie mogłem teraz być zazdrosny. To mnie powiedziała „tak” i to ja mam za chwilę zostać mężem Lizzie Domańskiej. Lizzie Schlierenzauer.
Kiedy ona i Ewa stanęły przy  ołtarzu, kiedy spojrzałem w jej oczy, kiedy zobaczyłem w nich wielką miłość, skierowaną na moją osobę, poczułem, jak się wzruszam. Oto ja, Gregor Schlierenzauer, młody, rozpuszczony sportowiec, brałem za żonę cud. Prawdziwy, niziutki, zielonooki cud.
Pomyślałem o tym, co przeze mnie przeszła i przysięgłem przed samym sobą, że nigdy już nie zapłacze z mojego powodu. I niech mnie pochłonie piekło, jeżeli tak się stanie.
Złapałem ją za ręce, kiedy odmawialiśmy przysięgę. Pomimo tego, iż braliśmy ślub w Zakopanem, msza była po niemiecku, z racji mojego oczywistego braku umiejętności w języku polskim.
Ksiądz ogłosił, że jesteśmy ze sobą związani na wieki. Wziąłem mojego krasnoludka w ramiona i pocałowałem z całej siły.
-Kocham Cię, Słonko- wymruczałem w jej usta. Poczułem, jak się uśmiecha i powtarza wyzwanie.
Chciałbym powiedzieć, że byłem szczęśliwy, ale to stanowczo za mało, by wyrazić moje uczucia.

XXX

Jedno trzeba przyznać: polskie imprezy są niesamowite. A szczególnie wesela. Nigdy nie sądziłem, że po tylu kieliszkach można jeszcze chodzić, a co dopiero tańczyć, ale polscy koledzy ciągle udowadniali mi, że limit alkoholu we krwi nie istnieje.
Lizzie nadal wyglądała przepięknie. Nawet kiedy jej włosy sterczały na wszystkie strony, a dół jej sukienki był czarny od brudu z podeszw, które rytmicznie przydeptywały tkaninę.
Wirowaliśmy na parkiecie praktycznie bez przerwy. Nie miałem pojęcia, jak Lizzie wytrzymuje w tych olbrzymich szpilkach, ale kiedy ją o to zapytałem, odpowiedziała, że kobieta może wiele poświęcić, by wyglądać pięknie. Nie uwierzyła mi, kiedy stwierdziłem, że ona zawsze wygląda nieziemsko.
Podczas jednej z wolniejszych piosenek, moja żona oparła się o mnie i wymruczała, że jest zmęczona. Momentalnie wziąłem ją na ręce i żegnając się z wszystkimi, wniosłem do pokoju, który wynajmowaliśmy. Po szybkim (wspólnym) prysznicu, położyliśmy się do łóżka. Obojgu z nas kleiły się oczy, więc poważnie wątpiłem, czy nasz oficjalny „pierwszy raz”, który na pewno pierwszym nie był, dojdzie do skutku.
Pani Schlierenzauer położyła mi dłoń na policzku i szepnęła cicho:
-Kocham Cię, Greg- wtuliła się w moją klatkę piersiową i westchnęła. Pogładziłem jej włosy i pocałowałem w czubek głowy.
-Też Cię kocham, Elżbhietkho…- wymruczałem, próbując prawidłowo wymówić jej pełne imię. Zaśmiała się cicho.
-Jak możesz być moim mężem, skoro nie umiesz poprawnie wymówić mojego imienia?

-Jeszcze się nauczę- obiecałem.- Przecież mamy czas…




----------------
To już naprawdę ostatni słodki rozdział. W kolejnym już zacznie się dziać :D
Jak tam u Was po świętach? Prezenty udane? Jak dla nas najlepszym prezentem była wiadomość, że Kamil leci na Turniej Czterech Skoczni :)
U nas dzisiaj spadł śnieg :) Więc w końcu się doczekałyśmy :D
Buziaki, Milka i Molly :*

wtorek, 23 grudnia 2014

Kochane!
W ten piękny czas chcemy Wam życzyć wesołych, rodzinnych i białych świąt Bożego Narodzenia (my nadal wierzymy, że śnieg się pojawi ;)).  Bogatych prezentów pod choinką i wielu wzruszających chwil w czasie tych świąt :)

Jak spędzicie święta? Dla Molly ten czas będzie bardzo pracowity, a to wszystko przez to, że wraz z nowym rokiem startuje z następnym blogiem :) Przygotowania idą pełną parą, więc każdą wolną chwilę spędza przed komputerem, pisząc kolejne rozdziały :D
Za to Milka będzie obijać się przez następne 2 tygodnie xD




A tu macie coś z innej beczki :D


Jeszcze raz Wszystkiego Najlepszego w te święta.
Buziole, Milka i Molly :***

piątek, 12 grudnia 2014

Rozdział 31
„Rude”
Lizzie
„Can I have your daugther for the Rest of my life?
Say yes, say yes, couse I need to know”

Po powrocie do Austrii, zaczęliśmy szykować się do wyjazdu do mich rodziców.
Gregor pojechał zrobić zakupy, a ja zabrałam się za pranie, sprzątanie i pakowanie. Rozwieszałam właśnie ubrania na suszarce, łapiąc ciepłe wiosenne promienie słońca, kiedy zauważyłam idącą do mnie Glorię.
-Hej, Kochana- cmoknęła mnie w policzek na powitanie.
-Hejka- odpowiedziałam z uśmiechem.- Napijesz się czegoś?
-Nie, dzięki. Ja tylko na chwilę. Przyszłam Ci złożyć gratulacje moja przyszła szwagierko.
-Dziękuję- zapiszczałam i rzuciłam jej się w ramiona.
-Nawet nie wiesz, jak się cieszę! Jesteś najlepszą dziewczyną, jaką Gregor kiedykolwiek miał… mój mały braciszek dorasta- teatralnie otarła łezki, wydostające się z kącików jej oczu.- To kiedy ślub?
-Nie wiem- odpowiadam, wzruszając ramionami.- W sumie to jeszcze o tym nie rozmawialiśmy. Jutro wyjeżdżamy do moich rodziców i pewnie tam coś uzgodnimy.
-Znowu wyjeżdżacie? Dopiero co wróciliście…
-Wiem, ale obiecałam im, że przyjedziemy. A zresztą moja rodzinka musi w końcu poznać Gregora.- zakończyłam, wskazując na samochód, który właśnie pojawił się na podjeździe.
-Witam moje kochane kobitki- wyszczerzył się Gregor, taszcząc torby pełne produktów.
-Kupiłeś wszystko?- zawołałam za nim.
-Wszystko o co prosiłaś- opowiedział, kiedy wyszedł znowu z domu. Złączył swoje usta z moimi, co spotkało się z radosnym „Ooooo” Glorii.

XXX

Rano obudził mnie Gregor. Mimo dość wczesnej pory nie protestowałam. Wizja około ośmiu godzin w samochodzie z moim narzeczonym, była niezwykle kusząca. Nie wiem ile razy pokonałam drogę z domu do samochodu, taszcząc najpotrzebniejsze rzeczy na wyjazd, ale byłam tak podekscytowana, że chodziłam jak w transie.
-Zaskoczyłeś mnie- zagadnęłam, kiedy wjeżdżaliśmy na autostradę.
-Czym?- zdziwił się.
-Tymi oświadczynami- odparłam z uśmiechem, patrząc na niego.
-To chyba dobrze, prawda?- zaśmiał się.
-No tak… tylko zastanawiałam się, co byś zrobił, gdybym się nie zgodziła?- zapytałam, a on zmarszczył brwi. Zastanawiał się jeszcze chwilę, a potem wyszczerzył do mnie zęby i powiedział:
-Zjadłbym Cię.
-Hmmmm…- mruknęłam.- Ciekawe czy twój żołądek jest tak samo seksowny.
-Kocham Cię, ty mój zbocz uchu- odpowiedział z uśmiechem.
-No, wieeem…

XXX

Po około ośmiu godzinach, wjechaliśmy na ulicę, na której mieszkają moi rodzice i braciszek. Pokierowałam Gregora i chwilę później staliśmy już pod drzwiami.
-Florek, strażnik drzwi, zawsze do usług- powitał nas po niemiecku i oczywiście zamknął mnie w szczelnym uścisku.
Kiedy tylko weszliśmy do środka, usłyszeliśmy muzykę. To wtedy zdałam sobie sprawę, jak bardzo brakowało mi prawdziwego, góralskiego rzępolenia. Mimo, iż dźwięki dochodziły z odtwarzacza, to muzyka była żywa, jakby wypełniająca całe pomieszczenie, i sprawiająca, że od razu zaczęłam tupać nogą.
-Gregor, to jest mój mały, duży braciszek, Florian- przedstawiłam ich i dodałam:- Astmatyczni sportowcy, łączcie się!
Zaśmiali się, a ja ruszyłam w głąb domu. W salonie zobaczyłam rodziców, którzy powoli zmierzali w naszą stronę. Powitałam ich całusem w policzek, a później przedstawiłam im Gregora. Mama cały czas się do niego uśmiechała, ale tata… no cóż… chyba nie przypadli sobie do gustu. Mój ojciec, Karol, dość wylewnie powiedział mu, że „jeśli spieprzy mi życie, on nie da mu żyć.” Od tamtej chwili tata nie odezwał się ani razu, ale między nim, a Gregorem zapanowało dziwne napięcie. No tak, wiem, że nie wszyscy moi partnerzy byli aniołkami, ale Gregor jest zupełnie inny. Gdybym miała przekonać do niego tatę, musiałabym mu opowiedzieć całą naszą historię, a to mogłoby obudzić we mnie pewne traumatyczne wspomnienia.
Zjedliśmy przygotowaną przez mamę kolację, odświeżyliśmy się i zmęczeni podróżą, poszliśmy spać już o 21.00.

XXX

Otworzyłam oczy jeszcze przed 8.00. Gregor spał w najlepsze, ale nie dziwiłam się. Po takiej podróży należy się odpoczynek. Owinęłam się w koc i wyszłam na balkon, przylegający do mojego pokoju. Stanęłam twarzą w twarz z Giewontem. Krzyż, stojący na szczycie góry, odbijał promienie wschodzącego słońca. Po prawej rozciągał się widok na Zakopane. Całe miasto powoli budziło się do życia. Dzieci i młodzież spieszyli do szkół, w sklepach zaczął robić się tłok, a dzwony kościelne, dobiegające gdzieś z oddali, zwiastowały koniec porannej mszy. Usłyszałam, że mama krząta się jeszcze w kuchni, ale chwilę później wyszła z domu i odjechała do szkoły, by wpajać wiedzę młodym pokoleniom. Mama jest stworzona na nauczycielkę. Ma anielską cierpliwość, ale przede wszystkim umie przekazać wiedzę. Pewnie gdyby nie ona, nie mówiłabym tak biegle po niemiecku.
Usiadłam na wiklinowym fotelu, stojącym na balkonie. Przymknęłam oczy i wdychałam powietrze, jakiego nie ma w Austrii. Jest tylko w Polsce, w górach, w Zakopanem. Uśmiechnęłam się lekko, gdy słońce oświetliło moją twarz, a wiatr uniósł włosy.
Weszłam do domu dopiero po pół godzinie, gdy mój brzuch zaczął coraz głośniej domagać się, abym coś zjadła. Wzięłam szybki prysznic, ubrałam się i nałożyłam lekki makijaż.
Zeszłam do kuchni i zrobiłam sobie kanapkę.
-Dzień dobry, Elżunio- przywitał się Florek, dołączając do mnie.
-Cześć, bracie- uśmiechnęłam się.- Nie powinieneś być w szkole?
-Mam na 10.00- wyszczerzył się.
-Farciarz. Ja zawsze zaczynałam wcześnie rano.
-Było zostać sportowcem, nie jakąś dziennikarką- mruknął, a ja pacnęłam go w głowę.- No co? Sportowcy muszą się wysypiać.
-Coś o tym wiem- powiedziałam z uśmiechem.
-Dzień dobry, moje kochane dzieci- przywitał się, wchodzący do kuchni tata.
-Dzień dobry, tato- powiedzieliśmy z Florkiem jednocześnie.
-A gdzie król skoków narciarskich?- zapytał tata z ironią. Zagotowałam się w środku na te słowa.
-Tato, o co Ci chodzi? I czemu tak wczoraj na niego naskoczyłeś?- prawie krzyknęłam. -Bo nikt się tutaj nie liczy z moim zdaniem! Miałaś przyjechać z chłopakiem, a nie z narzeczonym! I nie zgadzam się, żebyś kiedykolwiek za niego wyszła!
-Tato, daj spokój- mruknął Florek, ale ani ja, ani tym bardziej ojciec, nie chcieliśmy go słuchać. Byliśmy zbytnio zajęci krzyczeniem na siebie.
-W ogóle go nie znasz!- wydarłam się.
-Poczytałem o nim dość, żeby stwierdzić, że nie jest dla Ciebie odpowiedni.
-Tato, czy ty zwariowałeś? Jeszcze się nie nauczyłeś, że mediom nie można wierzyć?
-Jest arogancki i samolubny.
-Kiedyś taki był, ale zmienił się. I wyjdę za niego, choćby nie wiem co!- wstałam gwałtownie od stołu i pobiegłam do swojego pokoju. Gregor właśnie szedł w stronę drzwi, kiedy wpadłam, jak burza, do pomieszczenia.
-Coś się stało?- zapytał przejęty.
-Nie, nic. Tylko pokłóciłam się z tatą- machnęłam ręką, wtulając się w jego nagi tors.
-O co poszło?
-O Ciebie. Tata nie chce, żebym za Ciebie wyszła…
-I masz zamiar go posłuchać?- zapytał niepewnie.
-Co Ci strzeliło do głowy?- uśmiechnęłam się i cmoknęłam go w usta.
-Nie chcę, żebyś kłóciła się z rodzicami przeze mnie.
-Przestań. Nie bierz sobie tego do serca. Mój tata jest staromodny i gdybym mu pozwoliła to znalazłby mi jakiegoś starszego ode mnie lekarza.
-Siostra, wszystko okej?- zapytał, wchodzący do pokoju Florek. Pokiwałam twierdząco głową i wyciągnęłam do niego ręce, a on podszedł i też mnie przytulił.
-Kocham Was, moje dzióbki- wymruczałam, całując każdego z nich w policzek. Miałam przy sobie dwóch najcudowniejszych mężczyzn.

XXX

Kiedy tylko słońce zaczęło mocno grzać, wyszliśmy na spacer. Miałam nadzieję, że nikt nie będzie się czepiał Gregora, bo założył ubrania bez nadruków sponsorów i zrezygnował z czapki Red Bulla. Gdy Gregor zapytał „Co to są Krupówki?” stwierdziłam, że naprawdę nigdy nie zwiedzał Zakopanego. Poszliśmy więc na tę najsłynniejszą ulicę w Polsce, trzymając się za ręce. Sezon turystyczny jeszcze się nie zaczął, ale tu było dość sporo ludzi, zresztą jak zwykle.
Usiedliśmy w jednej z kafejek i zamówiliśmy sobie po kawie. Słońce oświetlało twarz Gregora, jakby był aniołem.
Był piękny… najpiękniejszy…
-Mam coś na buzi?- zapytał po chwili.
-Nie, czemu?
-Bo tak mi się przyglądasz- uśmiechnął się.
-Lubię na Ciebie patrzeć- wzruszyłam ramionami i dopiłam kawę.
Poszliśmy dalej, ale kiedy przechodziliśmy obok mojej ulubionej księgarni, nie mogłam się oprzeć, żeby do niej nie wejść. Za kasą siedziała ta sama pani, co kiedyś. Uśmiechnęła się do mnie i Gregora, gdy ją pozdrowiłam. Kilka osób, które były w środku, podniosły na nas wzrok.
Kiedy zatrzymaliśmy się przed półką z fantastyką, podeszła do nas nastolatka z trochę niepewną miną.
-Przepraszam, pan Gregor Schlierenzauer?- odezwała się do nas po angielsku. Czułam się dosyć dziwnie, bo dziewczyna była wyższa ode mnie, a Gregor szczerzył do niej zęby.
-No tak- odpowiedział, a ona podała mu kartkę i długopis. Zostawił swój autograf, a ja szybko sięgnęłam po książkę i ruszyłam do kasy, ciągnąc za sobą Gregora. Czym prędzej wyszłam z księgarni, a on pobiegł za mną.
-Co robisz?- zapytał, biorąc mnie za rękę.
-Idę do domu- odpowiedziałam lekko zdenerwowana.
-Jesteś zła?
-Nie.
-Jesteś zła…
Westchnęłam, bo nie miałam siły już mówić. Dlaczego ludzie nie mogą dać nam spokoju?
-Lizzie, proszę Cię. To był jeden autograf.
-A później będą następne i następne, aż zapomniałbyś, że ja też tutaj jestem.
-Nie zapomniałbym! Musisz po prostu przyzwyczaić się do tego, że nie jestem anonimowy.

-Pewnie masz rację- westchnęłam ciężko.- Przepraszam- przytuliłam go i weszliśmy do domu.



-------------------
To już jedne z ostatnich "słodkich rozdziałów". Mamy nadzieję, że Was zaskoczymy, a tymczasem czekamy na Wasze opinie ;)

Całusy, Milka i Molly :***

piątek, 28 listopada 2014

Rozdział 30
„All of Me”
Lizzie
“I give you all of me,
And you give me all of you”

Moje oczy wypełniły się łzami. Zakryłam dłonią usta, aby nie wydać z siebie żadnego niekontrolowanego dźwięku. Patrzyłam na mojego chłopaka, który z miłością w oczach patrzył na mnie, trzymając w rękach pudełko z najpiękniejszym pierścionkiem na świecie.
Czułam jak powoli wypełnia mnie szczęście. Gwałtownie pokiwałam głową, nie mogąc wydobyć z siebie żadnego słowa. Gregor uśmiechnął się szeroko. Boże, jak ja kocham ten uśmiech. Pomimo faktu, że znaliśmy się niezbyt długi czas, czułam, że Schlierenzauer jest tym jedynym. Pomimo wielu kłótni czułam, że jesteśmy sobie przeznaczeni.
Gregor wstał i włożył mi pierścionek na palec. W tym momencie widownia wzniosła gromki okrzyk radości. Niewiele myśląc pocałowałam Gregora w usta i wtuliłam się w jego szczupłe ciało.
-Kocham Cię, Lizzie- szepnął mi do ucha.- I przepraszam za wszystko, co spotkało cię do tej pory z mojego powodu.
Uśmiechnęłam się leciutko.
-Spokojnie- szepnęłam.- Wszystko przetrwamy.
Na te słowa wziął mnie na ręce i przeniósł przez bramkę. Tłum zaczął wiwatować, a ja zaczęłam się śmiać. Kiedy Gregor postawił mnie na ziemi, znalazłam się w uścisku Ewy, która piszczała mi do ucha. Kątem oka zobaczyłam Kamila, podającego rękę Gregorowi. Miałam nadzieję, że to skończy małą wojnę między nimi. Gdy Ewa mnie puściła, rzucili się na mnie skoczkowie, klepiąc po plecach i przytulając. Myślałam, że nie uwolnię się z plątaniny rąk, ale po chwili tłum zaczął się przerzedzać.
Nie sądziłam, że można zorganizować przyjęcie w mniej niż godzinę. Cóż, skoczkowie dali radę. Oczywiście ze względu na jutrzejszy konkurs trzeba było obejść się bez napojów alkoholowych, ale zabawa i tak była przednia. Puszczano muzykę zarówno polską, jak i austriacką, ale znalazły się też akcenty z innych krajów. Co chwilę rozlegało się gromkie „Gorzko, gorzko”, które kończyło się moim pocałunkiem z Gregorem.
Tańczyłam jak szalona. Obracałam się w ramionach zarówno ukochanego mężczyzny, jak i innych skoczków. Po paru utworach szpilki, które wspaniałomyślnie założyłam, znalazły się w kącie, a ja byłam boso. Miałam wrażenie, jakby w ten dzień mojego życia, wszystko się ułożyło. Jakby przez okropne śpiewanie, pokraczny taniec, razem z każdą kolejną kroplą potu, z mojego ciała wydostawały się zmartwienia i wszystkie wspomnienia wydarzeń, których nie chciałam pamiętać. Zarówno sprzed olimpiady, z czasów mojego poprzedniego związku, jak i z okresu spędzonego z Gregorem. Czułam, że te wszystkie złe chwile nic nie znaczą. Że liczy się tylko uśmiech na twarzy mojej i mojego narzeczonego. Nie liczył się nieudany sezon Gregora, mój aktualny brak pracy. Liczyło się tylko to, że jesteśmy razem i nigdy nie przestaniemy.

Gregor

„Wygląda przepięknie”- tylko tyle miałem w głowie, kiedy patrzyłem na jej sylwetkę na parkiecie. Wyglądała tak lekko i zwiewnie, jakby nigdy nie miała być smutna.
„Nie mogę uwierzyć, że kiedykolwiek mogła płakać. I to przeze mnie”, pomyślałem gorzko.
Trudno było się kłócić. Czasem czułem się jak największy idiota na świecie (którym z całą pewnością byłem).
W tym momencie podszedł do mnie Anders Bardal, trzymając w rękach dwa kieliszki.
-Chcesz?- zapytał, podstawiając mi jeden pod nos. Spojrzałem na niego zdziwiony, a on westchnął ciężko.- Stary, przecież bym Cię nie schlał! To tylko soczek. Trzeba tylko użyć wyobraźni- uśmiechnął się do mnie. Parsknąłem niewymuszonym śmiechem i przyjąłem kieliszek. Anders stanął obok mnie i przyjrzał się Lizzie, która właśnie tańczyła z Peterem Prevcem.
-Dobry wybór- mruknął.
-Skąd taki wniosek?- zapytałem ze zdziwieniem. Bardal uśmiechnął się.
-Nie znam jej zbyt dobrze, ale mam wrażenie, że jest jedyną osobą, która może być przy tobie.
-Dlaczego tak twierdzisz?- byłem ciekawy, co jeszcze ma takiego do powiedzenia.
-Bo ma cierpliwość. A do Ciebie trzeba mieć anielskiej cierpliwości, stary- mruknął. Parsknąłem.
-Nie wiedziałem, że jesteś takim filozofem, Bardal- mruknąłem zgryźliwie.
-To przez soczek Schlierenzauer. To wszystko przez soczek- odparł po czym ruszył na parkiet. Spojrzałem z powątpiewaniem na kieliszek i wziąłem malutki łyczek. Rzeczywiście soczek. Czyli Bardal po prostu przesadził z wyobraźnią…

XXX

Kolejny dzień był dniem kolejnego i zarazem ostatniego konkursu tego sezonu. Tak szczerze, to nie obchodził mnie wynik. Miałem przecież największy skarb na świecie. Pokazywano ją na telebimie, kiedy siedziałem na belce, kiedy leciałem i lądowałem. Dodawała mi sił.
Klasyfikację generalną wygrał Kamil, z czego byłem bardzo zadowolony. Należało mu się, jak nikomu innemu.
Podczas dekoracji stanąłem obok zalanej łzami Lizzie i objąłem ją ramieniem. Spojrzała na mnie tymi swoimi zielonymi oczami i przytuliła się do mnie, potwierdzając to, co miałem w głowie cały ostatni dzień.

Ja i tak wygrałem.



----------------
Spodziewałyście się, prawda? :D
Już dzisiaj znowu skoki :)))
W tym tygodniu przekroczyłyśmy próg 6000 wyświetleń. Jesteśmy Wam bardzo wdzięczne i bardzo szczęśliwe. Dziękujemy z całego serca, że tak nas wspieracie :)
Całusy, Milka i Molly :**

PS. Molly zaprasza do siebie na bloga. Znajdziecie coś nowego, mam nadzieję, że się spodoba ;)

czwartek, 20 listopada 2014

Molly startuje z nowym blogiem !!!!


Tak, tytuł może nie jest zbyt odkrywczy, ale to blog informacyjny. Nie będę się tutaj rozpisywać, bo wszystko macie na świeżutkim blogu.
Zapraszam serdecznie, Molly :)

PS. Przepraszam za nagłówek xDD

#ByleDoPiątku

piątek, 14 listopada 2014

Rozdział 29
„I don’t want to miss a thing”
Lizzie
“I don’t wanna miss one smile,
I don’t wanna miss one kiss.
Well, I just be with you”


Rodzice nie byli zadowoleni, gdy oznajmiłam im, że znów wyjeżdżam. Przekonałam ich dopiero faktem, że zaraz po skończonym sezonie przyjadę razem z Gregorem. Pożegnałam się z Florkiem i mamą, a tata zawiózł mnie na lotnisko.
Po około dwóch godzinach lotu do Lublany, przesiadłam się do taksówki, która przewiozła mnie do hotelu Austriaków w Planicy. Gregor czekał na mnie przed budynkiem, z szerokim uśmiechem na twarzy. A później złożył na moich ustach pocałunek, w którym zawarta była cała tęsknota tych dni, kiedy nie byliśmy razem.
Splótł moje palce z moimi, wziął moją walizkę i zaprowadził mnie do naszego pokoju. Zdążyłam się tylko rozpakować, bo już o 12.00 byliśmy już pod skocznią. Gregor stwierdził, że tego co tam się dzieje nie mogę przegapić. I miał rację. Do konkursu zostały jeszcze ponad 3 godziny, a na trybunach i w okolicy skoczni włóczyło się pełno kibiców, rozmawiających w różnych językach.
Na moich ustach wykwitł ogromny uśmiech, kiedy doszliśmy do drewnianych domków różnych reprezentacji. Wszędzie słychać było śmiechy, rozmowy i muzykę. nawet nie wiem kiedy ktoś złapał mnie za ręce i zaczął ze mną tańczyć. I nie był to Gregor, który przyglądał się z uśmiechem, a Tom Hilde, którego wprost rozpierała energia. Kiedy skończyliśmy nasz „taniec”, razem z Gregorem przywitaliśmy się z resztą norwegów i ruszyliśmy dalej.
Mijaliśmy kolejne domki, witając się z ekipami, aż w końcu doszliśmy do drewnianego budynku z napisem „Poland”. Cała reprezentacja siedziała w kółku, grając w butelkę.
-Lizzie, Gregor, chodźcie zagrać!- zawołał do nas Piotrek. Usiadłam obok Ewy i Justyny, a Gregor naprzeciwko mnie. Pierwszy kręcił Klimek. Butelka zatrzymała się, wskazując na Maćka Kota.
-Wyzwanie- powiedział, z lekką rezygnacją.
-Zatańcz jak Shakira!- zawołał rozentuzjazmowany Klemens. Czarnowłosy spojrzał na niego „z byka”, ale posłusznie wykonał polecenie. Wszyscy tarzaliśmy się ze śmiechu, gdy Maciek próbował zaprezentować nam taniec brzucha.
Zakręcił butelką i wypadło na mnie. Wybrałam wyzwanie, ale gdy tylko go usłyszałam, pożałowałam tej decyzji.
-Pocałuj w usta osobę, która siedzi po twojej prawej- powiedział, co spotkało się z głośną aprobatą reszty. Tylko nie moją i … Ewy, którą miałam pocałować.
-Kamil, mogę?- zapytałam, a on pokręcił tylko głową z uśmiechem.
-Tylko z języczkiem- zawołał ktoś, gdy szykowałam się do wykonania zadania. A kiedy było już po wszystkim, wszyscy zaczęli wiwatować i klaskać.
-Wszyscy jesteście zboczeni- mruknęłam i zakręciłam butelką. Oczywiście na kogóż innego mogłam trafić? Przez chwilę zastanawiałam się nad zadaniem, ale później wpadło mi do głowy coś tak głupiego, że musiałam to wykorzystać.
-Gregor, poliż szyję Kamila.

XXX

Po około godzinie gry obfitującej w durne pytania i wyzwania, ruszyliśmy do domku Austriaków, aby przygotować się do konkursu. Lekko się zdziwiłam, gdy przed budynkiem zobaczyłam sylwetkę Morgiego.
-Hej, Mała- zawołał, przytulając mnie. I znów zauważyłam ten dziwny błysk w oku Gregora. Ale przecież on nie może być zazdrosny. No bo o kogo?
Kiedy tylko zobaczyłam na horyzoncie Pointnera, pociągnęłam Thomasa za rękę i ruszyliśmy na trybuny.
-Cieszę się, że Cię widzę- szepnął mi do ucha, kiedy usiedliśmy na ławce. Uśmiechnęłam się tylko i odwróciłam głowę, żeby nie zauważył mojego rumieńca, który jak na złość wykwitł na mojej twarzy.
Kilka minut później dołączyły do nas Polki w puchatych, kolorowych czapkach. I zaczęliśmy kibicować. A emocje były spore. Nie było ważne kto wygra. Ważne było, czy Kamil zakończy zawody w pierwszej piątce.
Zobaczyłam, jak Ewa odetchnęła, gdy skończyły się zawody i jak po jej policzkach płyną łzy. Przytuliłam ją i obie zaniosłyśmy się płaczem.
-Zrobił to… Boże, on to zrobił- łkała. Zaczęłam się zastanawiać, jak czuje się teraz Kamil, jak rok temu czuł się Gregor. Skoro mnie rozpiera szczęście, to skoczkowie są chyba w takich chwilach wniebowzięci.
Ewa pobiegła pogratulować Kamilowi, a ja podeszłam do Gregora. Nie krył zdziwienia, gdy zobaczył moje łzy, ale wytłumaczyłam mu, że to ze wzruszenia i radości.
Na terenie skoczni zostaliśmy do późna, świętując razem z Polską ekipą.

XXX

Konkurs drużynowy, który odbył się następnego dnia, był niezwykle emocjonujący. Co skok, to pojawiał się nowy lider. Wszystko zaczęło się wyjaśniać dopiero w ostatniej kolejce.
-Chodź- powiedział w pewnej chwili Thomas, z którym oglądałam zawody.
-Zgłupiałeś? Przegapimy najważniejsze skoki.
-Zaufaj mi- popatrzył na mnie błagalnie. Zawahałam się chwilę, ale w końcu pobiegłam za nim. Spiker zapowiadał właśnie skok Kamila, a kilka sekund później usłyszałam wrzawę na trybunach i wiedziałam, że zdobywca Kryształowej Kuli skoczył dalej.
Thomas zatrzymał mnie przy bandzie okalającej skocznię. Skok Gregora był na tyle dobry, że Austriacy wygrali „drużynówkę”.
Michi, Didl i Stefan w sekundę znaleźli się przy Gregorze i zaczęli sobie nawzajem gratulować. Mój ukochany szybko zdjął narty, kask i gogle.
-No, idź do niego- usłyszałam głos Morgiego, który lekko popchnął mnie w kierunku Gregora. Idąc w jego stronę, kątem oka zauważyłam, że Michi podaje mu małe pudełeczko. Na trybunach zapadła pełna oczekiwania cisza, gdy zatrzymałam się przed szatynem. Te uklęknął przede mną. A później usłyszałam:

-Lizzie, kocham Cię i chcę spędzić z Tobą resztę życia. Wyjdziesz za mnie?



-------------
No i jest! Długo oczekiwany przez Was rozdział :D
Tak, wiemy, że będziecie złe, że zakończyłyśmy rozdział w takim momencie... no ale możecie się zastanawiać co będzie dalej :)
Co myślicie o Morgim w naszym opowiadaniu, hmm?
Kolejny za dwa tygodnie :D
Całusy, Milka i Molly :***

piątek, 7 listopada 2014

BARDZO WAŻNA INFORMACJA!!
Dzisiaj powinien pojawić się rozdział, ale w związku z nawałem nauki w szkole (i nie tylko) po prostu nie zdążyłyśmy napisać rozdziału, za co bardzo Was przepraszamy ;(
Dlatego postanowiłyśmy, że rozdziały będą teraz pojawiały się co 2 tygodnie w piątki.
Naszym zdaniem jest to najlepsze wyjście. Nie chciałyśmy zawieszać bloga, bo jest to dla nas bardzo ważna rzecz i bardzo się z Wami związałyśmy.
A więc następny rozdział za tydzień w piątek.
Na Waszych blogach będziemy na bieżąco :)
A do sezonu zostało już tylko 15 dni, co pewnie bardzo nas zmotywuje do dalszej pracy.

Pozdrawiamy, Milka i Molly :))